1. WPROWADZENIE

Konferencji naukowej nt. "Integracja europejska wobec wyzwań ery informacyjnej (postindustrialnej)" zorganizowanej przez Centralny Urząd Planowania i Instytut Rozwoju i Studiów Strategicznych przyświecały dwa cele:
po pierwsze, stanowiła ona jeden z etapów prac w kompleksowym projekcie badawczym prowadzonym przez IRiSS nt. "Długofalowa wizja nowoczesnego rozwoju gospodarki Polski" i finansowanym przez Komitet Badań Naukowych w ramach PBZ 021-07; etap ten miał przybliżyć orientację odnośnie do stanu otoczenia w docelowym okresie tej wizji, a więc za 15 - 20 lat;
po drugie, miała ona na celu zarysowanie uwarunkowań, jakie należy uwzględnić w procesach zmierzających do integracji Polski z Europą Zachodnią, czy nawet szerzej -ze wspólnotą atlantycką obejmującą Amerykę Północną i Europę Zachodnią.
Generalne pytanie, na jakie w intencji organizatorów miała odpowiedzieć konferencja, dotyczyło charakteru społeczeństwa informacyjnego i wpływu, jaki już wywiera, a tym bardziej - jak można się spodziewać - wywrze w przyszłości na rozwój gospodarki światowej. Analizując referaty zgłoszone na konferencji i bogatą dyskusję, jaka rozwinęła się na ich podstawie, można przyjąć, iż próba odpowiedzi na tak postawione pytanie koncentrowała się wokół dwóch kluczowych tematów:
po pierwsze, czy mówiąc o społeczeństwie informacyjnym rozpatruje się je, jako kolejne stadium rewolucji przemysłowej, czy też nową epokę w rozwoju ludzkości wraz z odpowiadającym jej sposobem widzenia świata i systemem wartości społecznych?
po drugie, jaki wpływ wywierają współczesne technologie informacyjne na sposób funkcjonowania społeczeństw, a w ślad za tym - na rozwój cywilizacyjny i kulturowy ludzkości?
Rozwijając te tematy autorzy referatów prezentowanych na konferencji, podobnie jak i uczestnicy przeprowadzonej na ich podstawie dyskusji, jednoznacznie uwypuklili następujące elementy, z którymi należy się liczyć w nadchodzącej przyszłości:
1. Społeczeństwo informacyjne rozpatrywane jest jako nowa epoka w rozwoju ludzkości z właściwymi dla niej uwarunkowaniami cywilizacyjnymi i kulturowymi. Odpowiednio do tego równolegle do zmian technologicznych i gospodarczych rośnie znaczenie czynników aksjologicznych i systemowych, wyzwalających proces innowacji społecznych, mających bezpośredni wpływ na absorpcję nowych technologii i adaptację do nowych wyzwań rozwojowych. Warto odnotować, iż w tym względzie konferencja poszła dalej od tzw. Raportu Bangemanna pt. "Recommendations to the European Council: Europe and the Global Information Society", w którym główny nacisk położony jest na rozwój technologiczny i sfery jego zastosowania, a także skutki tych zastosowań dla potencjalnych zachowań ludzkich.
2. Przyjmując, że podstawową cechą charakterystyczną społeczeństwa informacyjnego jest przekształcenie informacji w zasób produkcyjny, w toku konferencji uwypuklono znaczenie edukacji i produkcji wiedzy, jako procesu zwiększania tego zasobu. Znaczenie to jest tym większe, że w miarę rozwoju technologii informacyjnych właśnie informacja w coraz większym stopniu staje się podstawą międzynarodowej konkurencyjności poszczególnych państw i/lub regionów geopolitycznych.
3. Akcentując znaczenie narastającej globalizacji procesów produkcyjnych i informacyjnych, konferencja zasygnalizowała jednocześnie, że społeczeństwo informacyjne jako formacja cywilizacyjna, nie może być rozpatrywana jako zjawisko ogólnoświatowe, lecz że występuje ono obok innych formacji cywilizacyjnych z ich utrwalonym systemem wartości społecznych i dziedzictwem kulturowym. Pociąga to za sobą dwie konsekwencje:
po pierwsze, wiąże się z koniecznością odejścia od paradygmatu, że rozwój cywilizacji euroamerykańskiej stanowi uniwersalny wzorzec dla wszystkich społeczeństw, na rzecz uświadomienia konieczności koegzystencji społeczeństwa informacyjnego z innymi formacjami cywilizacyjnymi w skali globalnej i w poszczegolnych regionach geopolitycznych,
po drugie, obok szans, które stwarza rozwój technologii informacyjnych i ich wszechogarniający charakter, występują również kolosalne zagrożenia w postaci rosnącego zróżnicowania w skali światowej, jak i na obszarach poszczególnych państw.
4. Wyzwaniem stojącym przed Europą Zachodnią, a zwłaszcza Unią Europejską, jest utrzymanie swej pozycji konkurencyjnej wobec innych podsystemów dominacji światowej (Ameryki Północnej i Japonii, a także takich regionów geopolitycznych, jak Azja Południowo-Wschodnia czy Chiny) również w warunkach społeczeństwa informacyjnego. Jest to jednocześnie, jak podkreślono w toku konferencji, wyzwanie dla Polski: przyjmując, że podstawowa perspektywa rozwojowa kraju wiąże się z integracją z Europą Zachodnią poprzez wejście do Unii Europejskiej i NATO, oznacza to, iż chodzi równocześnie o stworzenie warunków ułatwiających przejście do ery informacyjnej wraz z wszelkimi wynikającymi z tego konsekwencjami.
Tematy podjęte w toku konferencji będą dalej rozwijane w toku prac Instytutu Rozwoju i Studiów Strategicznych nad długofalową wizją rozwoju Polski na następne 15 lat.

2. OTWARCIE KONFERENCJI

Tadeusz GOŁACKI

Witam Państwa na jednym z ostatnich spotkań konferencyjnych w CUP zorganizowanej wspólnie z IRiSS. Zagadnienia, nad którymi będziemy dzisiaj debatować powinny znaleźć należne miejsce w pracach nad strategią rozwoju gospodarczego, a sukcesorzy CUP powinni przejąć tę tematykę. Temat jest ważny, bardzo aktualny i dotychczas słabo rozeznany, choć istniała tu pewna intuicyjna świadomość wyzwań jakie niesie epoka informacyjna - świadomość, że w długookresowej strategii, której głównym celem jest zbliżenie się do światowej czołówki i zmniejszanie dystansu cywilizacyjnego. Jednym z ważniejszych elementów tego dystansu jest obok luki technologicznej - luka informacyjna.
Oddziaływanie rewolucji informacyjnej jest wszechstronne i trudno wskazać dziedzinę, gdzie jest ono znikome. W pracy ważne są przede wszystkim implikacje ery informacyjnej na sprawy gospodarcze i myślę, że temat ten będzie dominował dzisiaj w naszych obradach, choć trudno będzie się ograniczyć tylko do spraw ekonomicznych.
Będąc laikiem w temacie, o którym dzisiaj mamy mówić, chciałbym parę słów powiedzieć na temat znaczenia technologii informacyjnych w biznesie i w dziedzinie współpracy gospodarczej z zagranicą, bo jest to temat mi bliski, z którym stykam się w pracy. Informacja biznesowa, handlowa, rynkowa odgrywa dziś zasadniczą rolę w liberalizującej się, globalizującej i integrującej gospodarce światowej, w tym zwłaszcza w podnoszeniu międzynarodowej konkurencyjności, w marketingu itd. Zdolności w zakresie gromadzenia, przetwarzania, wykorzystania i rozpowszechniania danych decydują dziś coraz bardziej o przewagach komparatywnych gospodarek i poszczególnych firm. Decydują też o efektywności handlu międzynarodowego.
W tym kontekście wiele agend ONZ, a także innych organizacji między-narodowych, jak np. UNCTAD czy WTO sponsorują tworzenie globalnych czy regionalnych handlowych sieci informacyjnych (Trade Information Network). Nowe technologie informacyjne jak np. telematyka, stwarzają szanse transformacji danych statystycznych, danych o rynkach, danych o potencjalnych konkurentach, technologiach, normach, standardach, warunkach dostaw itp. Na przykład UNCTAD utworzył w 100 krajach świata tzw. Global Trade Point Network. Jest takich punktów obecnie ok. 200. Głównym ich celem jest otwieranie rynków światowych dla nowych uczestników szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które w przeciwieństwie do dużych korporacji mają bardzo ograniczony dostęp do informacji.
Drugim takim nadrzędnym celem jest harmonizacja i uproszczenie procedur handlowych, celnych itd. Według szacunków UNCTAD powszechne stosowanie technologii informacyjnych może zmniejszyć o 10% koszty transakcyjne w światowym handlu, co przy wielkości tego handlu w wysokości 4 bln. USD, daje niebagatelne oszczędności 400 mld USD rocznie. Na IX sesji UNCTAD, która odbyła się w kwietniu 1996 r. w RPA (Midrand) uczestniczyłem w pokazie możliwości tych sieci. Elektroniczne technologie i sieci teleinformatyczne są już dziś szeroko wykorzystywane przez wielkie koncerny transnarodowe, które poprawiają przez to swoją efektywność i nasilają promocję korzystając z szybkich informacji handlowych i biznesowych. UNCTAD chce tworzyć te sieci głównie z myślą o małych i średnich przedsiębiorstwach krajów rozwijających się, które dopiero wchodzą na rynki międzynarodowe. Równocześnie oferowane są pakiety doradcze dla tych przedsiębiorstw.
Mówiąc o globalnych superautostradach informacyjnych i o erze informacyjnej nie można zapominać, że jesteśmy na początku tej ery. Na wspomnianej konferencji przytaczano takie wielkości, że około 50% ludności świata nie korzysta w ogóle z telefonu, 3/4 nie widziało w życiu komputera. Spośród tej części ludności, która ma dostęp do tych urządzeń tylko niewielu korzysta z poczty elektronicznej, czy sieci teleinformacyjnej. Np. w USA, w kraju, gdzie powstał Internet zaledwie 5-7% firm i osób korzysta z zaawansowanych technik teleinformacyjnych. Z ogólnej liczby firm w świecie wynoszącej ok. 5 mln, tylko ok. 100 tys. firm korzysta z bardzo "zaśmieconego" Internetu. Istnieją obawy, że rewolucja informacyjna powiększy już obecnie dużą lukę między poszczególnymi krajami. Prof. L.Zacher zatytułował swój referat: "Informacja jako czynnik rozwarstwienia w gospodarce światowej". Jednak optymista mógłby sformułować ten tytuł, odwrotnie, np. "Informacja jako szansa zmniejszenia dystansu", gdyż można tu mówić zarówno o zagrożeniach marginalizacji, jak i o szansach jakie daje rewolucja informacyjna. Szanse są jednak mniejsze od zagrożeń dla tych, którzy nie dotrzymują kroku w technologiach informacyjnych. Informacja w globalizującej i integrującej się gospodarce światowej jest tym zasobem produkcyjnym, który najbardziej różnicuje społeczeństwo, który decyduje o konkurencyjności gospodarki i podmiotów gospodarczych. Jak wspomniałem, nawet małe firmy mogą dziś korzystać z dostępu do sieci informatycznych, co często pozwala im skutecznie konkurować z firmami dużymi - mówi o tym referat prof. A. Wierzbickiego.
Kończąc chciałbym zacytować zamieszczone ostatnio w naszej prasie stwierdzenie eksperta amerykańskiego banku Security First, będącego cyberbankiem czyli bankiem wirtualnym zlokalizowanym gdzieś na przedmieściu, który obsługuje ok. 30 tys. klientów. Większość operacji dokonuje się tu nie przy okienku bankowym, a nawet nie przy bankomacie, ale przy pomocy komputera osobistego. Klienci ci płacą rachunki, raty, dokonują przelewów nie wychodząc z domu. Takich cyberbanków jest już w świecie ponad 100.
Zapowiedziany przeze mnie cytat brzmi następująco: Bank w Internecie oznacza trzy razy mniejsze koszty, tzn., że ze zwyczajowej, trzyprocentowej prowizji można by zejść do 1%. Ludzie czy wy wiecie jaki by to był zastrzyk finansowy dla znękanej ludności. Taki cyberbank może działać wszędzie, nawet w największej dziurze. Myślę, że cytat ten w jakimś sensie dobrze wprowadza w tematykę, o której dzisiaj mamy mówić.

3. REFERATY

Józef WIERZBOŁOWSKI

INFORMACJA I TECHNOLOGIE INFORMACYJNE JAKO ELEMENT PRZEKSZTAŁCEŃ STRUKTURALNYCH I SYSTEMOWYCH W GOSPODARCE ŚWIATOWEJ (OGÓLNE PODEJŚCIE DO TEMATU)

Temat badawczy: "Informacja i technologie informacyjne jako element przekształceń strukturalnych i systemowych w gospodarce światowej. Wnioski dla Polski" wpisuje się w długookresowe prace IRiSS pt. Długofalowa wizja nowoczesnego rozwoju gospodarki Polski (PBR 021-07). Stąd też obecnej konferencji naukowej poświęconej problemom integracji europejskiej w obliczu ery informacyjnej (postindustrialnej) przyświecają dwa cele:
1) naświetlenie jednego z podstawowych problemów koniecznych do rozpatrzenia z punktu widzenia długookresowego rozwoju polskiej gospodarki i zarysowanie wniosków stanowiących istotny element poznawczy w prowadzonym temacie badawczym, a także otwierających nowe problemy, jakie powinny być w nim uwzględnione;
2) rozpoznanie przyszłych uwarunkowań integracji europejskiej do uwzględnienia w toku prac prowadzonych w CUP, oraz w innych organach rządowych, a zmierza-jących do możliwie bezkolizyjnego włączenia Polski do Unii Europejskiej.
W toku prac nad tematem badawczym przyjęto, że nie chodzi w nim o opracowanie jeszcze jednego futurologicznego zarysu przyszłego rozwoju świata na wzór takich autorów, jak Paul Kennedy, czy John Naisbitt. Odwrotnie, wykorzystując rozważania futurologiczne jako uzupełniające źródło danych, główną uwagę próbuje się skierować na te procesy i/lub zjawiska, które można zaobserwować już obecnie, a które - ceteris paribus - mogą wyznaczać kształt przyszłej rzeczywistości najbardziej rozwiniętych państw świata (ośrodka dominacji światowej), do których zalicza się również Europę Zachodnią. Jednocześnie, jako założenie robocze przyjęto następujące tezy:
a) Jako społeczeństwo informacyjne traktuje się społeczeństwo, w którym informacja stała się zasobem produkcyjnym określającym nowe przewagi konkurencyjne w stosunku do otoczenia, a równocześnie zapewniającym rosnący poziom adaptacyjności społecznej, w wyrazie ogólnym i w wyrazie jednostkowym, do zwiększającej się lawinowo zmienności tego otoczenia. Jak z tego wynika, w podejściu do społeczeństwa informacyjnego akcentuje się nie tyle aspekt technologiczny (technologie informacyjne), ile aksjologiczny, wykształcenie się nowej formacji cywilizacyjnej z nowym sposobem postrzegania świata i zmodyfikowanym systemem wartości społecznych. Chodzi więc o nową epokę, przy czym komputer jako technologia definiująca tej epoki występuje obok innych jej wyznaczników, takich jak rozpowszechniające się zrozumienie mechanizmu sprzężeń zwrotnych i nowego wymiaru czasu.
b) Informację traktuje się jako pojęcie pierwotne, definiowalne tylko przy zaistnieniu pewnych kryteriów stanowiących punkt odniesienia dla proponowanej definicji. W toku prac badawczych zastosowano podwójne podejście do informacji:
po pierwsze, zastosowano podejście infologiczne, w świetle którego informacją są te komunikaty lub kombinacje komunikatów, które zmniejszają stopień niewiedzy ich odbiorcy (potencjalnego lub rzeczywistego użytkownika),
po drugie, uwzględniono trzy potencjalne aspekty informacji, a więc:
- informację jako odwzorowanie rzeczywistości, - informację jako miarę złożoności i różnorodności,
- informację jako czynnik sprawczy (sterujący).
Przy takim podejściu można przyjąć, że pojęcie informacji, tak jak używane jest w kontekście społeczeństwa informacyjnego, staje się równoważne skumulowanej wiedzy danego społeczeństwa (danej organizacji, danej jednostki), zaś informacja, jako zasób produkcyjny może być utożsamiona z zasobem skumulowanej wiedzy i umiejętności, jakim dysponuje to społeczeństwo (ta organizacja, ta jednostka). System społeczno-gospodarczy określający zasady funkcjonowania gospodarki narodowej i system wartości społecznych wyznacza przy tym warunki, w jakich ta wiedza i te umiejętności są pozyskiwane, gromadzone i wykorzystywane. Stąd, kiedy mowa o zmianach strukturalnych rozumie się, że dotyczą one nie tylko zmian w rzeczowej strukturze gospodarki światowej lub gospodarki narodowej konkretnego kraju, lecz również zmian zachodzących w środowisku społecznym, w tym zwłaszcza w odniesieniu do innowacji społecznych, rozumianych jako zdolność i chęć poszczególnych członków społeczeństwa, a także przedsiębiorstw i rządów, do przełamywania istniejących zwyczajów, form percepcji i rodzajów celów przyświecających procesom alokacyjnym, w zamian zaś - do ich nowego formułowania w obliczu stale zmieniających się okoliczności i nowych kierunków rozwoju. Natomiast, gdy mowa o zmianach systemowych, rozumie się pod nimi takie przeobrażenia w trybie i mechanizmach funkcjonowania społeczeństwa i jego organizacji, jakie wyzwalają lub utrudniają przeprowadzanie zmian w rzeczowej strukturze gospodarki (w tym zwłaszcza zmian dokonywanych na drodze postępu technologicznego), podobnie, jak i przeprowadzanie innowacji społecznych.
Przy rozpatrywaniu problematyki społeczeństwa informacyjnego wzięto pod uwagę, że jako formacja cywilizacyjna współistnieje ono (i będzie współistnieć) z innymi formacjami cywilizacyjnymi, opartymi na odrębnych systemach wartości społecznych i odrębnych dziedzictwach kulturowych, przy czym obejmuje to nie tylko zróżnicowanie obszarowe, lecz - co istotne - również zróżnicowanie cywilizacyjne na terenie poszczególnych państw. Stąd w podejściu do tematu badawczego odchodzi się od utożsamiania tendencji rozwojowych cywilizacji euroamerykańskiej (której emanacją jest społeczeństwo informacyjne) z tendencjami rozwojowymi świata jako całości; odwrotnie, zakłada się, iż dla społeczeństwa informacyjnego istotną jest zdolność do rozwoju w symbiozie z innymi cywilizacjami, które mają prawo do stawiania sobie swych własnych celów rozwojowych i metod ich osiągania. Oznacza to konieczność odejścia od paradygmatu, w świetle którego rozwój cywilizacji euroamerykańskiej stanowi model odniesienia dla rozwoju wszystkich innych społeczeństw na kuli ziemskiej, co od przełomu XVIII i XIX wieku jest swoistym kanonem teorii ekonomicznych rozwijanych pod wpływem doświadczeń tego kręgu cywilizacyjnego i stanowi jedną z podstawowych przesłanek uzależnienia tych społeczeństw. Jeżeli założenie to jest prawdziwe, to dla rozwoju społeczeństwa informacyjnego decydujące znaczenie ma opanowanie umiejętności współżycia międzycywilizacyjnego w warunkach wyznaczonych z jednej strony przez globalizację procesów produkcyjnych i mediów informacyjnych, a z drugiej strony - przez zróżnicowanie cywilizacyjne występujące nawet na tych samych obszarach.
Podejście to bierze pod uwagę, że wprawdzie rozwój technologii wywiera bezpośredni wpływ na kierunki rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego danego społeczeństwa, tym niemniej ta sama technologia może być z powodzeniem wykorzystywana w różnych formacjach cywilizacyjnych, pod warunkiem wszakże, że dominujący w nich system wartości społecznych nie jest sprzeczny z wymogami, których spełnienie jest niezbędne dla sprawnego wykorzystywania tej technologii. Wiąże się to ze zjawiskiem, które można określić jako konwergencję międzycywilizacyjną. Otwartym pozostaje natomiast problem współżycia międzycywilizacyjnego między społeczeństwem informacyjnym, a innymi cywilizacjami, jeżeli tradycyjne systemy wartości w tych cywilizacjach są niezgodne z wymogami technologii stanowiących oparcie dla społeczeństwa informacyjnego, a jednocześnie zwolennicy tych wartości przeciwstawiają się ich ewolucji.

1. Społeczeństwo informacyjne (elementy analizy układu)

W niniejszym punkcie referatu zostaje podjęta próba uwypuklenia wybranych przesłanek, które - dostrzegane już obecnie - mogą mieć wpływ na rozwój społeczeństwa informacyjnego i jego przyszły kształt. Wprawdzie kluczowe znaczenie mają tu trendy technologiczne, tym niemniej zgodnie z przyjętymi w referacie założeniami koncentruję się na dwóch następujących grupach przesłanek:
po pierwsze, na przesłankach o charakterze aksjologicznym rzutujących na ogólne uwarunkowania informacyjne, zmianę charakteru potrzeb informacyjnych i rolę informacji w życiu społeczno-gospodarczym;
po drugie, na przesłankach o charakterze systemowym mających związek z funkcjonowaniem organizacji (państw, przedsiębiorstw itp.) w wyłaniającym się świecie, a także z przemianami zachodzącymi w stosunkach społecznych.
Koncentracja na tych przesłankach nie oznacza umniejszania roli trendów technologicznych jako podstawy przemian cywilizacyjnych i kulturowych. Doceniając znaczenie tych trendów wychodzę jednak z założenia, że przebieg procesów społeczno-gospodarczych nie jest przez nie zdeterminowany, gdyż znaczny wpływ na ten przebieg wywiera system wartości społecznych i kierunki ewolucji tego systemu, a także wzorceświatopoglądowe dominujące wśród elity władzy. Referat nie pretenduje przy tym do bardziej kompleksowego zarysowania przesłanek aksjologicznych i systemowych, które wpływają na przyszły kształt społeczeństwa informacyjnego, a które związane są, generalnie biorąc, bądź ze zmianą epoki, bądź też z tym, że w ślad za naruszeniem związków między człowiekiem a ekosferą, cywilizacja euroamerykańska coraz wyraźniej narusza również związki człowieka ze środowiskiem społecznym. Problemy te będą stanowiły przedmiot dalszych prac badawczych, stąd w obecnym referacie świadomie ograniczam się do omówienia kilku tylko wybranych zagadnień, które, moim zdaniem, mają kluczowe znaczenie dla przyszłego funkcjonowania społeczeństwa informacyjnego, a są stosunkowo rzadziej uwzględniane w myśleniu o przyszłości. Mam nadzieję, że weryfikacja dokonanego doboru i prezentowanych poniżej ocen będzie jednym z wyników obecnej konferencji do wykorzystania w dalszych pracach IRiSS.

1.1. Wyzwania aksjologiczne

Przesłanki wyzwań aksjologicznych związanych z przechodzeniem do społeczeństwa informacyjnego są analizowane od kilkudziesięciu lat. Nie wdając się w głębszą analizę tego problemu odwołuję się w tym miejscu do takich trzech znanych konstatacji Marshalla McLuhana, jak:
a) Rozpatrywanie skutków rozwoju techniki w kategoriach ewolucji rodzaju ludzkiego. Jak ujął to M. McLuhan: "W epokach mechanicznych osiągnęliśmy przedłużenie naszego ciała w przestrzeni. Dziś, po z górą stu latach elektrotechniki, osiągnęliśmy przedłużenie samego naszego centralnego systemu nerwowego, opasując nim całą kulę ziemską i w granicach naszej planety likwidując zarówno problem przestrzeni, jak i czasu. Wielkimi krokami zbliżamy się do ostatniej fazy tego procesu, w której /.../ twórczy proces poznania zyska charakter wspólnego i zbiorczego przedłużenia całej ludzkiej społeczności, tak jak z pomocą różnych środków przedłużył się zasięg naszych zmysłów i nerwów".
b) Traktowanie środka komunikowania jako samoistnego komunikatu, przy czym według interpretacji M. McLuhana "...>>komunikatem<< każdego środka komunikowania czy techniki jest zmiana skali, tempa albo wzoru, jaką wprowadza on w ludzkie sprawy". Jest to więc prosta konsekwencja owego "przedłużenia człowieka", o czym była mowa wyżej, a co jest bezpośrednio związane z nową techniką zmieniającą pozycję człowieka względem przyrody, podobnie jak i pozycję jednostki w społeczeństwie.
c) Wprowadzenie pojęcia globalnej wioski jako synonimu nowej organizacji ludzkiego życia, opartej na zniwelowaniu przez technologie informacyjne (w języku M. McLuhana sprzed kilkudziesięciu lat - elektryczność) czasu i przestrzeni, jako czynników dzielących różne cywilizacje i/lub społeczeństwa. Obok sprzyjania procesom konwergencji międzycywilizacyjnej (co sprawdziło się m.in. w przypadku Japonii, Azji Południowo-Wschodniej i krajów Dalekiego Wschodu), zjawisko globalnej wioski prowadzi również do dezintegracji tradycyjnych struktur społecznych na wielkich obszarach kuli ziemskiej w wyniku - jak zwraca na to uwagę M. McLuhan - "zalewania krajowców morzem nowości technicznych, do których przyjęcia nie mają oni żadnego przygotowania".
Na przytoczone powyżej konstatacje M. McLuhana nakłada się narastająca zmienność, jako dominująca cecha otaczającej nas rzeczywistości, zmienność pociągająca za sobą deprecjację doświadczenia, jako wyznacznika zachowań jednostkowych i społecznych, a nadająca kluczowe znaczenie zdolności adaptacyjnej już nie tylko do obecnych, lecz do dających się przewidzieć stanów otoczenia. W tym też kryje się rosnące znaczenie innowacji społecznych, rozszerzających nota bene konotacje związane z pojęciem twórczości. Jeżeli jeszcze 25 lat temu mogło satysfakcjonować określenie, że "... twórczość jest operowaniem starymi elementami w poszukiwaniu nowych konfiguracji", to obecnie - właśnie ze względu na narastającą zmienność - niezbędne jest uwzględnianie w tym pojęciu również nowych elementów będących wynikiem naukowego lub intuicyjnego rozpoznania otaczającej nas rzeczywistości.
Ograniczoność miejsca nie pozwala podjąć w tym miejscu dyskusji, czy przedstawione powyżej przesłanki, zarysowane już kilkadziesiąt lat temu, wymagają dalszego uzupełnienia w wyniku analizy rozwoju społeczno-gospodarczego lat 80. i 90. Osobiście reprezentuję pogląd, że obserwacje M. McLuhana i świadomość narastającej zmienności w wystarczającym stopniu wyznaczają ramy społeczeństwa informacyjnego jako złożonego układu adaptacyjnego, do którego mają zastosowanie uwagi Murraya Gell-Manna, twórcy teorii kwarków i laureata nagrody Nobla w dziedzinie fizyki: "Rozumiemy już częściowo, na czym polega mechanizm wyłaniania się struktur o coraz większym stopniu skomplikowania. Z grubsza biorąc, jest on wypadkową działania prostych praw i przypadkowych fluktuacji. Kluczową rolę odgrywa tu powtarzalność: skutki tych samych prostych operacji, powtarzanych wciąż od nowa, są nieustannie modyfikowane przez przypadkowe czynniki zewnętrzne. Ten mechanizm leży nie tylko u podłoża ewolucji gatunków biologicznych, ale wszystkich procesów, w wyniku których powstają tzw. złożone układy adaptacyjne, obdarzone zdolnością do uczenia się, przystosowywania do środowiska i dalszej ewolucji." Miarą złożoności układu adaptacyjnego jest przy tym informacja: jak ujmuje to M. Gell-Mann "istnieje wiele definicji, które pozwalają uchwycić różnice między układami prostymi a złożonymi. Najlepsza z nich opiera się na pojęciu informacji. Mówiąc w uproszczeniu, im bardziej skomplikowany jest jakiś układ, tym więcej informacyjnych bitów potrzeba aby opisać jego zachowanie.
Pozostając przy wyżej prezentowanym podejściu można zaryzykować twierdzenie, że w świetle ewolucji ludzkości wyznaczonej przez technologie informacyjne (zmieniające relacje: człowiek - przyroda i jednostka - społeczeństwo) i przez nową rolę informacji (jako zasobu produkcyjnego i miary złożoności nowego układu społecznego) podstawowe kierunki wyzwań aksjologicznych związanych z przechodzeniem do społeczeństwa informacyjnego wiążą się z koniecznością zapewnienia:
po pierwsze, elastycznej adaptacyjności, w wyrazie społecznym i jednostkowym, jako reakcji na natężenie i formę tej ewolucji;
po drugie, intelektualnej weryfikacji tradycyjnych rozwiązań systemowych i instytucjonalnych w nowej rzeczywistości, w której informacja staje się podstawowym czynnikiem sprawczym, decydującym o pozycji państw na arenie międzynarodowej i o ich potencjale rozwojowym (politycznym, gospodarczym i militarnym).
Z punktu widzenia niniejszego tematu do warunków ułatwiających elastyczną adapatacyjność układu, jakim jest społeczeństwo informacyjne, można zaliczyć:
a) dążenie do zmniejszenia tradycyjnego opóźnienia świadomości oraz kształtu instytucji życia społecznego w stosunku do zmienności świata, co wiąże się z problematyką edukacji, jak i koniecznością otwarcia się elit politycznych na problematykę przyszłości;
b) przejście od cząstkowego punktu widzenia, badania poszczególnych zjawisk w izolacji, do całościowego punktu widzenia, a więc osadzania indywidualnych zjawisk w złożonej strukturze otoczenia;
c) umiejętność dokonywania wyborów w warunkach nadmiaru informacji, a więc przejście od społeczeństwa, w którym informacja była dobrem trudno dostępnym, do społeczeństwa, które jest zmuszone do dokonywania selekcji dla wyłowienia niezbędnych informacji z zalewu komunikatów osiągalnych w wyniku rozwoju technologii informacyjnych (istotnym elementem tego wyboru jest rozróżnienie między niedoskonałą a niekompletną informacją, co jest szczególnie istotne w okresie przechodzenia od jednej formacji cywilizacyjnej do następnej);
d) zapewnianie dopływu informacji w takich okresach, które nie przekraczają niezbędnego czasu reakcji na otrzymywane bodźce (uprzednio otrzymane informacje), co - poza stroną techniczną - wymaga uwzględnienia wielowymiarowości czasu;
e) skomercjalizowanie informacji, co jest pochodną tego, że informacja w coraz większym stopniu ma utylitarny charakter i - jako zasób - przynosi wymierne korzyści jej użytkownikom, a przeto przestaje być traktowana jako dobro publiczne zarówno przez jej dostawców, jak i odbiorców.
W drugim przypadku, gdy mowa o intelektualnej weryfikacji tradycyjnych rozwiązań systemowych i instytucjonalnych, jako punkt wyjścia przyjmuję stwierdzenie Johna S. Nye. i Williama A. Owena: "Wiedza bardziej, niż kiedykolwiek jest potęgą. Ten kraj, który może najlepiej przewodzić rewolucji informacyjnej, będzie potężniejszy od pozostałych. W dającej się przewidzieć przyszłości krajem tym są Stany Zjednoczone. Ameryka ma widoczną przewagę, jeżeli chodzi o potęgę militarną i gospodarczą. A jednak jej bardziej subtelną przewagą komparatywną jest zdolność do gromadzenia, przetwarzania, wykorzystywania i rozpowszechniania informacji, siła sprawcza (an edge), która prawie na pewno będzie narastać w następnej dekadzie." Wystarczy zwrócić uwagę na trzy przejawy tej przewagi:
1. Dominację języka angielskiego jako powszechnego języka wieku informacji. I tak, aby posłużyć się danymi przytoczonymi przez J. Naisbitta i P. Aburdene:
- ponad 80% wszystkich opracowań naukowych publikowanych jest po raz pierwszy po angielsku - ponad połowa periodycznych wydawnictw technicznych i naukowych na świecie wydawanych jest w języku angielskim,
- ponad 80% całej informacji zgromadzonej w przeszło 100 mln komputerów na świecie zapisane jest w języku angielskim,
- 85% międzynarodowych rozmów telefonicznych prowadzonych jest po angielsku - w tym też języku napisanych jest 75% przesyłek pocztowych, dalekopisów i telegramów,
- angielski jest językiem międzynarodowego businessu.
2. Zjawisko tzw. "łagodnej siły" (soft power), a więc zdolność do wywierania wpływu na inne kraje poprzez upowszechnianie własnych wzorców społecznych i kulturowych dzięki dysponowaniu przewagą w technologiach informacyjnych. Podkreślają to cytowani wyżej J.S. Nye i W.A. Owens: "... istnieje już nowy krajobraz polityczny i technologiczny umożliwiający Stanom Zjednoczonym osiąganie zysków i wykorzystywanie swych groźnych instrumentów łagodnej siły, planowanie przedsięwzięć, za pomocą których mogą oddziaływać siłą swych ideałów, ideologii, kultury, modelu gospodarki oraz instytucji społecznych i politycznych, a także odnoszenie korzyści ze swych międzynarodowych stosunków gospodarczych i sieci telekomunikacyjnej". Elementem "łagodnej siły" jest niewątpliwie również wpływ kultury masowej, stanowiącej jeden z podstawowych środków przekazu informacyjnego we współczesnym świecie.
3. Koncentrację globalnych sieci dostępu do baz danych, co znajduje swój wyraz m.in. w tym, że jak podają J.S. Nye i W.A. Owens, z 15000 sieci składających się na Internet na początku 1994 r., tylko 42 znajdowały się w krajach muzułmańskich, z czego 29 w Turcji i w Indonezji. Jednocześnie, aż 70% komputerów podłączonych do tej sieci znajduje się w USA.
Aksjologiczne skutki nowych instrumentów i metod dominacji światowej, charakterystyczne, jak można domniemywać, dla społeczeństwa informacyjnego, daleko wykraczają poza problemy wiążące się z przewagą informacyjną jednego państwa, chociaż już sam ten fakt stanowi wyraźnie wyzwanie aksjologiczne z punktu widzenia niezależności i tożsamości narodowej poszczególnych organizmów państwowych. Ujmując problem w kategoriach bardziej ogólnych wypada zwrócić również uwagę, że:
1. Język systemów informacyjnych nie jest obojętny, jeżeli chodzi o kreowaną przezeń wizję świata. Jak każdy język, którym posługują się ludzie, nie tylko jest odbiciem rzeczywistości, narzędziem porozumienia między nimi, lecz równocześnie, warunkując sposób myślenia, sam tworzy sposób widzenia tej rzeczywistości przez ludzi myślących w tym języku (kategoriami, symbolami i znakami tego języka). Stąd dominacja języka angielskiego nie jest tylko problemem technicznym, lecz musi być rozpatrywana jako istotny element kulturotwórczy, zmieniający sam sposób widzenia świata przez ludzi pozostających w kręgu jego zmasowanego oddziaływania.
2. rozważając wyzwania, jakie niesie za sobą wzrost znaczenia informacji nie można abstrahować, że jednym ze skutków tego wzrostu w obecnych warunkach jest tendencja do zglajchszaltowania świata przy równoczesnym narastaniu rozwarstwienia między poszczególnymi podmiotami prawa międzynarodowego i rynku światowego, podobnie jak i rozwarstwienia w układach społecznych. Odbiciem tego są dwa procesy:
po pierwsze, w wyrazie międzynarodowym - utrwalanie relacji: dominacja - zależność, z jednoczesną reakcją w postaci wzrostu nacjonalizmów i fundamentalizmu religijnego;
po drugie, w układach wewnątrzpaństwowych - narastanie napięć społecznych, na co - obok względów ekonomicznych - jak np. bezrobocie, czy wzrost rozwarcia dochodowego - ma wpływ swoista polaryzacja, w świetle której coraz liczniejsi pracownicy nauki i eksperci od systemów informacyjnych wchodzą w skład elity władzy, podczas gdy dominująca większość społeczeństwa pozostaje w sferze zunifikowanej w skali światowej kultury masowej.
W jednym i drugim przypadku świadomość zróżnicowania może być bardziej dotkliwa, niż w cywilizacji przemysłowej, w której funkcjonował mit pucybuta zdobywającego majątek - w przypadku cywilizacji opartej na wiedzy mit ten traci na znaczeniu przede wszystkim ze względu na barierę w postaci profesjonalnego (czy wręcz naukowego) przygotowania elit.
3. Lawinowy rozwój globalnych sieci dostępu do baz danych przy równoczesnej ich koncentracji, o czym była mowa wcześniej, przekształca je, w jeden z podsta-wowych instrumentów utrwalających zjawisko dominacji informacyjnej we współczesnym świecie, gdyż:
a) organizatorzy baz danych wykorzystywanych w globalnych sieciach mają wpływ na:
- narzucanie języka, w którym prowadzone są te bazy, oraz, co się z tym wiąże, narzucanie użytkownikom określonych uwarunkowań technicznych,
- podporządkowanie metodyczne (pojęcia, definicje, klasyfikacje, kody, etc.), kreujące charakter języka i zasób informacji, a więc tym samym również obraz rzeczywistości,
- selektywne udostępnianie informacji i/lub podstawianie interpretacji w zamian informacji;
b) zróżnicowanie potencjału technicznego staje się trudnym do wyrównania czynnikiem utrwalającym nierówność informacyjną w skali światowej;
c) występuje swoisty eklektyzm informacyjny, groźny ze względu na to, że gradacja i ocena wiarygodności informacji pozostawiona jest wyłącznie użytkownikom, którzy często nie są przygotowani do jej interpretacji.
Dodatkowo, biorąc za przykład Internet, istnieje możliwość wykorzystania globalnych sieci dostępu do baz danych w celach przestępczych i to w skali międzynarodowej.
Łącznie, jest to wyzwanie nie tylko prawne i organizacyjno-techniczne, lecz wyzwanie aksjologiczne, związane z problemem wolności i odpowiedzialności za informację, a sprowadzające się do odpowiedzi na pytanie: jak zapewnić globalny dostęp do informacji za pomocą światowych baz danych, tak aby nie ograniczając ich otwartego charakteru minimalizować rysujące się w związku z tym charakterem zagrożenia? Warto w tym miejscu odwołać się do Umberto Eco, który rozważając dwie możliwości: rozwijanie inteligentnego oprogramowania, które potrafiłoby selekcjonować informacje, czy też rozwijać inteligencję użytkowników, wyraźnie optuje za tym drugim rozwiązaniem.

1.2. Uwarunkowania systemowe

"Najważniejsze przeszkody na drodze stałego wzrostu gospodarczego i przyspieszania rozwoju to porządek polityczny, społeczny i instytucjonalny, nie przeszkody natury materialnej." - teza ta, wyrażona swego czasu przez współautorów jednego z raportów dla Organizacji Narodów Zjednoczonych, stanowi punkt odniesienia do tej części referatu. W świetle tej tezy, stanowiącej zresztą, moim zdaniem, kamień węgielny w myśleniu o przyszłości, o rozwoju społeczeństwa informacyjnego decydować będą nie tylko trendy technologiczne, lecz również procesy społeczne, zdolność jednostek i grup społecznych do stworzenia takich form współżycia i współdziałania, w których wykorzystując potencjalne pozytywy rozwoju technologicznego dla wzbogacenia jakości życia, można będzie ograniczyć zagrożenia wiążące się z nowymi wyzwaniami aksjologicznymi (w tym i tymi, o których była mowa wyżej).
Szczegółowe omówienie uwarunkowań systemowych, wpływających, jak można przewidywać, na rozwój społeczeństwa informacyjnego, ma być wynikiem dalszych prac badawczych IRiSS, uwzględniających m.in. wnioski z obecnej konferencji. Stąd w referacie świadomie nie poruszam szeregu zjawisk charakterystyczncyh dla obecnego stanu gospodarki światowej, takich jak np. presja czynników demograficznych, polaryzacja tej gospodarki, globalizacja procesów produkcyjnych itp., a więc tego szerokiego spektrum uwarunkowań, szeroko opisywanych w literaturze tematu, które już obecnie wyraźnie wyznaczają trendy rozwojowe ludzkości. Próbuję natomiast skoncentrować się nad problematyką tych wybranych zjawisk, które:
- są wprawdzie już widoczne w myśleniu o przyszłości, ale - jak mogę wnioskować - nie wywierają jeszcze odczuwalnego wpływu na bieżącą politykę społeczną i gospodarczą w większości państw świata, w tym również w Polsce;
- w istotny sposób wpływają na przyszłe potrzeby informacyjne, rzutując w ten sposób na budowę i funkcjonowanie systemów informacyjnych.
Biorąc pod uwagę powyższe założenia, przyjmuję jako tezę wyjściową, do weryfikacji w toku konferencji, że do istotnych przesłanek systemowych społeczeństwa informacyjnego, które powinny być uwzględnione w toku dalszych prac badawczych IRiSS, należą:
- rola państwa jako organizacji życia społecznego,
-zasady i kryteria wzrostu gospodarczego,
- organizacja i formy rozwoju zasobów informacyjnych (kumulowanie wiedzy),
-adekwatność systemów informacyjnych opisujących rzeczywistość społeczno-gospodarczą do procesów rozwojowych społeczeństwa informacyjnego.
Uwypuklając znaczenie tych przesłanek wprowadzam jednocześnie dwa zastrzeżenia:
po pierwsze, uwzględniam, w ślad za A. Karpińskim, że przejście do społe-czeństwa informacyjnego i spadek udziału przemysłu w tworzeniu PKB (liczonego według obecnych zasad) nie oznacza spadku znaczenia przemysłu jako podstawy, na której opiera się wzrost gospodarczy;
po drugie, przyjmuję, że skala wpływu tych przesłanek na formowanie się i kierunki rozwoju społeczeństwa informacyjnego będzie zależeć od wzorców światopoglądowych i opartych na nich politykach rozwijanych już obecnie, przeważnie z myślą o dniu dzisiejszym, a co z tym się wiąże - od wynikających z nich działań lub zaniechań.
Szersze omówienie przedstawionych wyżej przesłanek systemowych przekracza ramy niniejszego opracowania i będzie wynikiem dalszych prac badawczych w IRiSS. Jako robocze założenie do tych badań, do weryfikacji w toku niniejszej konferencji, przyjmuję m.in. następujące założenia:
(1) Na ewolucję instytucji państwa mają wpływ dwie sprzeczne tendencje, obie mające bezpośrednie odniesienie do nowych możliwości komunikacji międzyludzkiej, jakie są związane z rozwojem technologii informacyjnych. Po pierwsze, państwo jako podstawowa forma organizacji społeczeństwa nie tylko nie wykazuje tendencji do zaniku, lecz ma wszelkie szanse być trwałą strukturą społeczeństwa informacyjnego. Przemawia za tym:
- stały wzrost ilościowy: w połowie lat 90. ilość państw zbliżyła się do 200, zaś aspiracje do utworzenia własnych organizmów państwowych zgłaszają liczne dalsze narody i grupy etniczne;
- nasilenie się aktywnej roli państwa w sterowaniu procesami społeczno-gospodarczymi, chociaż przybiera ona inne formy i przenosi się w inne sfery zastosowań (w tym w sferę kształtowania i wykorzystywania zasobów informacyjnych, wspierania badań podstawowych itp).
po drugie, narasta tendencja, w świetle której na scenie światowej, obok państw, coraz większego znaczenia nabierają inni samodzielni aktorzy, do których można zaliczyć:
- podmioty prawa międzynarodowego w postaci organizacji międzynarodowych i międzyrządowych;
- organizacje nie będące podmiotami tego prawa, ale dysponujące siłą odziaływania w skali światowej i/lub na terenie poszczególnych państw, jak korporacje transnarodowe i inne organizacje prywatne prowadzące działalność w skali międzynarodowej (w tym gospodarcze, religijne, etniczne itp., a także fundacje).
Konsekwencją równoległego występowania obu tych tendencji jest coraz częstsza praktyka przechodzenia szeregu kompetencji państwa na rzecz innych aktorów sceny światowej, co, od strony technicznej, ułatwiają technologie informacyjne. Przechodzenie to dokonuje się bądź na zasadach dobrowolnych, na podstawie dwu- lub wielostronnych porozumień międzynarodowych, bądź też w wyniku dwóch współzależnych procesów:
po pierwsze, na mocy pewnych uniwersalistycznych rozwiązań uzasadniających interwencję w wewnętrzne sprawy poszczególnych państw odpowiednimi decyzjami organizacji międzynarodowych,
po drugie, w wyniku działania anonimowych mechanizmów rynku światowego, co przejawia się przede wszystkim w funkcjonowaniu korporacji transnarodowych.
Skutki przechodzenia kompetencji państwa na rzecz innych aktorów sceny światowej można rozpatrywać w dwóch aspektach: z punktu widzenia prawa międzynarodowego i z punktu widzenia wpływu, jaki wywierają one na funkcjonowanie władz państwowych.
W pierwszym przypadku, prawa międzynarodowego, przenoszenie kompetencji państwa na innych aktorów sceny światowej, prowadzi do podważenia tradycyjnego rozumienia suwerenności jako niezależności władzy państwowej w stosunkach z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi. Wprawdzie przekazywanie tych kompetencji na zasadzie dobrowolnych porozumień nie rzutuje na suwerenność danego państwa, tym niemniej zmasowane stosowanie tych praktyk, łącznie ze skutkami działania anonimowych mechanizmów rynku światowego, prowadzi do sytuacji, w której zmienia się sfera faktycznego oddziaływania władz państwowych na procesy społeczno-gospodarcze, a co za tym idzie, również pozycja państwa jako podmiotu prawa międzynarodowego. Zmiana ta jest tym bardziej odczuwalna, że wobec kolosalnego zróżnicowania państw oraz ich wpływów w organizacjach międzynarodowych domniemanie równości państw jako podmiotów prawa międzynarodowego, coraz powszechniej ustępuje zasadzie sankcjonującej nierówność państw nie tylko ze względu na ich pozycję polityczną, gospodarczą i militarną, lecz również w dziedzinie zasobów informacyjnych. Oznacza to tym samym legitymizację istnienia hierarchii państw o różnych obowiązkach wobec społeczności międzynarodowej, ale również o różnych uprawnieniach.
W drugim przypadku, zmiana pozycji państwa prowadzi do pojawienia się nowego fenomenu, jaki - w ślad za Richardem Rosecrancem - można określić jako państwo wirtualne, a więc quasi-podmiot, wydzielany nie tylko na zasadzie terytorium i ludności, lecz również sfer faktycznego oddziaływania na procesy społeczno-gospodarcze w kraju i za granicą.
W państwie wirtualnym, aby podsumować wywody R. Rosecranca:
a) zdolności produkcyjne zostają oderwane od określonego terytorium (co jest zrozumiałe, jeśli uwzlędnić, że w wyniku działalności korporacji transnarodowych całe sektory gospodarki mogą być bardziej powiązane z obcym państwem, niż własnym),
b) panowanie gospodarcze może być uniezależnione od panowania politycznego (np. potęga gospodarcza Hong-Kongu oderwana jest od panowania politycznego sprawowanego przez Wielką Brytanię);
c) decyzje władzy państwowej podejmowane w stosunku do niektórych podmiotów domicylowanych na terytorium podlegającym tej władzy i/lub rzutujące na działalność tych podmiotów, oddziałują w rzeczywistości również na terytoriach innych państw (co występuje nie tylko w odniesieniu do korporacji transnarodowych i instytucji finansowych, lecz także do organizacji etnicznych, religijnych etc.).
Koncepcja państwa wirtualnego jest więc konsekwencją złożonego systemu współzależności między państwem, jako organizacją życia społecznego i podmiotem prawa międzynarodowego, a innymi niezależnymi aktorami sceny światowej, tak na arenie międzynarodowej, jak na obszarze podlegającym jurysdykcji tego państwa i w stosunku do ludności zamieszkałej na tym obszarze. Jeżeli więc obserwacja R. Rosecranca jest prawidłowa, to człowiek społeczeństwa informacyjnego będzie żył w dwóch wymiarach: rzeczywistości realnej, przypisanej do państwa jako konkretnego podmiotu prawa międzynarodowego oraz rzeczywistości wirtualnej, odwzorowującej pewien wycinek życia społeczno-gospodarczego, wydzielony wprawdzie według określonych kryteriów, lecz nie znajdujący swej formalno-prawnej podstawy w istniejącym porządku światowym i istniejący obok rzeczywistości uznawanej za realną.
(2) Biorąc pod uwagę, że społeczeństwo informacyjne stanowi emanację cywilizacji euroamerykańskiej, której dalszy rozwój zależy od przełamania antynomii między wzrostem gospodarczym a środowiskiem naturalnym, przyjmuję, że w społeczeństwie tym problemy wzrostu gospodarczego wiążą się bezpośrednio z rozwojem uwzględniającym konieczność utrzymywania osiągalności zasobów naturalnych w przyszłości (sustainable development). W sensie egzystencjalnym rozwój ten opiera się na przeświadczeniu, że przy zaspokajaniu potrzeb dnia dzisiejszego należy uwzględniać również potrzeby przyszłych generacji. Odwołując się do D.H. Meadowsa i współautorów jako ostateczne granice rozwoju uwzględniającego utrzymywanie osiągalności zasobów naturalnych w przyszłości można wymienić:
- poziom wykorzystania odnawialnych zasobów (rolniczych, wody, lasów, ryb) nie powinien przekraczać naturalnej szybkości ich regeneracji,
- poziom wykorzystania nieodnawialnych zasobów (paliw, rud mineralnych i wód podziemnych) nie powinien przekraczać tempa, w jakim mogą stawać się osiągalne ich substytuty, odnawialne i eksploatowane w tempie umożliwiającym ich odtwarzanie,
- poziom emisji substancji zanieczyszczających środowisko nie powinien przekraczać tempa, w jakim te szkodliwe substancje mogą być unieszkodliwione, zaabsorbowane lub przetworzone bez szkody dla środowiska.
Podjęcie szerszej analizy tzw. sustainable development wyraźnie przekracza ramy niniejszego referatu, pozostając jednak przy tematyce bezpośrednio związanej ze społeczeństwem informacyjnym wypada zwrócić uwagę, że:
po pierwsze, ze względu na globalny charakter wyzwań ekologicznych rozwój ten jest możliwy tylko w warunkach systemu technicznego, w którym występuje swobodne, a nawet spontaniczne upowszechnianie się nowych technik na zasadach handlowych, mimo istnienia granic państwowych;
po drugie, wobec konieczności zapewnienia osiągalności zasobów naturalnych dla przyszłych generacji, w rozwoju tym szczególna rola nadawana jest produktywności, jako efektowi produkcyjnemu uzyskanemu z danych nakładów, co stawia pod znakiem zapytania paradygmat, w świetle którego motorem działalności gospodarczej jest dążenie do maksymalizacji efektywności. W jednym i drugim przypadku decydującą rolę odgrywa informacja, jako zasób, gdyż dopiero w tym charakterze staje się przedmiotem wymiany handlowej, oraz, występując jako substytut innych czynników produkcji, może zastępować zasoby naturalne.
(3) Z wykorzystywaniem informacji jako zasobu wiążą się określone uwarunkowania, przy czym do najważniejszych z nich zaliczam następujące:
po pierwsze, niezbędne jest, aby odwołać się do Michaela Gibbonsa, przejście od kreowania wiedzy w wyniku rozwiązywania problemów zgodnie z regułami określonych dyscyplin i w układach wyznaczanych przez istniejącą strukturą ośrodków akademickich i wyspecjalizowanych instytutów, do produkcji wiedzy, jako procesu wytwórczego rozproszonego w całym społeczeństwie i prowadzonego w kontekście zastosowań (w świetle czego użyteczność tej wiedzy staje się imperatywem już w momencie podejmowania badań). Chodzi więc o proces, w którym:
-działa popyt i podaż,
- cechą charakterystyczną jest interdyscyplinarność, co nadaje szczególne znaczenie zdolności do koordynowania prac badawczych,
- następuje odejście od liniowego sposobu myślenia o rozwoju nauki (od badań podstawowych przez prace rozwojowe do innowacji) na rzecz ścisłych relacji między tymi stadiami z uwzględnieniem sprzężeń zwrotnych.
Wprawdzie podejście takie może być zrozumiałe jako konsekwencja przekształcenia infomacji (skumulowanej wiedzy) w czynnik produkcji, tym niemniej zdaję sobie sprawę, iż nasuwa ono liczne wątpliwości. Najważniejszą z nich, moim zdaniem, wysunął Aleksander Gieysztor pisząc, iż takiej marketingowej wizji rozwoju wiedzy odpowiada inna, równoległa, a mianowicie "ciekawość uczonego, dociekliwość filozoficzna i dążenie, aby odkryć możliwie pełną prawdę o istocie ludzkości i naturze świata." Wydaje się więc, że powiązanie obu tych podejść w jeden spójny system, w którym produkcja wiedzy będzie mogła wykorzystywać niezależne inicjatywy badawcze, można rozpatrywać, jako jedno z wyzwań stojących przed społeczeństwem informacyjnym;
po drugie, wzrost znaczenia informacji jako zasobu, który może być rozpatrywany jako substytut innych czynników produkcji, przekształca informację w podstawowy instrument konkurencji międzynarodowej, co zresztą już obecnie wyraźnie uzewnętrznia się w praktyce najbardziej rozwiniętych gospodarczo państw stających przed perspektywą przechodzenia do stadium społeczeństwa informacyjnego,
po trzecie, w związku z tym, że wykorzystywanie informacji jako zasobu wymaga określonych predyspozycji i kwalifikacji wydaje się uzasadnione, w ślad za holenderskimi autorami wizji rozwoju gospodarki światowej do 2010 r., aby rozpatrując taki czynnik produkcji, jak tzw. kapitał ludzki, uwzględniać w nim, obok czynników demograficznych i struktury rynku pracy, również edukację. Jest to, jak można wnioskować, tym istotniejsze, że, jak wskazuje doświadczenie krajów Azji Południowo-Wschodniej, właśnie edukacja na poziomie podstawowym i średnim stanowi jedną z podstaw przyspieszonego wzrostu.
(4) Problem adekwatności systemów informacyjnych opisujących rzeczywistość społeczno-gospodarczą (a więc przede wszytkim rachunkowości i statystyki publicznej) do procesów rozwojowych społeczeństwa informacyjnego wiążę w ślad za Charlsem Goldfingerem:
-ze zmianami w strukturze zatrudnienia i produkcji jakie zachodzą w rozwiniętych gospodarczo krajach i jakie prowadzą do stałego zmniejszania się udziału przemysłu i rolnictwa na rzecz usług, oraz
- z rozwojem technologii informacyjnych, włączających komputery, telekomunikację i związane produkty i usługi.
Nie wdając się w tym miejscu w bardziej kompleksowe omówienie tego problemu i jego skutków dla społeczeństwa informacyjnego (co będzie dokonane w toku dalszych prac w IRiSS), wypada podkreślić, że w wyniku obu tych tendencji w procesach rozwojowych niewspółmiernie wzrasta rola i udział tzw. inwestycji niewidzialnych (intangible investment). Na ogół przyjmuje się, że na poziomie przedsiębiorstwa do niewidzialnych aktywów (intangible assets) zalicza się znaki firmowe, własność intelektualną, prawa autorske i licencje. W sposób ogólny ujmuje to Arthur Andersen, według którego do aktywów tych zalicza się "zasoby kontrolowane przez przedsiębiorstwo /.../, które posiadają następujące cechy:
- są z natury swej pozbawione własności fizycznych (non physical in nature),
- mają zdolność do przynoszenia w przyszłości korzyści gospodarczych netto,
- są chronione prawnie lub de facto".
Charles Goldfinger rozszerza jednak to pojęcie, obejmując nim takie elementy, jak kapitał ludzki, zakumulowaną wiedzę przedsiębiorstwa, sieć powiązań z odbiorcami i dostawcami itp. i określając to łącznie, jako kapitał intelektualny firmy. Jeszcze dalej idzie Bert Minne, przenosząc ciężar rozumowania na szczebel ogólnospołeczny i włączając do inwestycji niewidzialnych również nakłady na edukację i produkcję wiedzy.
W każdym z przytoczonych wyżej ujęć ma się do czynienia z nakładami, które wprawdzie odznaczają się długim okresem zwrotu, lecz w obecnych warunkach pomijane są w rachunku inwestycji, który ogranicza się w zasadzie do inwestycji widzialnych (tangible investments). Jeżeli natomiast informacja ma występować jako zasób, który z racji udziału technologii informacyjnych w procesach rozwojowych zaczyna odgrywać dominującą rolę zarówno na poziomie przedsiębiorstw, jak i w skali społecznej, logiczną konsekwencją tego jest taka przebudowa rachunkowości i statystyki publicznej, aby nakłady na dobra niewidzialne o długim okresie zwrotu (nakłady na prace B + R, materketing, usprawnienie zarządzania wraz z rozwojem systemów informacyjnych, reklamę, image firmy, szkolenie itp., podobnie jak i nakłady na edukację) mogły być ujmowane, jako inwestycje z pełnymi tego konsekwencjami w postaci amortyzacji, przy wyliczaniu udziału inwestycji w PKB, prowadzeniu polityki podatkowej itd.

Lech W.

ZACHER INFORMACJA JAKO CZYNNIK ROZWARSTWIENIA GOSPODARKI ŚWIATOWEJ "

"Informacja staje się kluczowym strategicznym zasobem ekonomicznym, zaś techniki komunikowania (jako że są połączone z przetwarzaniem informacji oraz technologiami ich magazynowania) są najbardziej efektywnymi środkami jej wykorzystania."

Critical Connections - Communication for the Future (Raport OTA, 1990)

"Powszechnie dziś uznawane jest znaczenie techniki dla rozwoju i dla wyrównania systemu światowego. Panowanie nad techniką oznacza często panowanie nad rozwojem...
Polityka dostosowawcza państw uprzemysłowionych, wraz z ich mistrzostwem w zakresie techniki informacyjnej, wzmacnia międzynarodowy podział pracy dzięki zasadniczemu wzrostowi wydajności oraz koncentracji sektorów "intensywnych informacyjnie"...
Dane, informacje i nowa infrastruktura produkcyjna nie powinna przynosić korzyści jedynie niektórym; nie możemy mieć świata podzielonego na "biednych o informacje" i "bogatych w informacje"..."

J.F. Rada, Microelectronics Revolution; Implications for the Third World (1981)

"Świat jest niebezpiecznym miejscem i niewiele jest oznak, że staje się bezpieczniejszy. IT (technika informacyjna) może - potencjalnie - pogorszyć warunki wielu, którzy na nim żyją. Wszelka zmiana oznacza trudny wybór: coś się traci, gdy coś się zyskuje. Często oznacza to, iż ktoś jest przegranym, a ktoś - wygranym. Nowe możliwości techniczne będą stosowane do pewnych celów. Nie mamy wątpliwości, że ich stosowanie będzie często powodować konflikty".

I. Miles et al., Information Horizons - The Long-Term Social Implications of New Information Technologies (1988)

1. Podjęty problem wymaga pewnego doprecyzowania. Otóż, w obecnym ujęciu -gdy mowa o informacji w ogóle - problem trudno ustrukturyzować i zoperacjonalizować. Nie chodzi, by zajmować się rolą znaczeniem i oddziaływaniami "informacji poprzez dzieje"
1). Oczywiście, można odnotować obecny stan faktyczny (tzn. zaszłości), dotyczący charakteru i stanu trendów, istniejące struktury i potencjały, doświadczenia i stan świadomości ludzi, a także ich oczekiwania i aspiracje, wreszcie zidentyfikować istniejące mechanizmy i strategie wywierające wpływ na nasz problem). Lepiej przeto mówić od razu o rewolucji informacyjnej czy o okresie rewolucji informacyjnej. Mianem tym, chyba powszechnie określa się obecne czasy, tj. drugą połowę XX stulecia. Przyjmujemy istnienie takiej rewolucji za dowiedzione, choć można się spierać o daty (czy np. od Eniaca2)) i nazwy (łącznie a nawet i zamiennie mówi się np. o rewolucji informatycznej, mikroelektronicznej oraz telekomunikacyjnej, telematycznej itp.3)) czy też o teorie dające asumpt do ufundowania nowych paradygmatów4). Gorzej jest, jeśli chodzi o teorie społeczne. Tradycjonalizm (w doborze tematów i metod) i ideologiczność (wartościowanie, perswazyjność, "misyjność") oraz "nieśmiałość teoretyczna" nauk społecznych powodują, iż przełomy w nich są rzadkie, a jeśli to cząstkowe5), a najbardziej to by się chciało ogłosić "koniec historii" (jak F. Fukuyama) i mieć spokój. Tym niemniej pewien postęp (cokolwiek to znaczy) nastąpił - pojawiły się takie pojęcia (i koncepcje oraz wizje) jak np. społeczeństwo cybernetyczne. Wszystko to działo się w efekcie rozmaitych zmian (nie tylko prostej komunikacji) w systemie wiedzy i w otoczeniu6).

Chociaż obserwujemy rozwój jednej z możliwości, to jednak nadal - mimo inercji i lokalnych (w czasie i przestrzeni) determinizmów - istnieje wiele z nich in potentia. Analiza przesłanek (także historycznych), stanu aktualnego oraz tendencji, wizji i scenariuszy społeczeństwa informacyjnego czy rewolucji informatycznej i jej skutków jest możliwa, choć nie potrafimy określić dokładnie jego początku (czy był to big bang czy bifurkacja?). W każdym razie mamy do czynienia i z "bombą I" (S.Lem w Summa technologiae) i z Zaćmieniem informacyjnym (tytuł książki K.T. Toeplitza).
2. Rozwarstwienie gospodarki światowej jest faktem, niezależnie od kwestii informacji. Świadczy o tym prosta "fotografia świata" zrobiona przy pomocy analiz (i wskaźników) ekonomicznych, technicznych, naukowych, edukacyjnych i in. Rozwarstwienie to ma charakter historyczny, jego przyczyny to m.in. zróżnicowany w czasie i w przestrzeni "start do rozwoju" (take-off), mechanizmy rozwoju gospodarczego (por. np. prace I. Wallersteina), nie mówiąc o rozmaitych przypadkach, katastrofach itp. Nie jest więc tak, że obecne rozwarstwienie jest efektem związanym z informacją7). Ale nie oznacza to, iż w przyszłości "czynnik informacyjny" nie będzie ważnym czy nawet głównym czynnikiem różnicującym.
W każdym razie fotografia8) stanu aktualnego gospodarki światowej ukazuje też jego strukturę, a więc w pewnym stopniu i przyczyny. Można np. zauważyć pewne trendy "naturalne" związane z ekonomiką per se (a więc związane np. z konkurencją, mechanizmami efektywnościowymi, z racjonalnością gospodarczą itp.). Historycy, a także socjologowie zwracają uwagę na dokonujące się od stuleci procesy modernizacji. Stwierdzić też można takie czynniki strukturalne jak orientacja na rozwój nauki i techniki (zwłaszcza w krajach zaawansowanych oraz w korporacjach ponadnarodowych)9), jak orientacja militarna (w B+R, w przemyśle, w szkolnictwie, w polityce - oczywiście różnie w różnych krajach czy regionach itd.). Trudno procesy te, czynniki i orientacje oddzielić. Dodać należy także czynnik ludzkiego działania - w postaci strategii, planów, polityki, działań kooperacyjnych itp. (nie zawsze są one słuszne, mądre czy pożyteczne). Ciągle jednak trzeba pamiętać o rozróżnianiu historycznych korzeni, przesłanek i uwarunkowań, stanu aktualnego (ogląd rzeczy "tu i teraz") oraz potencjalności. Nie wszystkie historyczne siły i czynniki działają aktualnie, nie wszystkie potencjalności wynikają ze stanu obecnego (niektóre pojawią się później, często nieoczekiwanie). Owe potencjalności zaistnieją o ile będą im sprzyjać istniejące czy powstające struktury (produkcji, handlu, społeczeństwa, edukacji i in.)10).
3. O ile stan obecny determinują de facto (choć nie koniecznie łatwo to dostrzec i analizować) tzw. zaszłości, w tym trendy (a także aktywizm polityki, decyzje), o tyle domniemywać można ze znacznym prawdopodobieństwem, że przyszłość będzie wypadkową "tego, co jest" (czyli potencjału we wszelkich sferach i dziedzinach) oraz ludzkich starań w postaci przemyślanych działań. Nie wiadomo jednak jaki udział w tworzeniu przyszłości będzie mieć "czynnik przypadkowości". Związaną z nim nieokreśloność można zapewne ograniczać, jeśli stosować odpowiednie metody ewaluacyjne i prognostyczne11) oraz stosowne instrumenty implementacyjne. Ci (rządy, kraje, organizacje, regiony), którzy potrafią to skutecznie robić osiągną przewagę nad innymi - co jest kolejnym elementem dalszej dyferencjacji.
Szczególnie ważny dla perspektyw "informacyjnego rozwoju" jest potencjał naukowo-techniczny (zakłady, instytucje, infrastruktura, oprzyrządowanie, kadry, programy i strategie, mechanizmy itp.) oraz edukacyjny (szkolnictwo, zasięg i poziom, mobilność, nowoczesność, także poziom kultury technicznej). Tu warto podkreślić dwie konieczne do sukcesu cechy tych potencjałów - dużą aplikacyjność (skłonność do zastosowań praktycznych) i odpowiedniość (do potrzeb sfery B+R, przemysłu, usług itp.). Jeśli owe potencjały są duże (tj. przekroczyły swoistą "masę krytyczną") i rozwijają się dynamicznie, to stanowią "okazję rozwojową", która odpowiednio wykorzystana zapewnia sukces (gospodarczy, militarny, polityczny, handlowy itp.). Odpowiednie wykorzystanie - jak pokazuje doświadczenie czołówki naukowo-technicznej świata (USA, Japonii, Europy Zachodniej) wiąże się zawsze ze stosowną polityką naukową. W wymienionych dziedzinach mechanizmy rynkowe, konkurencja itp. nie wystarczają (co budzi ideologiczne sprzeciwy krańcowych liberałów)12).
A zatem, sam ów potencjał choć jest warunkiem sine qua non sukcesu powinien być wsparty odpowiednią (do celów, zadań, ambicji narodowych, aspiracji społecznych itp.) polityką i strategią (nie muszą one przypominać socjalistycznej gospodarki centralnie planowanej, jej woluntaryzmu i sztuczności). Np. współcześnie sądzi się, iż właściwa polityka w edukacji to nacisk na problematykę globalizacji, technikę informacyjną i przyszłość. W zakresie nauki i techniki "odpowiednia" strategia będzie różna w zależności od poziomu zaawansowania kraju oraz jego celów rozwojowych13). Odpowiednia strategia i polityka w przypadku czołówki naukowo-technicznej może zapewnić dalsze jej liderowanie (przypadek Stanów Zjednoczonych, Japonii, częściowo i Europy Zachodniej). Z kolei w przypadku krajów transformujących swe systemy (jak Europa Wschodnia) - może przyczynić się do zdobycia lepszej pozycji, niezbędnej zresztą zarówno w perspektywie europejskiej integracji, jak i międzynarodowej konkurencji. Kraje rozwijające się, będące de facto, na peryferiach świata, nie mają szans cywilizacyjnego awansu bez stymulowania edukacji i postępu technicznego. Kraje te są w szczególnie trudnej sytuacji - z punktu widzenia szans na redukcję rozwarstwienia w stosunku do czołówki - bowiem z reguły muszą "dokończyć" industralizację (tzw. późna industrializacja), a także dokonywać wyborów technicznych i stymulować transfer techniki w najgorszych w skali świata warunkach14), nie mówiąc o konieczności modernizacji rolnictwa i prowadzenia dobrej polityki przemysłowej (podczas gdy kraje przemysłowo zaawansowane zajmują się "dezindustrializacją", "reindustrializacją", pozytywnym dostosowaniem, rozwojem usług w szczególności - jak nazywa je M. Maccoby - technoserwisowych).
4. Nie należy tu zapominać o innym niż państwa narodowe, bloki czy organizacje międzynarodowe (typu UNIDO) rodzaju aktorów na światowej scenie techniki (innowacji, transferu, zastosowań, pomocy technicznej, konkurencji, dominacji itp.) czyli o ponadnarodowych korporacjach. Korporacje te nie tylko handlują techniką (hardware'm, software'm, know-how, licencjami itp.), ale także ją tworzą w swych laboratoriach. Oznacza to, że techniczno-ekonomiczno-handlowa sieć tych korporacji, swoiście "nakłada się" na polityczno-ideologiczną sieć państw narodowych i bloków (np. w rodzaju Unii Europejskiej. "Interfacem" jest tu relacja z rządami, regulacje prawne (krajowe i międzynarodowe), polityka korporacji i polityka państw narodowych i międzynarodowych ugrupowań czy organizacji. Wydaje się, że światowa sieć ponadnarodowych korporacji może zarówno łagodzić rozwarstwienie (przez łatwiejszy transfer techniki, zakładanie filii, presję na szkolenie i edukację, pozytywny wpływ na kulturę techniczną, na zatrudnienie, na wzrost gospodarki, przez wprowadzanie dobrych wzorców organizacji, stylu życia, dyfuzję wzorców zarządzania itp.), jak i je zwiększać (przez neokolonialną eksploatację zasobów i ludzi, przez ekologicznie "brudną" produkcję, przez egoistyczny - szkodliwy dla krajowej gospodarki - drenaż mózgów, przez nadmierny rozziew dualizmu gospodarczego, przez powodowanie problemów społeczno-politycznych w wyniku np. gwałtownych migracji i zmian stylu życia, korumpowaniu elit politycznych itp.)15). Działalność globalna wielkich korporacji jest faktem, a nie przedmiotem wyboru społeczeństw. Stąd radykałowie polityczni nazywają je "wampirami"16). Nie da się jednak zaprzeczyć, iż są one nośnikiem procesów globalizacji gospodarki, postępu naukowo-technicznego, stymulatorem efektywności itp. Komu najlepiej służą? Zapewne sobie, ale i ogólnemu rozwojowi, chyba także tych przez nie eksploatowanych, jednak z reguły w dłuższym okresie (chociaż wyjątkami są "tygrysy azjatyckie", których korporacje17) globalizują swój zasięg jak np. Daewoo, Goldstar, Samsung i in.). Generalnie jednak, krajom mniej rozwiniętym trudno absorbować i pomyślnie stosować zdobycze nauki i techniki i być w tych dziedzinach konkurencyjnymi, a przecież są one kluczowe dla rozwoju18).
5. Nie bardzo więc wiadomo czy szybki postęp naukowo-techniczny jest bardziej okazją do dalszego rozwarstwienia czy też okazją do modernizacji i rozwoju. Dodatkowy, negatywny argument, wiąże się z fundamentalnymi zmianami w sposobach wytwarzania wiedzy naukowej, społecznej i kulturowej19). Trend owych przemian dotyczy intelektualnych liderów i czyni dotychczasowe instytucje, dyscypliny, praktyki badawcze i politykę naukową nieadekwatnymi. Czy kraje mniej rozwinięte zdołają podążyć drogą tych przeobrażeń, czy też nastąpi swoista "ucieczka do przodu" światowych liderów? Czy "kontekst aplikacyjny"20) charakterystyczny dla nowego trybu tworzenia wiedzy pomoże bardziej biednym niż bogatym, bardziej nierozwiniętym aniżeli zaawansowanym? Może będzie powstawać nowa "wyższa" wiedza dla "wyższych" potrzeb krajów zaawansowanych" Problematyczne jest jednak (przyznaje to M. Gibbons et al.) czy rządy krajów rozwijających się potrafią zmodyfikować swoje naukowe i techniczne instytucje oraz aspiracje z nimi związane.
Inaczej formułując powyższe rozważania, można zapytać: czy innowacje, proces innowacyjny, infrastruktura edukacyjna, finansowa itp., oddziaływanie (makro- i mikroekonomiczne) rządów, relacja między techniką a gospodarką21) stworzą w nadchodzącej przyszłości więcej szans dla redukcji rozwarstwienia światowego czy przeciwnie? Co więcej, uważa się, iż teoria zmiany technicznej (technological change) koncentrująca się na procesie innowacyjnym nie wystarcza dla objaśnienia roli techniki w kontekście głębokich przeobrażeń w makrostrukturze gospodarczej, bowiem kluczem do ewolucji "gospodarki informacyjnej" jest obecnie wysoka technika22). Utożsamia się więc gospodarkę informacyjną z wysoką techniką. Z drugiej strony mówi się o "przemysłach wiedzy" (knowledge industries), w których towarem jest sama wiedza. Mówi się też o przechodzeniu (ewolucji) od społeczeństwa informacyjnego do społeczeństwa wiedzy. To ostatnie będzie stanowić apogeum rozwarstwienia w zakresie intelektu, edukacji, innowacji i ich zastosowań. Czy dystans rozwojowy do reszty świata zmieni się i jak?
Mało prawdopodobne wydaje się więc, by kraje mniej zaawansowane podołały nowemu paradygmatowi związanemu z techniką informacyjną (information technology paradigm). Rosnąca złożoność problemów spowodowała powstanie (mniej niż dwie dekady temu) "sieci i związków" przedsiębiorstw i instytucji związanych z aktywnością generującą wiedzę. Kompetencje naukowców i inżynierów mierzy się ich przyczynkiem do rozwiązywania owych problemów, a nie ich dyscyplinową orientacją czy instytucjonalną afiliacją. "Mobilizacja tych rozmaitych umiejętności i podejść następuje wokół zagęszczonych powiązań innowacji w technikach informacyjnych, komputerowych i telekomunikacyjnych. Ten paradygmat techniki informacyjnej w coraz większym stopniu zastępuje dawny paradygmat zdominowany przez technologie i organizację masowej produkcji i masowej konsumpcji"23). Nowy paradygmat wiąże się z kryzysem starego, także starego typu działalności gospodarczej24). Jest to dodatkowe wyzwanie dla krajów mniej rozwiniętych.
5. Powstaje więc pytanie czy kraje mniej rozwinięte (w tym Europa Wschodnia) potrafią wykształcić w odpowiednim czasie i rozmiarze struktury (polityczne, edukacyjne, naukowo-techniczne, biznesowe, społeczne, kulturowe i in.) sprzyjające sprostaniu powyższym wyzwaniom. Czy potrafią zbudować, choćby porządne podwaliny pod gospodarkę informacyjną i społeczeństwo informacyjne? Czy potrafią to uczynić w natłoku innych celów - np. restrukturyzacji, prywatyzacji, przezbrojenia i konwersji militarnej, reform w zakresie spraw socjalnych, w legislacji, administracji, zarządzania, edukacji itp.? Czy potrafią się kreatywnie adaptować do światowych megatrendów i zająć korzystną pozycję w regionie, wobec sąsiadów i wobec ugrupowań integracyjnych, wobec ponadnarodowych korporacji i wobec krajów Trzeciego Świata? Wreszcie, reasumując, czy potrafią gładko i szybko przechodzić od społeczeństwa przemysłowego (i jego techniczno-ekonomicznego paradygmatu) do społeczeństwa postprzemysłowego w jego wiodącej formie - społeczeństwa informacyjnego, a następnie przejść do dalszej jego postaci - społeczeństwa wiedzy? Słabym pocieszeniem dla peryferii jest to, iż w ramach "nowej gry ekonomicznej" toczy się ostra walka wśród czołówki o to, kto "zawłaszczy XXI wiek" - jak określa to L. Thurow25).
7. Jednym z postulatów niniejszego tekstu może być podjęcie badań lub ich reorientacja na problemy nie dotyczące jedynie techniki w ogóle czy też jej zastosowań w krajach rozwiniętej i bogatej czołówki, budującej już obecnie gospodarkę informacyjną i społeczeństwo informacyjne. Warto się może zająć fazą preinformacyjną gospodarek i społeczeństw.
Oczywiście, należy nadal przyswajać idee, pomysły i doświadczenia opisane w literaturze przedmiotu dotyczące czołówki światowej. Trzeba to jednak czynić krytycznie, bowiem "zapatrzenie we własne możliwości i problemy" jest jednocześnie eliminacją tego, co uniwersalne i tego, co potrzebne krajom mniej rozwiniętym. Widać to na podstawie nawet pobieżnego przeglądu literatury. Oczywiście rezygnujemy tu z braku miejsca z fundamentalnego omawiania genezy, istoty, cech i implikacji tzw. gospodarki informacyjnej (information economy) oraz związanego z nią nieodłącznie -społeczeństwa informacyjnego26), nawołujemy jednak do podjęcia tematów nieobecnych czy jednostronnie naświetlonych.
8. Warto uświadomić sobie, iż problem informacji czy rewolucji informacyjnej i jej skutków w relacji do rozwarstwienia gospodarki światowej (autonomicznego i historycznego oraz przez tę rewolucję spowodowanych czy stymulowanych) nie jest bynajmniej czysto techniczny czy ekonomiczny. Gospodarka światowa to twór (agregat) teoretyczny, którego desygnatem nie jest jakaś skończona już jedność, ale raczej trendy, segmenty życia gospodarczego, powiązania, polityka, sposób myślenia i liczenia itp. Nie istnieje też jeszcze społeczeństwo światowe, choć przyjmuje się i taki punkt widzenia (raczej metaforycznie i na wyrost). Mówiąc o rozwarstwieniu gospodarki światowej, myślimy nie tylko o indykatorach, charakteryzujących lukę techniczną, organizacyjną, edukacyjną itp., nie tylko dystans rozwojowy, czy stopień dyferencjacji np. w zakresie konkurencyjności międzynarodowej, myśleć powinniśmy również o aspekcie ludzkim tej gospodarki, o ludzkim wymiarze głębokiego (i chyba zwiększającego się, choć na rosnącym poziomie) rozwarstwienia. Ludzie świata, żyjący tu i teraz, żyją w państwach, zgrupowani w społeczeństwa, narody i mniejszości etniczne, żyją w społecznościach (element lokalności i rozwoju oddolnego). Rozwarstwienie gospodarki światowej to w rzeczywistości rozwarstwienie tych - konkretnych hic et nunc - ludzi. Taka perspektywa obejmuje wiele różnych aspektów - jednostkowych, grupowych (np. rodzina, gospodarstwo domowe), psychologicznych, etnicznych, kulturowych, politycznych, socjalnych itd. Dla uproszczenia pominęliśmy problem rozwarstwienia wewnątrz społeczeństw, także informacyjnych.
9. Inna ważna, jak sądzimy, perspektywa to perspektywa feministyczna. Informacja i rozwarstwienie gospodarki światowej, szczególnie w kontekście jej społecznych, narodowych, mniejszościowych, rodzinnych i jednostkowych aspektów, mogą być przedmiotem analizy z punktu widzenia teorii feministycznej. Optyka i rezultaty takiej analizy mogą być odmienne (i zapewne bogatsze) od efektów "klasycznej" (ponadpłciowej, a w istocie "męskiej") analizy. Szczególnie odmienne mogą być oceny (widzenie i wartościowanie przyczyn oraz stanu rzeczy) oraz rekomendacje dla teorii i dla praktyki - ekonomicznej, politycznej, edukacyjnej, życiowej (prace J. Wajcman na temat feministycznego spojrzenia na naukę i technikę pokazują "różnice" w podejściach i wnioskach).
10. Przedstawione wyżej rozważania dotyczą ogólnych czy światowych trendów związanych z rewolucją informacyjną i rozwarstwieniem. Poświęcono też trochę uwagi nowym czynnikom i mechanizmom (nowemu paradygmatowi techniki informacyjnej) mogącym różnorako wpływać na owo rozwarstwienie. Paradygmat ten generuje nowe wyzwania trudne do uporania się dla krajów mniej zaawansowanych technicznie i mniej bogatych (niż czołówka). Kraje Europy Wschodniej, w tym Polska, są właśnie w takiej - uwarunkowanej historycznie i długim kryzysem ostatnich lat - sytuacji. Utrudni im to ewentualną integrację z Unią Europejską. Jak się jednak zdaje, decyzje Zachodu będą głównie polityczno-strategicznej natury (podobnie jeśli chodzi o wejście do NATO). Nie wynika jednak z tego, iż nie będzie wobec krajów Europy Wschodniej jakiejś technicznie i gospodarczo nakierowanej strategii, poza hasłami liberalizacji handlu, przepływu kapitału, oczekiwania szybszej prywatyzacji. Będzie to strategia całej organizacji, poszczególnych rządów oraz wielkich korporacji, a także sieci mniejszych firm. Tylko częściowo będą to jawne strategie. Zapewne zawierać będą obok celów ekspansji i konkurencji również elementy kooperacji, a nawet pomocy. W Europie Wschodniej brak jest na razie konkretnych i spójnych, średniego i długiego okresu strategii rządów czy przedsiębiorstw. Dlatego część polityków ostrzega przed "wyprzedażą Polski" i apeluje o łączenie się polskich firm i kapitałów (rewolucja kapitalistyczna w Polsce i w innych europejskich krajach postkomunistycznych odbywa się bez krajowego kapitału oraz klasy średniej); inni z kolei wierzą, iż samo ograniczanie inflacji, prywatyzacja oraz stymulacja wzrostu zapewni, w zasadzie automatycznie, pomyślność gospodarczą, a przystąpienie do Unii procesy te silnie wzmocni. Czynnik postępu technicznego nie jest praktycznie brany pod uwagę (nakłady na edukację i B+R są np. w Polsce niskie i nie rosną). Oznacza to, iż decydenci nie rozumieją przejścia od trybu 1 tworzenia wiedzy do trybu 2 oraz nowego paradygmatu techno-ekonomicznego związanego z techniką informacyjną. Być może zamiast krajowej strategii (rządu i dużych firm) kraje Europy Wschodniej staną się biernym partnerem wielkich firm zagranicznych w priorytetowych dziedzinach (np. telekomunikacji, co już się chyba zaczęło). Czy to grozi peryferyzacją i kolonizacją okazać się może zbyt późno (zresztą dla większości obywateli życie w dość zamożnej peryferii nie musi być przykre, nie mówiąc o możliwości udziału w "odpływie mózgów" na Zachód). Dodajmy zresztą, iż Europa Wschodnia praktycznie zawsze była peryferią Zachodniej, stąd zapóźnienie, stąd relewantność wielu argumentów odnoszących się do krajów mniej rozwiniętych, stąd ograniczone możliwości wyboru i manewru (zwłaszcza że wskutek przyczyn politycznych rezygnuje się ze wschodnioeuropejskiej integracji, a nawet ścisłej współpracy na dużą skalę). W efekcie zdaje się, iż o wejściu tych krajów w erę informacyjną i ich pozycji w Europie i świecie decydować będą przede wszystkim inni. Warto jednak maksymalizować wkład własny w decyzje i ich realizację, by w nierównej konkurencji wygrać jak najwięcej. Być może skutki asymetrii sił uda się w jakiejś mierze przezwyciężyć.

Przypisy

1) Por. np. I. Ihnatowicz, Człowiek-Informacja-Społeczeństwo, Warszawa 1989.

2) Rewolucja to tyle co radykalna (głęboka, szybka, paradygmatyczna itp.) zmiana.

3) Por. P. Sienkiewicz, Od Eniaca do Internetu, "Transformacje", 3-4/1995-1996.

4) Szukanie początkowej daty owej rewolucji (czy ery) wiąże się nie tylko z hardware'm, ale i z teoriami naukowymi, np. cybernetyką (por. np. J. Mączyński, Cybernetyka pod koniec półwiecza, "Transformacje", 1-2/1993-94) czy teorią systemów (por. np. L.W. Zacher, Uwagi o dialektyce i podejściu systemowym w badaniu postępu technicznego i jego następstw, "Prakseologia", 2/1984), czy też najnowszą koncepcją i teorią - katastrof, chaosu, "logiką rozmytą" (fuzzy logic), koncepcją Maruyamy itp. Wymienić tu można wiele nazwisk mniej lub bardziej już klasycznych jak Ackoff, Laszlo, Capra, Thom, Prigogino, Feigenbaum, Zadeh. Widać tu pewien "genetyczny fizykalizm"; zresztą teorię chaosu uważa się za trzecią (po teorii względności i teorii kwantów) rewolucję w naukach fizycznych w tym stuleciu (por. J. Gleik, Chaos - narodziny nowej nauki, Poznań 1996, s. 14). Jak widać, nowe widzenie świata zawdzięczamy przede wszystkim fizykom (nota bene również Th.S. Kuhn, twórca koncepcji paradygmatycznych zmian określanych rewolucjami w nauce i technice był fizykiem).

5) Niełatwo dobrać nazwiska uczonych tworzących, czy choćby sprzyjających nowemu paradygmatowi fundującemu erę informacyjną. Co więcej, niektóre poglądy - co najmniej - są mało zbieżne, na szczęście funkcjonują w "różnych płaszczyznach czy światach" (to m.in. nas skłoniło do wysunięcia odpowiedniej koncepcji poznawczej, por. L.W. Zacher, Rzeczywiste i wirtualne światy ludzi, w: Z. Hull, W. Tulibacki (red.), "Człowiek wobec świata", Olsztyn 1996). Przykładem może być J.D. Bernal (marksizujący twórca pojęcia "rewolucja naukowo-techniczna" w końcu lat trzydziestych) i K.R. Popper pozytywistycznie dyscyplinujący filozoficzne myślenie (ideolog "otwartego społeczeństwa", wróg historycyzmu i Marksa - podważył wiarę w prawa historii i determinizm rozwoju społecznego). Jak usytuować R. Dahrendorfa przedstawiciela socjologicznej teorii konfliktu, zajmującego się obecnie rewolucjami w Europie Wschodniej? Łatwiej zaliczyć do tworzących "podwaliny nowego" np. ekonomistę J.K. Galbraitha (technostruktura, państwo przemysłowe) czy socjologa-politologa D. Bella (społeczeństwo poprzemysłowe, społeczeństwo usług, społeczeństwo informacyjne), a w byłym bloku socjalizmu realnego filozofa R. Richtę (por. L. Zacher, Wizje przyszłości świata - Richta, Heilbroner, Schumacher, Warszawa 1989, L.W. Zacher, The Unrealized Vison of Future: The Case of Radovan Richta, Predictions, "Dialogue and Universalism", vol. 5, no. 11-12/1995). Wśród futurologów rozumiejących współczesne przemiany czołowym jest płodny publicysta i krytyk społeczny A. Toffler ("trzecia fala"), niezbyt jednak głęboki teoretycznie (by nie powiedzieć - komercyjny). Ważni są na pewno nadający treść pojęciom gospodarki informacyjnej, społeczeństwa informacyjnego czy społeczeństwa bogatego w informację F. Machlup, V. Porat, K.W. Deutsch. A czyż do ery informacyjnej nie zbliżyli nas McLuchan ("elektroniczna wioska") oraz N. Chomsky?

6) Owe zmiany w systemie wiedzy ludzkiej można przedstawić jako konstelację innowacji naukowych w różnych dziedzinach i dyscyplinach. Opisze je zapewne kiedyś historia nauki XX wieku. Wymieńmy tylko niektóre - wpływające na nasze widzenie świata - jak "podwójna spirala" (Watson), jak socjobiologia (Wilson), jak rozważania J. Monoda o przypadku i konieczności, jak Forresterowska dynamika systemu światowego czy ogólniej - jak modelowanie i symulacje komputerowe, jak rozwój problematyki i metod oceny skutków (impact assessment) zastosowanej najpierw do skutków techniki, jak wreszcie badania nad przyszłościami (liczba mnoga - futures - jest tu bardzo istotna, uwalnia bowiem prognozowanie od monoistycznego spojrzenia), jak kwestie zarządzania wielkimi i złożonymi systemami (por. np. H. Simon), nie mówiąc o szerszych nurtach - nawet o wszechogarniających ambicjach jak postmodernizm (por. np. Lyotard, Derrida, Giddeus, Bauman) czy też new age (z poważnymi pracami M. Ferguson czy W.W. Harmana - znanego futurologa).

7) Chociaż mówiono (zwłaszcza w końcu lat sześćdziesiątych i w siedemdziesiątych) o luce informacyjnej, analogicznie do innych - uważanych chyba jednak za ważniejsze - luk, jak luka techniczna, rozwojowa, organizacyjna i in. (por. np. L. Zacher, Metodologia badań porównawczych nad luką technologiczną - uwarunkowania i słabości, "Zagadnienia Naukoznawstwa", 2/1986.

8) "Fotografia" to jednak trochę mało, choć z definicji wydaje się obiektywna i "utrwalona". Przyjmując konstruktywistyczny - zwłaszcza w odniesieniu do przyszłości - punkt widzenia, można mówić o "mapowaniu" świata (przyszłości) - por. np. S.A. Slaushter, Mapping the Futura: Creating a Structural Overview of the Next 20 Years, "Journal of Future Studies", vol. 1, no. 1, November 1996 (Taiwan). W każdym razie warto "fotografię" uzupełnić analizami typu modelowania strukturalnego.

9) W zasadzie należy mówić o high technology jako o znaczącym (wiodącym) o rosnącej roli czynniku strukturalnym. "Wysoka" (zaawansowana) technika nie stała się enklawą czy "wąskim strumieniem" postępu technicznego - jak powszechnie chyba przewidywano - ale strumieniem "decydującym" ze względu na liderowanie oraz oddziaływanie. Nie sprawdziły się natomiast oczekiwania zwolenników Schumacherowskiej "techniki pośredniej", która miała być "szerokim nurtem" dla krajów mniej zaawansowanych. Wniosek prosty: tam, gdzie występuje i rozwija się "wysoka technika" rośnie - wobec innych - luka techniczna, dyferencjacja itp. (czyli np. uzależnienie, dominacja aż do "kolonializmu technicznego" włącznie). Dodajmy też do obrazu sytuacji i cech aktualnych fakt, iż "informacja stała się towarem". A więc, bogactwo informacyjne, podobnie jak bogactwo towarów, jest czymś pozytywnym oraz oznacza (i prowadzi do) rozwarstwienia.

10) Podobne współzależności nasilają się w okresie przyspieszenia technicznego, por. np. L. Zacher, Zmiany strukturalno-jakościowe w dobie rewolucji naukowo-technicznej, Warszawa 1977.

11) Wiąże się to m.in. z kwestiami niepewności i ryzyka, por. np. L.W. Zacher, A. Kiepas (red.), Społeczeństwo a ryzyko - Multidyscyplinarne studia o człowieku i społeczeństwie w sytuacji niepewności i zagrożenia, Warszawa-Katowice 1994. Warto przy okazji przypomnieć, iż w modelach wzrostu postęp stanowił - też ze względu na swą "nieokreśloność" residuum (por. np. prace E. Denisona).

12) Warto przypomnieć, iż rolę władzy i państwa szczególnie akcentuje instytucjonalna teoria rozwoju. Pragmatyczne, a nie ideologiczne czy akademickie koncepcje są tu najbardziej pożyteczne. Innowacyjne potraktowanie relacji państwo-rynek może przyczynić się do zmiany "położenia kraju" w kontekście międzynarodowym. Por. też. E. Kocsis, This Side of the State, the Other Side of the Market - Flexible Specialization and Cooperative Competition, "Society and Economy in Central and Eastern Europe", 1995/2 (Budapeszt), por. też prace J. Wierzbołowskiego, Metody osiągania międzynarodowej konkurencyjności gospodarki w krajach typu Later-comers - Wnioski dla Polski, IRiSS, seria "Raporty" z. 42, Warszawa 1996. Aktywna polityka państwa nie musi godzić w przedsiębiorczość, o czym może świadczyć przykład Japonii.

13) Por. np. A. Kukliński (red.), Nauka-technologia-gospodarka. Wzajemne powiązania i globalne tendencje rozwoju, Warszawa 1995, A. Kukliński (red.), Production of Knowledge and the Dignity of Science, Warsaw 1996.

14) Por. np. J.-J. Salomon, F.R. Sagasti, C.Sachs-Jéantet, The uncertain quest: Science, technology, and development, Tokyo-New York-Paris, por. też Fostering Technological Development Process and Competitiveness: A Review of the Literature, UNCTAD, New York-Geneva 1996

15) I tu występuje ogromna literatura przedmiotu. Wymienimy przeto kilka przykładowych pozycji: T. Baumgartner, T.R. Burns, Technology and the Development Debate: Limitation of NIEO Strategy, "Alternatives", vol. VIII, no. 3, Winter 1981-82, por. też w tymże numerze: R. Kothari, On Eco-Imperialism; por. też specjalne wydanie tego pisma zatytułowane Perversion of science and technology.

16) Nie zamierzam tu analizować tego obszernego problemu - mocno wyciszonego w ostatniej dekadzie (co może dowodzić wzrostu ich potęgi, także w sferze badań oraz mediów).

17) Są to często korporacje high tech, których konkurencyjność stymuluje ekonomia skali i wieloproduktowość (tzw. economy of scope) - por. np. D. Charles et al., Technology and Competition in the International Telecommunications Industry, London-New York 1989. Warto zauważyć, iż problemy ze skalą mogą mieć kraje małe (nawet rozwinięte) - por. V. Walsh, Technologie et Compétitivité et les probl‚mes particuliers des petits pays, "STI revue", no. 2, Septembre 1987.

18) W raporcie Carnegie Commission czytamy: "Wszystkie ważne cele rozwojowe - szybki wzrost gospodarczy i industrializacja, ochrona środowiska, nowoczesna telekomunikacja, poprawa zdrowotności, lepsze rolnictwo, odpowiedzialne kierowanie rozrodczością, nowe techniki mieszkalnictwa, biotechnologia - zależą w wielkim stopniu od zdolności krajów do absorbowania i użycia nauki i techniki" (Partnership for Global Development - The Clearing Horizon, A Report of the Carnegie Commission on Science, Technology and Government, New York, December 1992). W krajach średnio rozwiniętych formułowane są optymistyczne opinie, iż odpowiednia strategia kraju nakierowana na przemysły "wysokiej techniki" jest realną szansą rozwojową - por. B. Galwas, A. Wierzbicki, Kierunki badań naukowo-technicznych rokujące największe szanse unowocześnienia gospodarki i związane z tym problemy polityki naukowo-technicznej, w zbiorze referatów pt. Polska w obliczu współczesnych wyzwań cywilizacyjnych, Warszawa, grudzień 1991 (Komitet Prognoz "Polska w XXI wieku" PAN).

19) Por. M. Gibbons et al., The new production of knowledge - The dynamics of science and research in contemporary societies, London 1994. Tryb 1 tworzenia wiedzy (Mode 1 of Knowledge Production) to sposób tradycyjny, akademicki, Newtonowski, zorientowany czysto poznawczo, określający - poprzez swoje idee, metody, wartości i normy - co jest ważnym problemem, kto jest dopuszczony do badań i co to jest dobra nauka. Tymczasem - twierdzą autorzy - powstają nowe poznawcze i społeczne praktyki obok dawnych (czyli Mode 2). Tak piszą: "W trybie 1 problemy są ustalane i rozwiązywane w kontekście rządzonym przez interesy -przeważnie akademickie - określonej społeczności. W odróżnieniu od tego - wiedza w trybie 2 jest tworzona w kontekście zastosowań. Tryb 1 jest dyscyplinowy, podczas gdy tryb 2 jest ponaddyscyplinowy. Tryb 1 charakteryzuje się jednorodnością, tryb 2 - różnorodnością. Organizacyjnie - tryb 1 jest hierarchiczny i wykazuje tendencję do utrzymania tej cechy, tymczasem tryb 2 jest bardziej heterarchiczny i przejściowy. Każdy z nich stosuje inny rodzaj kontroli jakości. W porównaniu z trybem 1 - tryb 2 jest bardziej społecznie zorientowany i refleksyjny. Obejmuje on szersze, czasowe i heterogeniczne zespoły praktyków współpracujących nad rozwiązaniem problemu zdefiniowanego w określonym i umiejscowionym kontekście" (op.cit., s. 3). W trybie 1 problemy badawcze rozwiązuje się zgodnie z "kodeksem praktyki naukowej" określonej dyscypliny, w trybie 2 jest to zorganizowane "wokół" określonego zastosowania (wyniku).

20) Ów kontekst powoduje, iż wytwarzana wiedza jest w zamiarze nakierowana (adresowana niejako) na czyjś użytek - przemysłu, rządu, społeczeństwa. "Wiedza (w tym trybie - L.W.Z.) jest zawsze tworzona w warunkach ciągłego negocjowania i nie będzie w ogóle tworzona, jeśli nie będą uwzględniane interesy różnych aktorów" (M. Gibbons et al., op.cit., s. 4). Kontekstu aplikacyjnego nie należy sprowadzać do rynku i komercji, choć mówi się tu o czynnikach podaży (ich źródła są coraz bardziej zróżnicowane) i popytu (na coraz bardziej zróżnicowane formy specjalistycznej wiedzy). Nowy "tryb produkcji wiedzy" wpływa na czynniki i mechanizmy (jak np. komercjalizacja wiedzy, transfer techniki, konkurencyjność, instytucjonalizacja, globalizacja itd.) rozmaicie. I tak np. konkurencyjność związana z produkcją wiedzy wcale nie gwarantuje, iż posiadanie fabryki na własnym terytorium gwarantuje przyspieszenie ekonomiczne, można się bowiem opierać na wiedzy produkowanej gdzieź indziej. Nierówność (czyli rozwarstwienie) wynikają też ze współczesnej konwergencji nauki, techniki i konsumpcji. "Kraje osiągające dobre rezultaty ekonomiczne będą prawdopodobnie użytkownikami najbardziej zaawansowanej wiedzy naukowej. I odwrotnie, niezdolność do uczestniczenia w konsumpcji (wiedzy naukowej oraz zaawansowanych technicznie produktów i systemów - przyp. L.W.Z.) pozostawi duże regiony i kraje na uboczu" (op.cit., s. 129).

21) Jest to sformułowanie w duchu analiz w pracy R. Landaua i N. Rosenberga (red.), The Positive Sum Strategy - Harnessing Technology for Economic Growth, Washington, D.C. 1986. Autorzy tej książki zwracają też uwagę na kwestie wydajności, konkurencji, roli systemu prawnego, przedsiębiorczości oraz zarządzania innowacjami, ich finansowania oraz globalnej konkurencji. W tych wszystkich dziedzinach już zaawansowani mają realnie większe szanse od "spóźnionych przybyszów".

22) Por. S. S. Roach, Macrorealities of the Information Economy w cyt. wyżej zbiorze pod red. Landaua i Rosenberga.

23) Por. M. Gibbons et al., op.cit., s. 125. Ów nowy paradygmat wiąże się ze zmianą podejścia projektantów, inżynierów i menadżerów do rozwiązywania problemów we wszystkich sektorach gospodarki oraz z dostępnością uniwersalnego i taniego nowego kluczowego czynnika w produkcji (jest nim tania mikroelektronika; w poprzednich okresach była to stal i ropa naftowa).

24) "... Zanim nowy techno-ekonomiczny paradygmat zdoła wygenerować nową falę gospodarczej aktywności, wystąpi kryzys starego układu. ... Obecnie paradygmat techniki informacyjnej opiera się na konstelacji nowych przemysłów, które należą do najszybciej rozwijających się we wszystkich czołowych krajach przemysłach. Takie przemysły jak komputerowy, komponentów elektronicznych i telekomunikacyjny już zademonstrowały drastyczną obniżkę kosztów oraz przeciwne inflacji tendencje cenowe, jak również szeroko doskonaloną techniczną sprawność. Ta rewolucja techniczna obecnie wywiera wpływ na wszystkie sektory, nie tylko na niektóre produkty, procesy czy usługi, a także na organizację i strukturę przedsiębiorstw i przemysłów" (Gibbons, s. 125-126). Paradygmat ten określa zmiany w profilu technicznym, produkcji wiedzy, umiejętności i wyposażenia kapitałowego.

25) P.L. Thurow, Head to Head - The Coming Battle Among Japan, Europe, and America, New York 1993. Głównym zadaniem tej książki jest wytyczenie planu dla amerykańskiego biznesu dla "zawładnięcia przyszłym stuleciem".

26) Istnieje tu obszerna "trzeciofalowa" (A. Toffler) literatura przedmiotu. Np. J. Naisbitt (Global Paradox - The Bigger the World Economy, the More Powerful Its Smallest Players, New York 1994) uważa, iż "paradoksy globalne" napędza rewolucja telekomunikacyjna (interesujące, iż w poprzedniej pracy - napisanej z P. Aburdene, Megatrends 2000 - Ten New Directions for the 1990's, nie było to jeszcze wyraźnie dostrzegane). Wagę komunikacji podkreślano już dawniej w kontekście globalnego wyścigu do przyszłości (por. np. F. Feather (red.), Thorugh the '80s -Thinking Globally, Acting Locally, Washington, D.C. 1980, rozdz. Communications: Connecting Ourselves Together). H. Kahn w swej pracy The Coming Boom - Economic, Political and Social (New York 1982) używał zbitki pojęciowej określonej symbolem C4I2 od słów command, control, communications, computing/information and intelligence. Symbol ten oznacza równocześnie "zgrupowanie technologiczne" charakterystyczne dla wielkich systemów (s. 72). Korzyści ze sztucznej inteligencji będą dostępne - uważał Kahn - niemal wszystkim ludziom krajów rozwiniętych. Amerykanie (obok Japończyków z planem Y. Masudy "budowy społeczeństwa informacyjnego) podejmują wyzwanie ery informacyjnej i to w sposób kompleksowy - dokonując "redefinicji kapitalizmu". Chodzi tu o syntezę demokracji i wolnej przedsiębiorczości, o pozytywne partnerstwo biznesu i rządu, o przyjazne dla słabszych działanie globalnych korporacji (pow. W.E. Halal, The New Capitalism: Democratic Free Enterprise in Post-Industrial Society, New York 1985). Stany Zjednoczone ogromną uwagę poświęcają polityce naukowo-technicznej w zakresie techniki informacyjnej (por. np. Information Technology R&D - Critical Trends and Issues, Washington, D.C. February 1985 (raport OTA; por. też inne raporty OTA nt. komputeryzacji przetwórczości czy automatyzacji biura). Analiza techniki oraz przemysłu globalnego i takiegoż rynku wskazuje na rozwój rynków powodowany przez technikę (tzw. innovation (technology) - driven markets) (por. B.R. Guile, H. Brooks (red.), Technology and Global Industry - Companies and Nations in the World Economy, Washington, D.C. 1987). Czy na takich rynkach kraje i przedsiębiorstwa mniej zaawansowane technicznie znajdą swe nisze? Wydaje się, iż tzw. "wysunięte do przodu" techniki (cutting-edge technologies) jak komputery, software, światłowody, sieci itp., będące podstawą rozwoju techniki informacyjnej są niezwykle trudne do adaptacji poza czołówką światową (por. L. Ramqvist, Information Technologies in Industry and Society, w: J.H. Muroyama, H.G. Stever (red.), Globalization of Technology - International Perspective, Washington, D.C. 1988). Badane są też wpływy postępu naukowo-technicznego w relacjach międzynarodowych, w geopolityce (por. E.B. Skolnikoff, The Elusive Transformation - Science, Technology and the Evolution of International Politics, Princeton 1993). Na badania, przemysł, handel ma wpływ polityka i relacje międzynarodowe związane z kwestiami militarnymi, kontrolą zbrojeń i konwersją, transferem techniki, procesami kooperacji i integracji, z samą polityką międzynarodową oraz rządzeniem. Również i uczeni europejscy, śladem Amerykanów i Japończyków, podążają ku tematom o gospodarce informacyjnej i społeczeństwu informacyjnemu, jakkolwiek mniej szermują takimi nazwami (por. np. Ch. Freeman, M. Sharp, W. Walker (red.), Technology and the Future of Europe - Global Competition and the Environment in the 1990s, London-New York 1991, zwłaszcza rozdz. Information and Communication Technology). Z kolei przedstawiciele krajów rozwijających się są skłonni do pesymizmu, jak np. J. Rada, pisząc, że "stosowanie IT (techniki informacyjnej) jest w krajach rozwijających się ograniczone, a luka w tej dziedzinie wzrasta. Z niewieloma wyjątkami większość tych krajów nie wypracowała polityki mogącej podjąć to wyzwanie i to na różnych poziomach (np. kwalifikacji). ... Końcowy wynik efektów IT w krajach rozwijających się oraz globalne realia zależeć będą w znacznym stopniu od chęci aktorów do uporania się z problemami i wykorzystania okazji w globalnym kontekście. Priorytetem do końca tego stulecia powinno być, jak się zdaje "nakierowanie techniki na potrzeby ludzkie" (por. jego artykuł pt. Information Technology and the Third World, w: T. Forester (red.), The Information Technology Revolution, Cambridge, Mass. 1985, s. 588). Nie wydaje się, by sytuacja rozwijała się w tym kierunku, mając na względzie potrzeby Trzeciego Świata. Wreszcie, w krajach Europy Wschodniej, ze względu na głęboki i przewlekły kryzys oraz radykalne transformacje, z trudem przychodzi myślenie o nowej cywilizacji i o przyszłości wytyczanej przez rewolucję informacyjną (por. np. L.W. Zacher (red.), Społeczeństwo informacyjne - Aspekty techniczne, społeczne i polityczne, Lublin-Warszawa 1992, L.W. Zacher, P. Matusak (red.), Integracja Europy (elementy historii, problemy, przyszłość), Warszawa 1996) Warto na zakończenie tego przeglądu też podkreślić, że są i tacy, co krytykują i buntują się przeciwko "komputerowej i informacyjnej utopii" (por. np. K. Sale, Rebels against the Future, New York 1996, S.L. Talbott, The Future Does Not Computer - Transcending the Machines in Our Midst, Sebastopol, Ca 1995).

Literatura uzupełniająca

Albinowski S., Bogactwo i nędza narodów - Studia o gospodarce światowej u progu XXI wieku, Warszawa 1996.

Bell D., The Social Framework of the Information Society, w: T. Forester (red.), The Microelectronics Revolution, Cambridge, Mass. 1984.

Bolter J.D., Człowiek Turinga - kultura Zachodu w wieku komputera, Warszawa 1990.

Didsbury H.F., Jr. (red.), Creating the Global Agende - Assessments, Solutions, and Action Plans, Bethesda, MD 1984.

Feigenbaum E.A., McCorduck P., The Fifth Generation - Artificial Intelligence and Japan's Computer Challenge to the World, New York 1984.

Gates B., The Road Ahead, Hardmondsworth 1995.

King A., Schneider B., Pierwsza rewolucja globalna, Warszawa 1992.

Moss M.L., Telecommunications and Productivity, Roading, Mass. 1981.

Negroponte N., Being Digital, New York 1996.

Ohmae K., Triad Power The Coming Shape of Global Competition, New York 1985.

Pajestka J., Rzecz o świecie i polskich sprawach, Warszawa 1993.

Postman N., Technopol - triumf techniki nad kulturą, Warszawa 1995.

Ross R.J.S., Frachte K.C. Global Capitalism - The New Leviathan, New York 1990.

Schaff A., Friedrichs G., (red.) Mikroelektronika i społeczeństwo, Warszawa 1987.

Targowski A., Informatyka - klucz do dobrobytu, Warszawa 1971.

Targowski A., Informatyka - modelu systemów i rozwoju, Warszawa 1980.

Targowski A., Dogonić czas czyli jak pozostać w Europie, Warszawa 1993.

Technology and the Economy - The Key Relations, Paris 1992 (raport OECD).

Tharow L., The Future of Capitalism, New York 1996.

Werle J., Dylematy cywilizacji naukowo-technicznej, "Transformacje" 3-4 1993-94.

Zacher L.W. (red.), Integracja Europy (elementy historii, problemy, przyszłość), Warszawa 1996.

Zacher L.W. (red.), Understanding the Contemporary World - Inquiries into the Global, Technological and Ecological Issues, Warsaw 1994.

Zuboff S., In the Age of the Smart Machine - The Future of Work and Power, New York 1988.

Andrzej P. WIERZBICKI

WPŁYW INFORMACJI JAKO ZASOBU NA STOSUNKI SPOŁECZNE I GOSPODARCZE W KRAJACH ROZWINIĘTYCH
Artykuł ten koncentruje się na wybranych elementach przełomu epok cywilizacyjnych - cywilizacji przemysłowej i cywilizacji informacyjnej, który obecnie obserwujemy na głównych mechanizmach i konfliktach społecznych i gospodarczych tego przełomu. Od około 1980 r. świat - nieświadomy tego faktu i koncentrując uwagę na zupełnie innych zagadnieniach - przeszedł do epoki cywilizacji informacyjnej. Epoka ta trwać będzie zapewne jeszcze 120-180 lat - a więc to, co obserwujemy obecnie, to zaledwie początki. Zmiany stylu życia i pracy, wywołane tą falą cywilizacyjną, będą zapewne głębsze, niż podobne zmiany wywołane początkami cywilizacji przemysłowej. Motorem tych zmian jest fakt, że informacja zaczyna odgrywać rolę podstawowego zasobu produkcyjnego - zaś techniki przesyłania, wyszukiwania i przetwarzania informacji rozwijają się dziś tak szybko, że znaczenie tego zasobu wciąż rośnie. Równocześnie, wzrost znaczenia tego zasobu wywołuje znaczne zmiany strukturalne - gospodarcze i społeczne. Zmiany zapotrzebowania na pracę są przyczyną głębokiego, strukturalnego bezrobocia; kwestia dostępu do edukacji dostosowanej do wymagań epoki informacyjnej staje się źródłem i przemiotem nowych rozwarstwień i konfliktów społecznych.
Rozwiązywanie problemów, właściwych dla początku nowej epoki cywilizacji informacyjnej, będzie wymagało zupełnie nowych podejść, wręcz zmiany sposobu widzenia świata - odejścia od mechanistycznej wizji świata jako wielkiej maszyny, regulowanej czy to nieubłaganymi prawami historii, czy też niewidzialną ręką rynku, i zrozumienia nowej, systemowej wizji świata (postmodernistycznej czy nawet chaotycznej), w której małe zmiany warunków początkowych - a więc nawet działania indywidualne - mogą w zasadniczy sposób wpłynąć na bieg historii. Cywilizacja informacyjna jest dziś nie tyle modnym tematem dla dyskusji intelektualistów, co powszechnie obserwowanym, nieuchronnym faktem; a więc jej głębokie zrozumienie i dobre przygotowanie się do niej zadecydują o szansach narodów w rozwoju cywilizacyjnym.

1. Nieuchronność cywilizacji informacyjnej

Jeszcze kilka lat temu można było traktować pojęcie cywilizacji informacyjnej jako tylko modną nowinkę, temat dyskusji intelektualnej. Zresztą w 1770 r. też nikt sobie w pełni nie wyobrażał głębi zmian, które wywoła nadchodząca epoka cywilizacji przemysłowej, choć maszyna parowa była już od dziesięciu lat wynaleziona. Dzisiaj jednak cywilizacja informacyjna dociera do nas wieloma drogami przez:
- komputeryzację prac biurowych, zarządzania, księgowości;
- sieci komputerowe i Internet;
- reklamy wielkich firm międzynarodowych;
- informacje o inicjatywie Globalnej Infrastruktury Informacyjnej wiceprezy-denta A. Gore'a;
- działania Unii Europejskiej, oparte na Raporcie Bangemana.
Jednak zrozumienie cywilizacji informacyjnej jest niewielkie - wielu ludzi koncentruje uwagę nie tyle na szansach epoki cywilizacji informacyjnej, co na obawach przed jej skutkami. Jednocześnie, większość ludzi nie całkiem zdaje sobie sprawę z tego, o co w cywilizacji informacyjnej rzeczywiście chodzi. A brak pełnego zrozumienia pogłębia obawy - i dlatego są one typową reakcją na cywilizację informacyjną. Tym niemniej, dzisiaj już nikt nie kwestionuje faktu, że cywilizacja taka nadeszła lub nadchodzi.
Nie możemy zamykać oczu na ten fakt. Czy nam się to podoba, czy nie, czy to rozumiemy, czy tylko się tego boimy, według opinii ekspertów światowych zaczęła się już epoka cywilizacji informacyjnej i rozwój w tym kierunku jest nieuchronny. Tyle tylko, że na tym tle różnie mogą zostać ukształtowane szanse Polski - w przygotowaniu uczestnictwa w Unii Europejskiej, w utrzymaniu znaczącej pozycji cywilizacyjnej w środku Europy. Jeśli nie zrozumiemy dostatecznie głęboko przesłanek, wyzwań i szans epoki cywilizacji informacyjnej, jeżeli przymkniemy oczy dyskutując tylko o naszych obawach, to szanse te wykorzystają za nas inni - ze stratą dla interesów Polski.

2. Pojęcie epoki cywilizacji informacyjnej

Trudno tu przedstawić szczegółowo wszystkie poglądy na cywilizację informacyjną - napisano już na ten temat wiele książek, zaczynając od Trzeciej Fali A. Tofflera, opublikowanej po raz pierwszy w 1980 r., a także wiele artykułów naukowych i publicystycznych. Trzeba jednak przedstawić przesłanki przekonania o tym, że istotnie żyjemy dziś na przełomie epok - i pewne wnioski stąd wynikające.

2.1. Przełom cywilizacji przemysłowej i informacyjnej

Istotą cywilizacji informacyjnej nie jest, jak to się sądzi w uproszczeniu, powszechne wykorzystanie środków i metod informatycznych. Znacznie bardziej istotny jest fakt, że informacja zaczyna odgrywać rolę podstawowego, a stopniowo nawet decydującego, czynnika produkcji - obok kapitału, pracy i surowców. Decydujący dla sukcesu ekonomicznego przedsiębiorstwa staje się więc dostęp do światowych zasobów informacji i umiejętność ich wykorzystania. Coraz powszechniej, podstawowym narzędziem tego dostępu staje się sieć komputerowa. Nie jest to jednak cywilizacja informatyczna (choć tak chcieliby ją nazwać niektórzy informatycy), tylko informacyjna. Tak też nazwał ją A.Toffler w Trzeciej Fali i nazwa ta przyjęła się już powszechnie na świecie (wypierając dawne nazwy, takie jak "społeczeństwo poprzemysłowe" czy "usługowe" czy też lansowane niekiedy "post-fordowskie", czy proponowane wcześniej przez autora tego tekstu "społeczeństwo poinformowanego rozumu").
Toffler sądził, że jest to tylko trzecia fala (po cywilizacji rolniczej i przemysłowej). Znając teorie rozwoju cyklicznego, autor niniejszego tekstu zwrócił uwagę, że cykli takich mogło być wiele. W historii Europy wyraźne są następujące okresy cywilizacyjne: późnego średniowiecza (od ok. 1000-nego do ok. 1440-tego roku, czyli do wynalazku druku); potem łączny okres renesansu, reformacji i kontrreformacji (od ok. 1440-tego do ok. 1760-tego roku, czyli wynalazku maszyny parowej); potem okres cywilizacji przemysłowej. Mechanizm powstawania takiego cyklu można wytłumaczyć, zakładając stopniową akumulację czynników materialnych oraz kulturowych rozwojów, a także wzajemne sprzężenie zwrotne pomiędzy tymi aspektami (żaden z nich nie może się rozwinąć nadmiernie bez drugiego. Sprzężenie to jednak charakteryzuje się pewnym cywilizacyjnym czasem opóźnienia: od powstania nowej teorii, nowego pojęcia podstawowego dla rozumienia świata (które to pojęcia, jak wskażemy dalej, są niesłychanie ważne w rozwoju cywilizacyjnym), czy wreszcie nowego wynalazku o przełomowym znaczeniu. Upływa zwykle wiele czasu, zanim teorie te, pojęcia podstawowe i przełomowe wynalazki zostaną powszechnie zrozumiane i wykorzystane.
Procesy z akumulacją i czasem opóźnienia w sprzężeniu zwrotnym mogą łatwo wywołać powstawanie cykli rozwojowych o długości - co można wykazać różnymi metodami, włącznie z matematyczną analizą stabilności i generacji fal - około 4 czasów opóżnienia. Procesy takie i cykle są dość powszechne.
Jako przykład, można przywołać tu prostszy i opisywany w literaturze cykl zapotrzebowania na absolwentów danej specjalności uniwersyteckiej w warunkach rynkowych. Przypuśćmy, że w danym momencie powstała przewaga popytu nad podażą na absolwentów tej specjalności. Młodzież licealna dowiaduje się o tym szybko, wobec czego zaczyna studia tej specjalności w zwiększonych rocznikach. Jednakże, aby wykształcić absolwenta, potrzeba ok. 5 lat (to właśnie czas opóźnienia); więc przez pięć lat niedobór takich specjalistów będzie się pogłębiał. Po pięciu latach zacznie się zmniejszać - ale zakładając symetrię przebiegów, potrzeba będzie następnych pięciu lat, aby niedobór zmalał do zera. Po dziesięciu latach pojawia się przewaga podaży nad popytem, zatem licealiści przestają wybierać tę specjalność. Ale na studiach jest jeszcze pięć dużych roczników studentów, więc nadmiar specjalistów w danej dziedzinie się powiększa; zacznie on maleć po piętnastu latach od chwili początkowej i trzeba będzie następnych pięciu lat, aby znów zmalał do zera. Quod erat demonstrandum: okres cyklu to cztery czasy opóźnienia. Ten sam wniosek można uzyskać na podstawie matematycznej analizy warunków generacji fali w systemie z członem całkującym i czasem opóźnienia oraz odpowiednio silnym ujemnym sprzężeniem zwrotnym.
Jeśli jednak czasy opóźnienia dotyczą zjawisk cywilizacyjnych i wynoszą kilka pokoleń ludzkich, to okresy cyklu są kilkusetletnie. Przed wynalazkiem druku, ten cywilizacyjny czas opóźnienia wynosił, być może, około 110 lat, co zgadza się z cezurami cyklu 1000 - 1440 rok (pierwsza - to idea Treuga Dei, druga to właśnie wynalazek druku). Po wynalazku druku, w miarę jego upowszechnienia, czas ten skrócił się, być może, do ok. 80 lat, co zgadza się z cezurami cyklu 1440 - 1760 (druga, to wynalazek maszyny parowej). W epoce cywilizacji przemysłowej, wynalazki tej epoki spowodowały dalsze skrócenie czasu opóźnienia cywilizacyjnego - do ok. 55 lat, bo końcową cezurę cywilizacji przemysłowej wypada przyjąć na lata tuż przed 1980 (początki sieci Internet, protokół TCP/IP o parę lat przed 1980), powiedzmy w zaokrągleniu - rok 1980. W roku 1980 bardzo mało ludzi było świadomych początku nowej ery, ale jeszcze mniej było tego świadomych w roku 1760. Można przy tym zapytać - po co komu takie cezury, czy to nie jest próżna historiozofia? A może wręcz nawrót myślenia o sztywnych prawach historii?
Rozważania te trzeba traktować wyłącznie jako uogólnienia w określonym czasie i miejscu, jako model pomocny w zrozumieniu możliwego rozwoju spraw. Zapytajmy, na przykład - a jak długa będzie epoka cywilizacji informacyjnej? Nie jest to pytanie nieważkie. Jeśli epoka ta będzie tylko kilkunastoletnią efemerydą, to nie ma o co kruszyć kopii. Jeśli jednak chodzi o epokę o czasie trwania przekraczającym sto lat, to żyjemy obecnie w czasie przełomu cywilizacyjnego - i pozornie drobne decyzje dziś mogą wpłynąć w sposób zasadniczy na rozwój sytuacji przyszłej.
Jeśli więc mamy prawo wyciągać wnioski z modelu długich cykli cywilizacyjnych, to trzeba stwierdzić, że ich długość skraca się nieco wraz z przyspieszeniem obiegu informacji. Z definicji, epoka cywilizacji informacyjnej wniesie dalsze przyspieszenie - ale decydujące jest tu opóźnienie nie materialne, lecz kulturowe. Po to, by nowe pojęcie stało się powszechnie zrozumiałe i stosowane, trzeba najpierw wykształcić nauczycieli, którzy potem muszą wykształcić uczniów, nie może to trwać bardzo krótko (nawet obecnie - nowe rozumienie pojęcia chaosu pojawiło się już ponad 30 lat temu, a ilu ludzi dobrze je dzisiaj rozumie?) Stąd epoka cywilizacji informacyjnej będzie wprawdzie nieco krótsza - może od 120 do 180 lat - ale też dość długa, zajmie zapewne cały wiek XXI. Zdajmy więc sobie sprawę z przełomowego znaczenia czasów, w których żyjemy: to nie przełom tysiącleci jest ważny, tylko przełom epok cywilizacyjnych.
Głębia przemian sposobu życia i pracy, wywołanych tym przełomem, będzie równie wielka - jeśli nie większa - jak tych, które zapoczątkowała epoka cywilizacji przemysłowej.
To, co dziś oferuje nam sieć telekomunikacyjna, to dopiero prymitywny początek; wyobraźmy sobie, jak zmienią się sposoby komunikacji międzyludzkiej z chwilą upowszechnienia wideofonu, czyli pełnej integracji multimedialnej transmisji głosu i obrazu. A jak wpłynie na tę komunikację automatyczne rozpoznawanie głosu i obrazu przez komputer; jak zmienią się techniki zarządzania i przedsiębiorczości? Stosowany dziś rozmiar automatyzacji i robotyzacji produkcji - to też tylko początek, ograniczony przez uzasadnione obawy wielu społeczeństw związane ze wzrostem bezrobocia, a jak te wszystkie możliwości wpłyną na edukację, naukę i kulturę, jak na obronność kraju? Można podać wiele innych takich przykładów. Wszystkie one świadczą o głębi wyzwań cywilizacyjnych, wynikających z przełomu epok.

2.2 Wyzwania epoki cywilizacji informacyjnej

Musimy przy tym zrozumieć i odpowiedzieć na główne wyzwania czasów przełomu cywilizacji przemysłowej i informacyjnej, których jest wiele. Do najważniejszych z nich można zaliczyć:
· Rozwój i upowszechnienie zastosowań technologii informacyjnych, sieci komputerowych itp.
· Intensyfikację inwestycji w infrastrukturę sieciowo-informacyjną, warunkującą zwiększenie innowacyjności gospodarek narodowych;
· Wykorzystanie technologii informacyjnych dla sprostania globalnym wyzwaniom demograficznym i środowiskowym;
· Wyzwania globalizacji gospodarki i cywilizacji - jej zalet i wad, wraz z koniecznością większej odpowiedzialności za różnorodność kulturową świata;
· Upowszechnienie szkolnictwa wyższego wraz z jego przystosowaniem do wymagań epoki cywilizacji informacyjnej;
· Przewidywane, nowe konflikty społeczne epoki cywilizacji informacyjnej.
Wyzwań tych nie będziemy omawiać tu szczegółowo; ograniczymy się do wybranych aspektów takich wyzwań, które są istotne dla głównego przedmiotu tego artykułu.

Globalne wyzwania demograficzne i środowiskowe

Wyzwania te można charakteryzować bardzo obszernie; są one dobrze przedstawione w publikacjach Komitetu Prognoz "Polska w XXI wieku" PAN. W skrócie, główny problem polega na tym, że kraje słabiej rozwinięte mają wyższe stopy wzrostu demograficznego, co utrwala w nich ubóstwo - i w chwili obecnej zagraża równowadze ekologicznej świata. O ile bowiem kraje bogate mogą skutecznie zadbać o swoje środowisko, o tyle kraje biedne na to nie stać; a jeśli dominują one w liczbie ludności, to grożą nam nieodwracalne zmiany środowiska w skali całej Ziemi. Problem ten wywołuje też oczywiste zagrożenia polityczne w skali globalnej: podział na niewielką liczebnie, bogatą "Północ" i liczebne a ubogie "Południe" nie jest układem politycznie stabilnym.
Problemu tego nie rozwiąże się poprzez filantropię krajów bogatych. Niezbędne jest raczej powszechniejsze i pełniejsze zrozumienie wszelkich zagrożeń, związanych z tym problemem, oraz wykorzystanie najbardziej różnorodnych technologii, oferowanych przez cywilizację informacyjną, do przeciwdziałania tym zagrożeniom. Jest to realne, próby w tym kierunku są już prowadzone w wielu krajach; wiąże to się m.in. z pojęciem rozwoju zrównoważonego (inaczej podtrzymywalnego, sustainable development), raportem H.G. Brundtland. Potrzebne jest jednak upowszechnienie - zwłaszcza wśród młodzieży - takich informacji i ich zrozumienia.

Odpowiedzialność za różnorodność kulturową świata

Globalizacja ma różnorodne aspekty. Na przykład, Globalna Infrastuktura Informacyjna jest bardzo ważną inicjatywą rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i wiceprezydenta A.Gore'a, pozwalającą na dostęp do różnych źródeł informacji na całym świecie, poprzez globalizującą się sieć komputerową. Inny aspekt, to globalizująca się sieć telewizyjna; pozwala ona na szybkie zapoznanie się z bieżącymi wiadomościami politycznymi i kulturalnymi, ale szerzy też jednolitość kulturową świata. Globalizacja stwarza więc ogromne możliwości, ale też wiele niebezpieczeństw. Za jedno z poważniejszych niebezpieczeństw trzeba uznać uniformizację kulturową świata. Język angielski stał się dziś językiem globalnym, i jest to rozwój w kierunku pozytywnym, nie należy - i nie ma sensu - temu przeciwdziałać. Ale nie może to oznaczać, że kulturę świata zdominuje jednolita formuła kultury mass-mediów - do czego nieświadomie przyczynia się wiele sieci telewizyjnych.
Istota tego niebezpieczeństwa polega na tym, że nie potrafimy do końca przewidywać przebiegu zdarzeń na świecie. Żeby się zabezpieczyć przed nieprzewidzianymi katastrofami, system musi mieć wbudowany zapas różnorodności. Nie wiadomo, która z kultur narodowych na świecie da impuls do pokonania kolejnego kryzysu. Nie chodzi tu o popieranie nacjonalizmu - ale uważamy, że każdy naród, w epoce globalizacji, ma obowiązek dbać o różnorodność kulturową świata poprzez podtrzymywanie specyfiki swojej kultury narodowej. Ma to być może jeszcze większe znaczenie, niż obowiązek ochrony różnorodności genetycznej gatunków zwierząt i roślin na świecie. W Polsce, powinno to polegać na intensywnych pracach nad wykorzystaniem globalnej infrastruktury informacyjnej do posadowienia w niej i udostępnienia światu - np. Polonii rozproszonej po świecie - zasobów cywilizacyjnych polskiej strefy językowej (polskich muzeów, bibliotek, filmów itp.).

Rola edukacji w epoce cywilizacji informacyjnej

Na temat tej roli można znów pisać bardzo dużo; zainteresowanych czytelników zachęcamy do sięgnięcia po Białą Księgę - Nauka i Technologia.
Cywilizacja informacyjna charakteryzuje się praktycznym upowszechnieniem szkolnictwa wyższego; wskaźniki skolaryzacji na poziomie uniwersyteckim przekraczają już 50% w najbardziej rozwiniętych krajach świata, w Polsce nie przekroczyły jeszcze 20%, choć rosną obecnie bardzo szybko. Oczywiście, powinna być to edukacja na miarę epoki cywilizacji informacyjnej. Powinna zatem dostarczać m.in. umiejętności twórczego posługiwania się narzędziami tej epoki - np. siecią komputerową, serwisami informacyjnymi i zautomatyzowanymi w tej sieci, w zakresie zarządzania - wspomaganiem decyzji w oparciu o zasoby informacyjne sieci, itp.
Głównym celem edukacji jest kształtowanie osobowości mogącej zrozumieć i przekształcać świat, a nie tylko wyuczenie umiejętności narzędziowych. By rozumieć świat epoki cywilizacji informacyjnej, student powinien mieć szerszy kontakt z problematyką globalną, chociażby w sensie ekonomiki stosunków międzynarodowych, ale nie wyłącznie. Co więcej, student powinien rozumieć dobrze podstawowe pojęcia, składające się na tzw. platformę kulturową danej epoki i umożliwiające zrozumienie rozwijajacego się świata. Do pojęć takich można m.in. zaliczyć:
· Pojęcia informacji, jej ilości, typu, jakości, wiarygodności;
· Pojęcia sieci teleinformacyjnej i cywilizacyjnej anihilacji przestrzeni; · Pojęcia sprzężenia zwrotnego, chaosu i samoorganizacji;
· Pojęcia przewidywalności a zrozumienia;
· Pojęcia intuicji a racjonalności; ich interpretacje ewolucyjne;
· Pojęcia (komputerowego) wspomagania decyzji i negocjacji. Współczesne rozumienie pojęcia chaosu dotyczy niezwykle skomplikowanych i praktycznie nieprzewidywalnych zachowań silnie nieliniowych układów dynamicznych ze sprzężeniem zwrotnym: chaos i nieprzewidywalność mogą więc pojawić się w systemie w pełni deterministycznym. Z drugiej strony, z nowego rozumienia pojęcia chaosu wynika też możliwość samoorganizacji systemów, a także fakt, że pozornie małe zmiany w punktach krytycznych rozwoju systemów złożonych mają zasadniczy wpływ na dalszy bieg zdarzeń. Powszechniejsze rozumienie nowych pojęć chaosu może wpłynąć nawet na sposoby opisu podstawowych zjawisk fizycznych - na poziomie kwantowej teorii cząstek elementarnych, która jak dotąd zakładała modelowanie nieprzewidywalności wyłącznie poprzez zdarzenia statystyczne, indeterministyczne.
Jedną z przyczyn tak dużych czasów opóźnienia kulturowego, dyskutowanych wcześniej, jest trudność propagacji i asymilacji takich właśnie nowych pojęć. Na temat szczegółowego znaczenia tych i innych pojęć podstawowych, których przyswojenie warunkuje zrozumienie problemów cywilizacji informacyjnej, można by - i zapewne warto - napisać nie jeden, a cały cykl artykułów; tu ograniczamy się tylko do zasygnalizowania ich znaczenia.

Główny konflikt nowej epoki: dostęp do wiedzy, informacji i pracy

Z teorii i historii długich cykli cywilizacyjnych wynika, że każdy taki cykl miał typowy dla siebie, główny spór społeczny. W epoce renesansu i reformacji spór ten znalazł wyraz w konflikcie katolicyzm-protestantyzm, a dotyczył - jak wiadomo - praw do czytelnictwa i interpretacji Biblii, wraz ze wszystkimi wynikającymi stąd skutkami. W epoce cywilizacji przemysłowej spór ten wyraził się w konflikcie kapitalizm-komunizm, a dotyczył praw do środków produkcji. Nadejście ery informacyjnej przyspieszyło upadek komunizmu, z wielu przyczyn - patrz np. Toffler, który dowodzi, że cywilizacja informacyjna może rozwijać się tylko w warunkach gospodarki rynkowej i demokracji (stąd tylko przypadkiem historycznym jest fakt że Polska zapoczątkowała ten upadek). W każdym bądź razie,spór kapitalizm-komunizm charakteryzował ubiegłą już epokę - z czego można wyciągnąć wiele wniosków. Tu przytoczymy tylko najważniejszy: w Polsce nie powinniśmy się koncentrować na odbudowie klasycznego kapitalizmu, ale na budowie nowego społeczeństwa ery informacyjnej, opartego na zasadach demokracji i wykorzystującego mechanizmy rynkowe.
W epoce cywilizacji informacyjnej można oczekiwać nowego sporu społecznego. Dotyczyć on będzie prawdopodobnie, z jednej strony, wspomnianych już praw i możliwości dostępu do informacji i jej wykorzystania w celach produkcyjnych oraz swobody dostępu do informacji w celach badawczych i edukacyjnych. Z drugiej strony, może on też dotyczyć nowego rozwarstwienia społecznego - którego nasilające się oznaki w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej opisuje w swych ostatnich książkach J. K. Galbraith. Możliwości automatyzacji i robotyzacji produkcji, komputeryzacji zarządzania znacznie zmniejszają zapotrzebowanie na siłę roboczą. Rozwiązaniem byłby skrócony czas pracy, ale wzmożona konkurencja na rynku pracy przeciwdziała temu rozwiązaniu, utrwala strukturalne bezrobocie - bo zmiany strukturalne gospodarki następują już tak szybko, że nigdy się nie kończą. Jedynym ubezpieczeniem przed bezrobociem staje się dobre wykształcenie. Wobec wysokich kosztów dobrego wykształcenia, brak dostępu do niego może stać się dziedziczny (przykłady takie podaje właśnie J. K. Galbraith) i być głównym mechanizmem nowego rozwarstwienia społecznego epoki cywilizacji informacyjnej.
Jednak zmiany strukturalne wywołane postępem cywilizacji informacyjnej wymagają elastyczności i innowacyjności, a więc także silnego wpływu konkurencji rynkowej. Zbyt silne działanie opiekuńcze państwa bywa więc często krytykowane, jako niesprzyjające innowacyjności. Należy więc spodziewać się dalszego nasilenia obserwowanego już konfliktu pomiędzy opiekuńczą odmianą państwa kapitalistycznego - stosowaną dość powszechnie w Europie, zwłaszcza w Skandynawii, Niemczech, Austrii - a koniecznością zmian strukturalnych i innowacyjności. Nacisk zmniejszającej się liczby miejsc pracy, wynikający z automatyzacji i robotyzacji, będzie zapewne tak silny, że rozwiązaniem okaże się jakaś forma społeczeństwa opiekuńczego - choć być może odmienna od obecnej. Być może, trzeba tu mówić nie o opiekuńczej, ale raczej aktywnej czy proaktywnej roli państawa. Prawdopodobnie, to właśnie problem podziału zmniejszającej się liczby miejsc pracy i przeciwdziałania nadmiernemu rozwarstwieniu społecznemu - na tle nie tyle kwestii praw, co faktycznych możliwości dostępu do edukacji i informacji - stanie się podstawowym problemem społecznym epoki cywilizacji informacyjnej i głównym przedmiotem proaktywnych działań państwa.

3. Informacja jako zasób produkcyjny

Wróćmy tu do zasadniczego tematu tego artykułu - roli informacji jako zasobu produkcyjnego. Zawsze w historii, informacja była swoistym zasobem produkcyjnym - wiedza o nowych wynalazkach umożliwiała lepszą organizację lub jakość produkcji. Dziś jednak mamy do czynienia z różnicą jakościową, dotyczącą charakteru tego zasobu. Różnica ta wynika z następujących czynników.
Po pierwsze, nastąpił wybuchowy rozwój ilości dostępnej informacji - współczesna nauka zgromadziła tak wiele faktów istotnych dla naszej wiedzy o świecie a współczesna technika (np. zdjęcia satelitarne) umożliwiła zgromadzenie tak dużych ilości informacji, że przeciętny człowiek, posługujący się tradycyjnymi metodami, czuje się bezradny wobec tego zalewu informacji.
Po drugie, nastąpiła globalizacja dostępu do informacji - nie trzeba dzisiaj, jak za czasów Marco Polo, wysyłać wyprawy na wielbłądach na kilka lat, aby dowiedzieć się, co się dzieje w innych krajach. Stąd też dostosowanie produktów czy usług do potrzeb innych krajów jest tylko kwestią umiejętności wyszukania i wykorzystania informacji.
Po trzecie, opracowane zostały zupełnie nowe metody wyszukiwania informacji. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że głównym powodem popularności Internetu, a zwłaszcza usługi WWW (World Wide Web), jest ułatwienie wyszukiwania informacji posadowionej w sieci komputerowej w dowolnym punkcie globu ziemskiego. Kto umie z takich możliwości skorzystać - i wybrać informacje rzeczywiście istotne, nie tracąc czasu na zapoznawanie się z informacjami ciekawymi, ale akurat nie najbardziej istotnymi - ten zapewnia sobie zasadniczą przewagę konkurencyjną.
Po czwarte, nowe sposoby przesyłania, wyszukiwania i przetwarzania informacji spowodowały możliwość rewolucyjnych przemian organizacji pracy i zarządzania. Przykładem tego są tzw. elastyczne systemy produkcyjne, w których można wytwarzać produkty zindywidualizowane, przystosowane do potrzeb poszczególnych klientów, na żądany termin, a jednocześnie ograniczając do minimum niezbędne zapasy materiałów produkcyjnych - wszystko to wyłącznie poprzez zastosowanie odpowiednich metod komunikacji i przetwarzania informacji. Ale to tylko przykład - komunikacja multimedialna stworzy jeszcze inne możliwości zmian organizacji pracy i jej zarządzania. Wskazują na to np. prace nad tzw. groupware, czyli oprogramowaniem dla sieciowej pracy zespołowej.
Wszystko to powoduje, że odpowiednie wykorzystanie technologii czy technik informacyjnych może dziś wielokrotnie zmniejszyć koszty produkcji czy usług lub zwiększyć ich rentowność. Stąd też koszty technik informacyjnych stają się dziś w krajach rozwiniętych znacznym elementem kosztów produkcji lub usług, często dorównującym lub przekraczającym koszty robocizny. Informacja staje się więc podstawowym zasobem produkcyjnym w pełnym znaczeniu tego słowa.

3.1. Perpektywy gospodarcze rozwoju opartego na informacji

Kilkanaście lat minęło zaledwie od początków epoki informacyjnej, a już przedsiębiorstwa technik informacyjnych dominują na rynkach krajów rozwiniętych. Klasycznym przykładem jest tu konkurencja Microsoft (firma znana większości użytkowników komputerów, dosadnie scharakteryzowana przez ekonomistę B. Arthura "Great marketing of mediocre technology") i Netscape (firma znana w Internecie, która pierwsza wprowadziła przeglądarki WWW o ogólnosieciowym zasięgu), firm uważanych dzisiaj za przodujące na rynku Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Jednakże specjaliści na świecie są dziś zgodni, że są to zaledwie początki a możliwości ekspansji gospodarczej w oparciu o technikę informacyjną są dziś ogromne. Wymienimy tu tylko kilka przykładów.
Wspominaliśmy już elastyczne systemy produkcyjne. W epoce cywilizacji informacyjnej należy spodziewać się dalszej intensywnej robotyzacji i automatyzacji produkcji przemysłowej, powodującej zmniejszenie kosztów tej produkcji oraz znaczne zmniejszenie zatrudnienia w przemyśle. Nie oznacza to, że przemysł straci swe znaczenie, podobnie jak nie straciło znaczenia po dziś dzień rolnictwo. Oznacza to jednak, że w krajach rozwiniętych za lat sto, zarówno w przemyśle jak i w rolnictwie będzie zatrudnionych po kilka procent ludności.
Natomiast najbardziej rozwiną się usługi różnorodnego rodzaju, zwłaszcza zaś - usługi komunikacyjno-rozrywkowe. W tej też dziedzinie, obejmującej tradycyjne dziś środki przekazu (telewizję, radio i prasę) mogą nastąpić i już następują ogromne zmiany. Zmiany te wynikają z nowych możliwości technicznych, do których należą:
- przekaz multimedialny, czyli integracja w jednym światłowodzie przekazu telewizyjnego, wideofonicznego, danych komputerowych itp.
- zbieżność technologiczna, czyli tendencja do zastąpienia różnorodnych urządzeń elektroniki domowej (telefonu, radia, telewizora, magnetowidu, komputera itp.) jedną lokalną, domową siecią komputerową ze standaryzowanymi elementami opartymi na jednorodnej technice i standardach cyfrowych.
W związku z tymi tendencjami należy też spodziewać się integracji dotychczasowych rodzajów usług komunikacyjno-rozrywkowych, ale też zupełnie nowych modeli takich usług. Wystarczy wyobrazić sobie ogólnoświatową sieć cyfrowej telewizji interaktywnej, w której klient może sam wybierać sobie dowolną informację czy rozrywkę - włącznie z możliwością wyświetlenia na ekranie i w razie potrzeby wydruku dowolnie wybranych stron gazet, nie publikowanych już w formie tradycyjnej ale wyłącznie w formie elektronicznej.
Silnie rozwijającą się formą usług będzie szkolnictwo, które ulegnie poważnym zmianom i dywersyfikacji, uwarunkowanym nie tylko przez możliwości techniczne (np. możliwość zdalnego nauczania z wykorzystaniem wideofonów), lecz także poprzez wymagania gospodarcze - gdyż informacja jako nowy zasób produkcyjny ma specyficzne wymagania edukacyjne - a także wymagania społeczne, które jeszcze omówimy nieco bardziej szczegółowo.
Należy też spodziewać się dalszych a zasadniczych zmian w rozwoju usług finansowych, a zwłaszcza bankowości. Przewidywany jest dziś szybki rozwój sieciowych (zdalnych) usług bankowych i obsługi zakupów; niezbędna technologia, polegająca przede wszystkim na odpowiedniej ochronie kryptograficznej danych, jest już w zasadzie rozwinięta i wymaga tylko dopracowania standardów i szczegółów.
Przy wszystkich tych perspektywach rozwoju gospodarczego należy jednak stwierdzić, że informacja jest to zasób w znacznym jeszcze stopniu niedojrzały, wiele jego cech będzie wymagało dalszego sprecyzowania czy standaryzacji.

3.2. Podstawowe cechy informacji jako zasobu

Od połowy XX wieku potrafimy dość dobrze określać ilość informacji, mniej natomiast rozwinięte są atrybuty jakości informacji. Do atrybutów takich można zaliczyć:
- przydatność informacji, czyli jej dostosowanie do potrzeb jej użytkowania;
- aktualność informacji, czyli jej dostosowanie do czasu jej użytkowania;
- odpowiedzialność informacji, czyli gwarancje jej poprawności;
i- typ własności informacji, czyli określenie praw dostępu do niej;
- typ ochrony informacji, czyli sposoby utrudniające dostęp oraz modyfikację informacji przez osoby niepowołane.
Wraz z dalszym rozwojem epoki cywilizacji informacyjnej należy spodziewać się, że atrybuty jakościowe informacji będą dalej rozwijane i standaryzowane.

3.3. Konflikt o prawa dostępu do informacji

W związku z pojęciem praw dostępu i ochrony informacji warto podkreślić, że widoczne już są zarysy konfliktu o te prawa dostępu. Wyróżnić można bowiem następujące perspektywy:
- przedsiębiorca uważa informację za zasób produkcyjny, a więc za dobro o określonej cenie, którego prawa własności powinny być ściśle określone;
- nauczyciel uważa informację za środek edukacji, a więc będzie obstawał przy możliwie swobodnym dostępie do informacji;
- przedstawiciel administracji rządowej uważa informację za narzędzie władzy, a więc będzie obstawał przy kontroli i wpływie na przepływ informacji;
- tzw. "surfer" Internetu uważa informację za czynnik o tak nadrzędnym znaczeniu, że nikt się nie powinien wtrącać do jego umiejętności wyszukiwania i posługiwania się informacją.
Konflikt ten ma jednak też poważne, nie tylko żartobliwe znaczenie - związany jest on bowiem z podstawowym konfliktem społecznym epoki cywilizacji informacyjnej, czyli kwestią dostępu do edukacji i pracy.

4. Nowa stratyfikacja i sposoby przeciwdziałania jej

Zauważmy, że jeśli informacja będzie traktowana w coraz większym stopniu jako własność, to dostęp do dobrej edukacji stanie się bardziej kosztowny. Powszechność dostępu do edukacji stanie się tylko iluzją - osoby ubogie nie będzie stać, aby wykształcić swoje dzieci na odpowiednim poziomie. Według J.K. Galbraitha, taki jest właśnie mechanizm nowej stratyfikacji społecznej, obserwowanej już wyraźnie w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej - mit pucybuta, który może stać się milionerem, przestał już funkcjonować, ubóstwo staje się dziedziczne.
Podobnego zdania, choć wychodząc z przeciwstawnych pozycji ideologicznych, jest ekonomista angielski I. Angell. Według jego opinii, nowa stratyfikacja społeczna jest faktem dokonanym i pozytywnym - wykształcony w technice komputerowej nadczłowiek będzie panem świata, a ciemnym masom należy się miejsce podrzędne. Niezależnie od przesłanek ideologicznych, stanowisko takie budzi jednak zasadniczy sprzeciw pragmatyczny - silna stratyfikacja społeczna wywoła bowiem, jak to wynika z historii i z teorii cykli cywilizacyjnych, konflikty społeczne, nowe rewolucje i wojny. Stabilny rozwój może być zagwarantowany tylko wtedy, gdy nieuchronnie występujące nierówności, niezbędne jako metoda motywacji do pracy, jak to wynika z niedawnej historii, nie staną się nadmierne, i - co najważniejsze - nie będą dziedziczne. Zdolni ludzie muszą mieć szanse wybicia się niezależnie od oddziedziczonych zasobów - jeśli bowiem takich szans nie będą mieli, to oni staną się przywódcami nowych rewolucji.
Dlatego też nowej stratyfikacji należy przeciwdziałać. W Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, jako narzędzia takiego przeciwdziałania przewiduje się upowszechnienie dostępu do Globalnej Infrastruktury Informacyjnej oraz reformę systemu edukacyjnego. Nie ulega przy tym wątpliwości, że opracowanie nowego systemu edukacyjnego na potrzeby epoki cywilizacji informacyjnej będzie tu odgrywać rolę zasadniczą. Nie jest to jednak zadanie łatwe. Nowy system edukacyjny powinien bowiem m. in.:
- być dostępny dla wszystkich i pomagać wszystkim w uzyskaniu zatrudnienia w epoce cywilizacji informacyjnej;
- być zdywersyfikowany co do poziomu i jakości, ale zapewniać najzdolniejszym dostęp do edukacji najwyższej jakości, niezależnie od posiadanych przez nich zasobów finansowych;
- być kosztowny (bo inaczej nie przygotuje dobrze do pracy w społeczeństwie informacyjnym), ale opłacany częściowo z budżetu państwa, a częściowo ze środków indywidualnych;
- zapewniać synergię nowej techniki z tradycją, to jest łączyć zalety wykorzystania multimedialnych sieci komunikacyjnych z wpływem bezpośredniego kontaktu z dobrym nauczycielem.
Opracowanie takiego systemu zajmie prawdopodobnie dziesięciolecia - w ciągu których nowa stratyfikacja i związane z nią napięcia będą narastać. Jak wspomnieliśmy na wstępie, przy wyjaśnieniu mechanizmu długich cykli cywilizacyjnych: decydujące są tu nie ograniczenia materialne, ale przyzwyczajenia ludzkie, czas niezbędny na to, aby większość społeczeństwa przyswoiła sobie nowe pojęcie lub uświadomiła konieczność zmiany.

5. Wnioski

W podsumowaniu należy powrócić do wspomnianego wcześniej sposobu postrzegania świata. Nie może to być sposób mechanistyczny, znamienny dla epoki cywilizacji przemysłowej. Charakteryzuje się on wiarą w nadrzędne mechanizmy - czy to prawa historii w marksizmie, czy prawa rynku w neoliberaliźmie. I taki właśnie, mechanistyczny sposób pojmowania świata jest największym niebezpieczeństwem, utrudniającym przygotowanie Polski do wyzwań epoki cywilizacji informacyjnej. Argumentuje się bowiem, z jednej strony, że nie ma skrótów rozwojowych, że Polska musi najpierw powtórzyć wszystkie etapy rozwoju, które przeszły kraje rozwinięte. Z drugiej strony twierdzi się, że o wszystkim zadecyduje rozwój rynku. Natomiast minister finansów - niezależnie od tego, z jakiej partii pochodzi - uważa (jako profesor finansowości, dziedziny o dużym bieżącym popycie rynkowym), że nauka powinna sama na siebie zarobić konsultacjami, wobec tego wystarczą nam w budżecie państwa wydatki na naukę o względnym poziomie charakterystycznym dla krajów trzeciego świata. Takie właśnie mechanistyczne widzenie świata wywołuje samosprawdzającą się przepowiednię - nic w Polsce nie zdziałamy w zakresie cywilizacji informacyjnej, bo decydują za nas inne kraje (a skoro postanowimy, że nic nie zdziałamy, to istotnie tak się stanie).
Jeśli jednak spojrzeć na te problemy z innej perspektywy postrzegania świata, systemowej czy postmodernistycznej lub chaotycznej, znamiennej dla epoki cywilizacji informacyjnej, to można mieć poglądy zupełnie odmienne. Małe zmiany w punkcie zwrotnym mogą mieć ogromne znaczenie, a znajdujemy się bez wątpienia w okresie przełomu epok. Patrząc z takiej perspektywy, dochodzimy do następujących wniosków:
- krytyczne znaczenie, dla przyszłego miejsca Polski w Europie i na świecie, ma odpowiednia, głęboka i przemyślana reforma systemu edukacji, skierowana na potrzeby cywilizacji informacyjnej. Reforma ta będzie wymagać od społeczeństwa zainwestowania znacznie większych środków, niż dotychczas, w edukację na wszystkich poziomach;
- nie może być dostatecznie dobrej edukacji na poziomie uniwersyteckim bez odpowiednich inwestycji w badania naukowe, a więc społeczeństwo polskie musi też znacznie zwiększyć (podwoić, aby dojść do przyzwoitego poziomu europejskiego) inwestycje w badania naukowe;
- priorytety tematyczne w Polsce dotyczące zagadnień edukacji i badań naukowych powinny odpowiadać priorytetom Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, a zwłaszcza - priorytetom Unii Europejskiej. Stąd też podstawowy priorytet powinien dotyczyć zagadnień szeroko pojętych technik informacyjnych (telekomunikacji, informatyki, automatyki, elektroniki i dziedzin pokrewnych), a zwłaszcza sieci komputerowych wraz z ich różnorodnymi zastosowaniami - w zarządzaniu, finansowości, ochronie środowiska, ochronie zdrowia, rolnictwie itp.;
- zrozumienie przesłanek epoki cywilizacji informacyjnej, jej szans i związanych z nią zagrożeń jest podstawowym warunkiem przygotowania Polski do wyzwań przyszłości.

Kornel B. WYDRO

PERSPEKTYWY ROZWOJU UNII EUROPEJSKIEJ WOBEC WYZWAŃ SPOŁECZEŃSTWA INFORMACYJNEGO

1. Cywilizacja informacyjna

Żyjemy w świecie informacji - ogromnej zgromadzonej wiedzy o faktach, informatyki - efektywnych metod i narzędzi przetwarzania tej informacji oraz nowoczesnej telekomunikacji - coraz sprawniejszych systemów przesyłania informacji. Dzięki rozwojowi mikroelektroniki i metod związanych z jej aplikacjami, uzyskaliśmy możliwość przekształcenia dźwięku i ruchomego kolorowego obrazu na sygnał elektryczny i odwrotnie, co pozwala na ich transmisję i przechowywanie czyli przenoszenie w przestrzeni i czasie, a następnie odtwarzanie i prezentowanie (lub imitowanie!) w zadawalającym zakresie i z zadawalającą dokładnością. W zasadzie jest możliwe odwzorowanie z niemal dowolną dokładnością na postać sygnałów elektrycznych całego naszego środowiska dźwiękowego i obrazowego. Mówimy o współczesnym sposobie komunikacji jako o technice multimediów. Automatyczne systemy obserwacyjne i pomiarowe, wspomagające rejestracyjną i dokumentacyjną "ręczną" działalność ludzi, dostarczają olbrzymich potoków danych, rejestrując fakty i procesy, powiększając zgromadzoną wiedzę. Wysoko sprawne komputery i zaawansowane metody przetwarzania informacji pozwalają uporać się ze zgromadzonymi danymi tak, by wydobyć z nich wiedzę niezbędną do skutecznego działania.
Istotna rola w realizacji tych możliwości przypada technice cyfrowej i z nią związanym metodom. Pozwalają one bowiem przekształcić dowolny sygnał na postać ciągu dobrze rozróżnialnych elementów dwuwartościowych, a także, dzięki odpowiednim sposobom kodowania sprowadzić go do maksymalnie skondensowanej postaci, zapewniającej oszczędną transmisję a wystarczającej do odtworzenia (prezentacji) jego formy pierwotnej. Często nadaje się tej postaci formę, która w pożądanym stopniu zabezpiecza przed przekłamaniami. Warto tu wspomnieć, że w przypadku sygnałów cyfrowych możliwe jest też stosowanie niezwykle skutecznych metod szyfrowania.
Dysponujemy ogromnymi możliwościami przetwarzania informacji. Szybkości pracy współczesnych komputerów określane są na wiele milionów operacji na sekundę a rozwój narzędzi aplikacyjnych zwanych przez fachowców software'm wykazuje flustrującą użytkowników dynamikę.
Można wskazać, że następuje przełomowe przesunięcie rozwiązań z obszaru specjalizowanych realizacji układowych (fizycznych) do obszaru realizacji opartych na uniwersalnych układach mikroprocesorowych realizujących sterowane programowo różnorodne funkcje. W języku specjalistów można to określić jako przeniesienie rozwiązań technicznych z obszaru hardware'u do obszaru software'u.
Tak więc eksplozyjny rozwój elektroniki (półprzewodniki i światłowody) oraz telekomunikacji, informatyki i automatyki (metody i techniki cyfrowe), głęboka eksploatacja zjawiska sprzężenia zwrotnego, opracowanie metod optymalizacji, rozwój metod transmisyjnych - stworzyły krytyczną masę praktycznych rozwiązań technicznych owocującą rozległymi skutkami cywilizacyjnymi.
Stąd, ze względu na dominację informacji, informatyki i telekomunikacji możemy mówić o powstającej cywilizacji informacyjnej. Bowiem rozwój tych dziedzin niesie za sobą wielorakie - i nie do przecenienia - implikacje ekonomiczne, kulturowe i techniczne i wobec problemów, które rodzi świat, kraje, grupy krajów, regiony i kontynenty nie pozostają w pozycji biernego oczekiwania na rozwój wydarzeń. Wszechstronne oddziaływanie, rola i znaczenie tych dziedzin są olbrzymie i oczywiste. To właśnie ta wielostronność oddziaływania decyduje o zasadności mówienia o społeczeństwie informacyjnym, a nawet o cywilizacji informacyjnej.
Rozpoczął się wyścig o opanowanie tych kluczowych dziedzin, o udział w ich tworzeniu i eksploatacji, o znaczenie i miejsce w przyszłym świecie - o być albo nie być poszczegółnych społeczności czy społeczeństw.
W niniejszym opracowaniu podejmiemy próbę przynajmniej ogółnego zarysowania sytuacji, ze szczególnym uwzględnieniem problemów i perspektyw Unii Europejskiej.
Omówimy pokrótce aspekty techniczne świata informacyjnego, implikacje ekonomiczne i kulturowe nowych technik informacyjnych, procesy migracji do nowego świata i działania podejmowane w celu sterowania procesami rozwoju.

2. Techniczne narzędzia społeczeństwa informacyjnego

Społeczeństwo informacyjne posługiwać się będzie swoistym zasobem narzędzi: urządzeń i metod przetwarzania i przesyłania informacji. Do podstawowych należą te, do których będą mieli dojście użytkownicy: powszechni i profesjonalni. Są nimi terminale, czyli urządzenia końcowe, umożliwiające dostęp do sieci i usług.
Użytkowników zwano abonentami, dopóki typowym terminalem informacyjnym był klasyczny aparat telefoniczny. Wystarczyło 10 lat, by ten klasyczny aparat z tarczą wybierczą został zastąpiony wielofunkcyjnym aparatem klawiszowym ze współczesną techniką wybierania tonowego. Technika ta pozwala m.in. na wielokrotne używanie sygnałów generowanych przez klawiaturę wybierczą aparatu, również po zestawieniu połączenia, co nie jest możliwe przy wybieraniu impulsowym. Po uzyskaniu połączenia użytkownik sam może wykonać różne operacje zdalne, np. obsługę tzw. automatycznej sekretarki lub poczty głosowej i skorzystać z wielu innych usług tzw. dodanych, jak przenoszenie numeru, blokady połączeń, itp. Aparat telefoniczny stał się więc urządzeniem pozwalającym na wykonywanie wielu funkcji kilka lat temu jeszcze nie realizowalnych. Coraz częściej pojawia się wbudowany do aparatu telefonicznego wyświetlacz ciekłokrystaliczny. Niedługo już trzeba się spodziewać aparatów z monitorem obrazowym, gdyż jego dalszy rozwój to możliwość realizacji wideotelefonii i innych usług szerokopasmowych w oparciu m.in. o technikę ISDN.
Szczególną klasę urządzeń stanowią komputery. Wyróżnić tu trzeba tzw. komputery osobiste (PC) jak i komputery - czy systemy komputerowe - profesjonalne, a także budowane ostatnio komputery sieciowe.
Innym typem terminali są urządzenia realizujące automatyczne usługi pieniężne i handlowe. Należy do nich coraz częściej i u nas spotykany bankomat czy też urządzenia do automatycznej sprzedaży biletów.
Wyraźnie i nieuchronnie nadchodzi czas integracji telefonu i komputera, jako wspólnego urządzenia dostępu do nowoczesnej sieci telekomunikacyjnej, bezpośredniego korzystania z jej różnorodnych usług i zasobów, a także za jej pośrednictwem ze zdalnie realizowanych usług automatycznych. Następnym urządzeniem, które ulegnie takiej integracji, będzie telewizor, w szczególności wobec perspektywy telewizji interaktywnej. Stosunkowo najdroższym elementem, niezbędnym dla usług wideofonii, jest kamera przetwarzająca obraz na sygnał cyfrowy; ale i ona ulegnie integracji z resztą aparatury.
Integracja terminali to już wyraźnie widoczny trend rozwojowy - nie ma bowiem problemu dostępnych rozwiązań technicznych, jest tylko problem kosztów, standardów i przyzwyczajeń ludzkich. Problem kosztów zostanie niewątpliwie rozwiązany przez postęp techniczny. Przyzwyczajenia ludzkie zmienią się, gdy rozwiązania zintegrowane okażą się znacznie wygodniejsze w użyciu i efektywniejsze niż rozwiązania klasyczne. Istotny i ograniczający prędkość integracji jest problem opracowania i przyjęcia standardów.
Świadczenie usług multimedialnych, jak zresztą i klasycznych usług telekomunikacyjnych, oprócz wyposażenia w stosowne terminale - urządzenia końcowe, wymaga dysponowania odpowiednio rozwiniętą infrastrukturą sieciową - czyli sieci telekomunikacyjne. Wyróżnić w niej można sieć właściwą, przenoszącą i przełączającą połączone ze względów transmisyjnych strumienie ruchu i sieci dostępowe dołączające poszczególne terminale, a za ich pośrednictwem użytkowników, do sieci właściwej. Sieć właściwa musi charakteryzować się ogromnymi przepustowościami i zdolnościami komutacyjnymi. Obecnie mówi się także o sieci "inteligentnej", tzn. takiej, która wyposażona jest w odpowiednie zasoby informacyjne dla celów ułatwienia i usprawnienia jej eksploatacji wraz z nadaniem jej nowych, dotychczas nie realizowalnych cech użytkowych - np. sygnalizowanie numeru abonenta wywołującego, automatyczne książki telefoniczne itp.
Rosnąca z dnia na dzień ilość przesyłanych informacji, zwiększana o informacje operacyjne systemu telekomunikacyjnego, powoduje stałe poszukiwanie efektywnych metod transmisyjnych. Rozwiązania tu idą w kierunku zwiększania szybkości przesyłu, już obecnie sięgających setek gigabitów na sekundę, jak i efektywnych organizacji transmisji. Nadzieje w tym względzie są pokładane w technice transmisyjnej zwanej ATM (Asynchronous Transfer Mode), gdzie w istocie kanały przesyłania poszczególnych sygnałów pierwotnych (obrazy, mowa) są automatycznie dopasowywane do ich objętości, przez co są wykorzystywane w sposób maksymalnie oszczędny. Szczególnie jest to ważne dla transmisji multimedialnych, gdzie losowość wielkości strumieni sygnałów opisujących przesyłane wiadomości jest niezwykle duża (okresy braku sygnału, skoki jego natężenia, itp.). Podobnie, w pasmach przesyłu radiowego poszukuje się takich metod "upakowania" nadawanych sygnałów, by stopień wykorzystania dostępnych zakresów fal radiowych był jak największy.
Również w obszarze telefonicznych sieci klasycznych poszukuje się w tej chwili rozwiązań ekonomicznie akceptowalnych, umożliwiających szerokopasmowy dostęp do sieci, niezbędny dla komunikacji multimedialnej. Są to zarówno rozwiązania przewodowe - kable koncentryczne i światłowody, i techniki szerokopasmowego wykorzystania istniejących abonenckich kabli klasycznych jak i systemy dostępu radiowego, eliminujące konieczność budowy instalacji kablowych.
W zakresie sieci rozwija się technika cyfrowych sieci zintegrowanych usług, określana jako ISDN (Integrated Services Digital Network). Oznacza to m.in. doprowadzanie do użytkownika odpowiednio szerokich kanałów transmisyjnych, umożliwiających mu sprawniejszy dostęp do sieci, niż za pośrednictwem modemów.
Zatem technika jest do dyspozycji - potrzebne są tylko środki, organizacja działań i użytkowania oraz przystosowania legislacyjne.

3. Implikacje ekonomiczne

Skutki ekonomiczne rozwoju technik przetwarzania i przesyłania informacji prowadzące do przełomu cywilizacyjnego należy rozpatrywać nie w kategoriach ich wpływu na przedsięwzięcia jednostkowe, lecz w pierwszym rzędzie, w skali efektów globalnych. Ograniczoność zasobów materiałowych, kapitałowych i pracy wyznaczyłaby być może już teraz granice wzrostu ekonomicznego gdyby nie postęp umożliwiający lepsze wykorzystanie tych zasobów. Dość powiedzieć, że jeśli przez dwa ostatnie wieki wzrost ekonomiczny w świecie wynosił średnio ok. 1,6 % rocznie (podwojenie w ciągu 44 lat - a więc w ciągu aktywnego życia jednostki) to przez trzynaście poprzednich wieków osiągnął ok. 0,1 - 0,2% rocznie podwajając się w ciągu 500 lat. Skok ten należy przypisać właśnie rozwojowi techniki, bowiem skojarzony jest on z wiekiem pary, elektryczności i dostępu do tanich źródeł energii.
Obecnie rolę medium sprawczego przejmują techniki informacyjne i jesteśmy, wydaje się, jeszcze na początku obserwowania skutków ich oddziaływania. Przewidywania przyszłości w tym względzie są niezwykle trudne i ryzykowne. Warto przytoczyć tu fakt, że w 1876 r. Western Union (przedsiębiorstwo telegraficzne) odrzuciło okazję zakupienia patentu Bell'a uznając go jako dotyczącego "urządzenia bezwartościowego", a jeden z szefów amerykańskiego Urzędu Patentowego postulował w 1899 r. zniesienie tego urzędu, jako że "wszystko co mogło być wynalezione, już zostało wynalezione".
Nie wdając się zatem w przewidywania szczegółowe, warto jednak pamiętać o wpływie nowych technik na przyśypieszenie wzrostu ekonomicznego i pewności, iż przyśpieszenie to może być tym znaczniejsze, że powodujące je tym razem techniki informacyjne mają pewne szczególne właściwości odmienne od poprzednich stymulatorów wzrostu.
Po pierwsze, cechuje je rodzaj "wszechstronnego oddziaływania". Znajdują one zastosowanie nie tylko we wszystkich sektorach ekonomiki, lecz oddziaływują na wszystkie funkcje realizowane w dowolnym przedsięwzięciu ekonomicznym i pośrednich skutkach tego przedsięwzięcia.
Po drugie, odznaczają się bardzo dużą dynamiką spadku cen zakupu i stosowania - około 30% rocznie w ciągu ostatniej dekady. Ocenia się np., że jednostka komputerowej mocy obliczeniowej wynosi obecnie 1/10000 ceny z początku lat 70. (To tak, jakby dziś ówczesna cena samochodu spadła do 5 dolarów). Jest to zjawisko, jakiego świat ekonomiki nie doświadczył w całej historii. Ten spadek cen stanowi dobrą miarę przyśpieszenia postępu technicznego. Należy zauważyć, że pozwala to na łatwiejszy dostęp do środków przetwarzania i przenoszenia informacji, co z kolei ułatwia znacznie dynamiczniejsze rozszerzenie się i rozwijanie nowych technik.
Po trzecie, cykle produkcyjne w omawianej dziedzinie ulegają gwałtownemu przyśpieszeniu: 70% dochodów firm związanych z techniką komputerową pochodzi z wyrobów nie istniejących jeszcze dwa lata temu.
Szczególną wartością rozwoju technik informacyjnych, bazujących na rozwoju mikroelektroniki i nowych technik przesyłania informacji jest wzbogacenie możliwości transmisyjnych przy jednoczesnej redukcji kosztów: trzyminutowa rozmowa transatlantycka kosztuje obecnie ok. 2 USD - w roku 1930 koszt ten sięgał 200 USD. Wolno oczekiwać, że dalszy rozwój techniczny napędzany popytem i konkurencją spowoduje dalszy drastyczny spadek tej ceny. Przewiduje się, że transatlantyckie połączenie wideofoniczne będzie kosztowało w 2005 r. nie wiecej niż kilka centów za godzinę. Jednocześnie obroty światowego przemysłu teleinformatycznego rosną w szybkim tempie.
Dla ilustracji przyjrzyjmy się pokrótce światowemu rynkowi tele-komunikacyjnemu.
Według szacunków ITU (Światowa Unia Telekomunikacyjna) ludzkość licząca obecnie 5,6 mld użtykowników dysponuje 2,1 mld punktów dostępu do sieci informacyjnych, w tym ok. 30% to telefon stacjonarny, 2,5% telefon mobilny (komórkowy), 8% dostęp komputerowy, 57% telewizja. Największą dynamikę wzrostu wykazuje Internet i sieci komórkowe. W 1994 r. przyrost użytkowników wynosił tu odpowiednio 100 i 50%. Sektor teleinformacyjny wytworzył we wspomnianym roku 1,43 bln USD, co odpowiada ponad 4% produktu światowego brutto. Zdecydowaną większość wpływów przynoszą usługi - ponad 80%, a resztę stanowi sprzedaż sprzętu, przy czym sprzedaż usług wykazuje w ostatnich latach również większą dynamikę (3,8% rocznie) niż sprzedaż sprzętu (2,7%). Jednocześnie obserwuje się, że tradycyjna telekomunikacja traci swą przewagę w stosunku do rynku informatyki, multimediów i personalnej łączności mobilnej.
Patrząc na tę scenę pod kątem podziału na rolę operatorów, okazuje się, że pierwsza ich dziesiątka zbiera 52% wpływów, a pierwsza pięćdziesiątka lokująca się w 27 krajach dysponuje 90 procentami. Reszta to blisko 180 krajów. Podobnie w przypadku producentów: pierwsza dziesiątka realizuje 70% obrotów, a pierwsza pięćdziesiątka - praktycznie całość.
Jeśli chodzi o światowy rynek sprzętu i urządzeń telekomunikacyjnych, to w 40% należy on do USA, 37% do Zachodniej Europy (czytaj Niemcy, Francja, Szwecja, Finlandia, W. Brytania), 22% do Japonii, a dwoma procentami dzieli się reszta świata. Podobnie dochody z działalności operatorskiej w 37% zbierają Amerykanie, 30% Europa Zachodnia (Niemcy, Francja, W. Brytania, Włochy, Hiszpania), 16% - Japonia. Reszcie pozostaje 17%.
Zakładając liniową tendencję rozwojową można by szacować, że rok 2000 przyniesie ok. 15% przyrost dochodów w stosunku do stanu istniejącego. Jednakże dynamicznie rozwijające się nowe techniki i usługi mogą i prawdopodobnie spowodują znacznie większą dynamikę ekonomiczną.
Kiedy w Stanach Zjednoczonych opracowano listę najbardziej obiecujących przemysłów godnych państwowego poparcia, na pierwszym miejscu znalazła się telekomunikacja jako najbardziej zyskowny przemysł XXI wieku.
Gdy mowa o tendencjach rozwojowych, to wobec globalizacji sieci i usług, pojawia się problem standaryzacji, niezbędnej dla możliwości wzajemnego powszechnego komunikowania się i współpracy urządzeń. Tworzenie standardów jest procesem trudnym i czasochłonnym, napotykającym na rozbieżne interesy i możliwości producentów i usługodawców, problemy konkurencji, problematykę legislacyjną, a także potrzebę uwzględnienia możliwości - czy wręcz wymuszania - rozwoju systemów, urządzeń i metod. Z drugiej zaś strony istnieje silna presja użytkowników na możliwość jak najpilnieszego korzystania ze współcześnie dostępnych osiągnieć technicznych dziedziny komunikacji informacyjnej. Przy istniejącej dynamice rozwojowej stwarza to dla twórców tych standardów sytuację niezwykle kłopotliwą. Trzeba jednak pamiętać o problemie standardów, bowiem tworzą one i kształtują rynki. Można powiedzieć, że kto trzyma standardy i normy, ten decyduje o legislacji i o rynku. A mowa tu, jak pokazano wyżej, o rynku niebagatelnym. obroty samego rynku telekomunikacyjnego sięgają 600 mld USD rocznie, a prognozy na rok 2010 mówią o 1 bln USD.
Jednakże, aby wykorzystać możliwości jakie niesie era informacyjna, przedsiębiorstwa teleinformatyczne, instytucje i rządy muszą dokonać olbrzymich przekształceń od strony formalnej, organizacyjnej i prawnej. Przekształcenia te, to wymuszana nowymi potrzebami wzrostu prywatyzacja, liberalizacja, wprowadzenia bezstronnych zasad konkurencji, nadzorowanych i sterowanych przez niezależne ośrodki regulacyjne.
Twierdzi się, że na otwarciu wszystkich gospodarek na konkurencję skorzystają wszyscy. Amerykanie są przekonani, że gdyby w Stanach Zjednoczonych i w niektórych innych krajach nie zaakceptowano konkurencji, nie byłoby tak wielkiego napływu kapitału inwestycyjnego, tworzenia nowych miejsc pracy i korzyści dla konsumentów.
Jednakże wyrażane są też nie bezzasadne obawy o zapanowanie obcych przedsiębiorstw nad całością rynków krajowych, prowadzące w następstwie do powstania monopolu nie kontrolowanego przez rząd narodowy, Oznaczałoby to nie tylko panowanie nad finansową stroną teleinformatyki, ale w gruncie rzeczy nad całością funkcjonowania gospodarki i państwa, bowiem tak daleko i głęboko sięga obecnie znaczenie tej dziedziny. Że są to obawy poważne, świadczy o tym przykład z dziedziny rynków walutowych, na których narodowe banki centralne przegrywają z ponadnarodowymi korporacjami finansowymi, głównie w wyniku powstania możliwości przerzucania olbrzymich kwot drogą telekomunikacyjną, a więc w ciągu sekund, w trakcie których rząd nie jest absolutnie w stanie zareagować.
Ponadto teleinformatyka, a w tym telekomunikacja, stanowią dzisiaj jedno z najpoważniejszych źródeł budżetowych wpływów państw. Zatem tam, gdzie państwa posiadają monopol, widzą one istotne powody, by nie rezygnować z tak znaczącego żródła dochodu na rzecz koncernów ponadnarodowych, w których dominuje zwykle kapitał amerykański albo zachodnioeuropejski w różnorakich wzajemnych konfiguracjach. Jedynym argumentem za deregulacją, branym pod uwagę przez kraje mniej rozwinięte jest brak środków na inwestycje. Te natomiast, wraz z know - how znajdują się w rękach koncernów ponadnarodowych.
Zatem alternatywą praktycznie nieuniknioną jest dopuszczenie do obecnie zamkniętego rynku wzamian za inwestycje i technologie. Trzeba jednak z powagą potraktować ostrzeżenie sformułowane w Raporcie Bangemanna: kraje, które nie wejdą w erę społeczeństwa informatycznego, mogą w najbliższym dziesięcioleciu stanąć w obliczu załamania się inwestycji i kryzysu rynku pracy.
Występuje także, obok presji kapitałowej, presja techniki. Chodzi bowiem o sektor, w którym szczególne znaczenie odgrywa globalizacja. Nowe techniki teleinformatyczne zacierają granice państwowe - na przykład telefonia komórkowa. Są one zwiastunem końca monopolu państwa w tej dziedzinie. Pozostaje utworzenie i utrzymanie reguł uczciwej konkurencji. Trzeba zaangażować się w daleko idącą, ale przemyślaną liberalizację i prywatyzację, sprostać wyzwaniom ostrej konkurencji.
Tak więc dla krajów zaawansowanych UE powstaje problem konkurencji globalnej z Ameryką i Azją. Dla krajów wzrastających i trzeciego świata - problem dołączenia do świata informacji i przyszły udział w procesach przekształceń regionalnych i globalnych.

4. Implikacje cywilizacyjne

Bodaj po raz pierwszy w dziejach cywilizacji podejmowana jest próba kontrolowania nadchodzącej cywilizacji, jej przyszłego kształtu i toku procesu do niej prowadzącego. Wydaje się, że pozwala obecnie na to stan wiedzy i dostęp do narzędzi umożliwiających to kontrolowanie - zarówno naukowych, technicznych, jak i organizacyjnych. Mamy bowiem do dyspozycji zgromadzoną wielostronną wiedzę, ogromne moce przetwarzania i przesyłania informacji oraz organizacyjne formy narodowe i międzynarodowe umożliwiające realizację projektów o tak znaczącej skali. Przeżywamy, jak twierdzi Hundt, rewolucję teleinformatyczną:
"Wszyscy czujemy, że przenosi nas ona z okresu przemysłowego w wiek informacji; że niszczy dziesiątki miejsc pracy, ale tworzy setki; że doprowadza do ruiny niektóre przedsiębiorstwa, a stwarza nowe dziedziny biznesu. Wiemy, że zmienia ona sposoby uczenia się ludzi, metody wyboru rządzących i sposoby sprawowania władzy. Zmienia też metody opieki zdrowotnej, rozrywki i pozyskiwania informacji. Jednakże w żaden sposób nie wiemy, dokąd nas ta rewolucja zaprowadzi. Odczuwamy tylko jej nadejście jak rosnące fale przypływu i aby uniknąć utonięcia musimy wywierać na nią jakiś wpływ". I dalej:
"Kiedy nowoczesne usługi telekomunikacyjne stają się tanie, szeroko dostępne i konkurencyjne, wtedy rozpoczynają one odgrywać znaczącą rolę w wielkiej transformacji gospodarek i społeczeństw. Nowoczesna telekomunikacja może wspierać instytucje demokratyczne, pozwala na dostarczanie porad medycznych z satelity lub poprzez kable szerokopasmowe do odległych miasteczek i miast, może sprawić, że informacja i rozrywka będą dostępne dla każdego obywatela w danym kraju; i wreszcie może zbliżać ludzi i narody".
Poczucie konieczności i celowości podjęcia zadania kontrolowania przyszłości pozwoliło też na znalezienie źródeł i form finansowania tego przedsięwzięcia.
Podejmowane są zatem próby przewidywania skali i skutków oddziaływania technik informacyjnych na różne dziedziny życia, wykrywania zagrożeń lokalnych, międzynarodowych, globalnych, oceny efektów ekonomicznych i kulturowych. Podejmuje się działania chroniące interesy jednostkowe i ogólne; interesy jednostek ludzkich, przedsiębiorstw, branż, regionów i krajów, wreszcie kontynentów i całej cywilizacji.
Próbuje się proces przemian cywilizacyjnych, dokonujących się niejako samorzutnie, opanować i skanalizować, wpływając na jego tempo i zakres, a także tworzyć dla tego procesu sprzyjające warunki realizacyjne. Wśród warunków tych niepośrednią rolę odgrywa problem świadomości jednostkowej, grupowej i społecznej.
Wyrazem tendencji i działań wiążących się z powstającą i kreowaną cywilizacją informacyjną są organizowane konferencje międzynarodowe i projekty realizowane w wyniku decyzji na nich podjętych.
Przykładem może tu być spotkanie szczytowe państw grupy G-7, poświęcone określeniu perspektyw budowy infostrad i społeczeństwa informacyjnego, które miało miejsce w lutym 1995 r. w Brukseli.
Można także wymienić inne działania w skali globalnej, nie zapominając o praktycznej aktywności firm telekomunikacyjnych i informatycznych, czy odddziaływaniu szczególnego rodzaju tworu jakim jest Internet.
Ograniczamy się jednak do krajów zrzeszonych w Unii Europejskiej i do niej aspirujących.
Kraje UE doceniając znaczenie problemu cywilizacji informacyjnej dla rozwoju gospodarczego i kulturowego podjęły także szereg działań wewnetrznych. Wśród nich należy wymienić przygotowany na zlecenie Komisji Europejskiej tzw. Raport Bangemanna, prowadzone projekty kierunkowe, a także europejski program badań w dziedzinie telekomunikacji RACE.
Podejmowane działania znajdują swoje uzasadnienie w obserwowanych już korzyściach płynących z przedsięwzięć teleinformatycznych, nadziejach wiązanych z ich rozwojem i - obawach. Dla zilustrowania tych uzasadnień omówimy niektóre ze zjawisk i problemów.
Rozwiązania techniczne pozwalają na tzw. komunikację multimedialną, tj. jednoczesny i jednorodny przekaz wizyjno-dźwiękowy. Istotną jednak nowością jest tu interaktywność t.zn. umożliwienie użytkownikowi aktywnego wyboru zakresu i treści odbieranego przekazu. Przestajemy mówić o odbiorcy i nadawcy informacji, bowiem obie strony stają się równorzędnymi uczestnikami komunikacji realizowanej w czasie rzeczywistym i mają możliwość celowej ingerencji w przebieg procesu komunikacji.
Aplikacje wykorzystujące możliwości takiego przekazu, moga być różnorodne i rozszerzają się na różne dziedziny. Kwestią są tylko koszty realizacji i użytkowania a nie możliwości techniki.
Tak więc dotychczasowe formy rozpowszechniania informacji za pomocą druku - książki, gazety i czasopisma - są zastępowane przez swoje odpowiedniki elektroniczne oszczędniejsze w produkcji i łatwiejsze do dystrybucji, przekazy telewizyjne uzupełniane są o możliwości interaktywnego oddziaływania abonenta, usługi handlowe mogą być realizowane środkami zdalnymi, procesy edukacyjne nie wymagają obecności osobistej uczących się i uczących, a nadto są wyposażane w nowe możliwości ułatwiające naukę. Pojawiają się automatyczne, zdalnie realizowane usługi.
Stało się technicznie możliwym zlikwidowanie - narazie w zakresie komunikacji foniczno-wizyjnej oraz transmisji danych - bariery przestrzeni i czasu. Pozwala to ograniczyć w ekonomicznie znaczący sposób potrzebę przemieszczania się osób i związanej z tym konieczności tworzenia warunków pobytowych. Ale ta łatwość komunikacji teleinformacyjnej niesie w sobie również zagrożenia możliwością nadużycia jej do celów nieakceptowalnych społecznie w tym zgoła przestepczych. Jeśli więc można dokonywać wielu czynności dotychczas wymagających udziału osobistego, a więc niejako z naturalną autoryzacją osoby je dokonującej, jej identyfikacją i ewentualnie stopniem poufności dobieranym i sprawdzalnym przez osobę zainteresowaną, to środki teleinformacyjne stwarzają sytuację dogodną dla anonimowości z jednej strony, ale z drugiej - przysparzają kłopotów z autoryzacją i zapewnieniem oraz uwiarygodnieniem oczekiwanej poufności tam, gdzie ona jest pożądana. Powstają więc ułatwione warunki dla różnego rodzaju mistyfikacji, oszustw, podsłuchów i innych tego typu nadużyć. Wystarczy powiedzieć, że elektroniczna forma dokumentów jest na tyle dogodna, co wrażliwa na dostęp przez osoby do tego nieuprawnione. W tym miejscu należy też wskazać na możliwości - w tym szanse i zagrożenia - tworzenia tzw. wirtualnej rzeczywistości. Odwzorowanie dowolnego dźwięku i obrazu na elektryczny sygnał cyfrowy i ogromne możliwości jego przekształcania, pozwalają w łatwy sposób tworzyć dowolne sygnały sztucznie imitujące rzeczywistość. Wielość skutków takiej możliwości może ilustrować przykład z dziedziny kinematografii, gdzie mówi się o tworzeniu nowych filmów z nieżyjącymi już aktorami lub eksperymentuje z takimi przedsięwzięciami.
Wymienione powyżej pokrótce nietechniczne aspekty i uwarunkowania praktycznego użytkowania współczesnej teleinformatyki pokazują, że środkom komunikacji teleinformatycznej należy nadać walory conajmniej równorządne tym, jakimi charakteryzuje się komunikacja i działalność bezpośrednia, tj. osobista.
Konieczne jest też wprowadzenie podziału informacji na dostępną powszechnie, w tym z dostępnością anonimową i identyfikowalną, oraz dostępną użytkownikom uprawnionym - w sposób bezwarunkowy i uwarunkowany. Gdy chodzi o wprowadzanie informacji, to poza sieciami wydzielonymi wydaje się niezbędne wprowadzenie zasady identyfikacji nadawcy jako warunku nieusuwalnego. Konieczna jest zatem personalizacja użytkowników systemów teleinformacyjnych. Oznacza to, że inicjowanie połączeń telekomunikacyjnych i ich odbiór powinny być przypisane użytkownikom - osobom fizycznym lub prawnym - a nie użytkowanym przez nich urządzeniom nadawczo-odbiorczym (terminalom). Wielkość możliwych do generowania należności za usługi oraz potrzeby poufności i ochrony informacji, będzie, przy konieczności uniwersalizacji i upowszechniania dostępu do terminali, wymagała personalizacji użytkowników aktualnie się nimi posługujących np. za pomocą osobistego identyfikatora w postaci personalnej karty elektronicznej (prawie niemożliwej do podrobienia).
Kolejnym ważnym czynnikiem są problemy natury legislacyjnej.
Świadczenie usług za pośrednictwem sieci informatycznych wymaga rozwiązania kilku podstawowych problemów. Jednym z nich jest ukształtowanie statusu dokumentu elektronicznego. Komercyjne wykorzystanie nowych możliwości technicznych uzależnione jest od ustalenia warunków prawnych kodowania przekazów informatycznych. Dotyczy to zarówno telekomunikacji indywidualnej jak i radiodyfuzji. Ze względu na wymogi bezpieczeństwa publicznego i narodowego konieczne staną się więc regulacje prawne dotyczące kontroli przekazów kodowanych. Powszechne używanie poczty elektronicznej wymaga utworzenia procedur prawnego określenia ważności przesyłanych dokumentów i zapisów w bazach danych.
Nowych uregulowań prawnych będzie wymagało zdalne wykonywanie pracy w wielu dziedzinach. Także sam problem zwiększonej efektywności i wydajności, oraz konieczność posiadania odpowiednio wysokich kwalifikacji może spowodować ograniczenie rynku pracy. Nie można wykluczyć zatem konieczności poszukiwania innego sposobu twórczego zagospodarowania czasu i możliwości ludzi niż tradycyjną pracą. Wykorzystanie sieci telekomunikacyjnych dla świadczenia usług medycznych rodzi np. problem ochrony tajemnicy medycznej oraz odpowiedzialności lekarza. Z kolei zdalne nauczanie musi się łączyć z tworzeniem nowych form kontroli wiedzy i umiejętności.
Wprowadzenie do urzędowego użytku dokumentów w formie elektronicznej czy też tzw. "elektronicznego pieniądza", wymaga bez wątpienia wprowadzenia stosownych przepisów prawnych w skali państwowej i regulacji wewnętrznych w skali instytucjonalnej, zgodnych z odpowiednimi regulacjami międzynarodowymi. Na marginesie - szacuje się, że koszty operacji gotówkowych czterokrotnie przewyższają wolumen tych operacji, natomiast koszty operacji realizowanych przy użyciu pieniądza elektronicznego wynoszą 70-90% wolumenu operacji - to pokazuje skalę możliwych korzyści. (Jest jednak, m.in. w naszym kraju, np. problem "szarej strefy", która nie będzie chciała stosować pieniądza elektronicznego, by umknąć ewidencji i kontroli. Istnieje więc pewien opór przeciwko tym nowoczesnym rozwiązaniom, brak wiary w poufność i rzetelność).
To samo dotyczy zasad wprowadzania personalizacji dostępu do sieci, w których m.in. względy interesu ogólnego - uniemożliwienie anonimowych nadużyć - będą zderzały się z prawami lub interesami jednostki co do dopuszczalnej ingerencji w zakres prywatności.
Należy też wskazać na problematykę ekologiczną. Jest rzeczą oczywistą, że era informacyjna niesie za sobą nadzieje na poważne ograniczenie dewastacji środowiska. Zmniejszone potrzeby transportowe, instalacji przemysłowych, czy zużycie materiałów wydają się być walorem dodatkowym świata informacji elektronicznej. Niemniej rzeczywiste efekty mogą być różne od oczekiwań. Nadzieje na zmniejszenie zużycia papieru, dzięki używaniu elektronicznych środków zapisu rozbiły się o łatwość drukowania i powielania dzięki komuterowym drukarkom i kserografom. Także budowa infrastruktury telekomunikacyjnej, emisje elektromagnetyczne czy problemy użytkowania terminali emisyjnie aktywnych, mogą wprowadzić nowe zagrożenia.
Niezwykle ważne znaczenie mają nowe techniki informacyjne dla obszaru kultury. Nie będziemy tu tej problematyki szerszej omawiać, ale dla zauważenia problemu wspomnieć należy o nadziejach i obawach wiążących się z łatwością rozpowszechniania i mechanizmami niszczącymi kulturową rozmaitość i intelektualną aktywność.
I wreszcie czynnik najważniejszy: akceptacja społeczna proponowanych rozwiązań. Będzie ona promowana przez udogodnienia i korzyści jakie te rozwiązania niosą, ale też hamowana przez konieczny trud uczenia się i przystosowywania do nowych sposobów bycia i pracy, chęć zachowania w niektórych przypadkach anonimowości, brak zaufania do gwarancji poufności itp. (patrz wyżej wzmianka o zachowaniach "szarej strefy").

5. Europejska migracja w kierunku społeczeństwa informacyjnego

Rozwój świata informacyjnego jest w pierwszym rzędzie stymulowany rozwojem środków informatycznych i telekomunikacyjnych. Te zaś, ze względu na swe aspekty ekonomiczne, podlegają w sposób zdecydowany mechanizmom rynkowym. Jest to zarazem sfera, gdzie konkurencja ma charakter szczególnie zdecydowany, a skala i stawka są niezwykle duże i wieloaspektowe. Konkurencja ta rozwija się na poziomie poszczególych firm operatorskich i produkcyjnych stymulując ciągle zmieniające się alianse i podziały, ale również przenosi się na wymiar międzykontynentalny, kreując koalicje w tym wymiarze.
Przykładowo, przywoływany już Raport Bangemanna jednoznacznie nakłania Europę do aktywnej spójnej reakcji na technologiczną i ekonomiczną ekspansję Ameryki i Azji. Oczywiście, poszukiwanie efektywnych rozwiązań w ramach sojuszy kontynentalnych jest tylko jedną z wielu strategii stosowanych dla osiągnięcia pożądanych celów, tu - drogą wykorzystania tradycyjnego czynnika kulturowego. Patrząc jednak z punktu widzenia potrzeby równoważenia zagrożeń dominacją prowadzącą zwykle do stagnacji, i waloru istnienia różnorodności jako siły napędowej rozwoju, a także długofalowych interesów lokalnych, takie alianse kontynentalne wydają się być w pełni uzasadnione.
Oprócz działań lokalnych, prowadzonych przez poszczególne grupy krajów, są także podejmowane działania koordynacyjne i negocjacyjne w skali globalnej. Do takich zaliczyć można - poza wieloma działaniami specjalistycznymi (np. Memoranda of Understanding) - m.in. tzw. szczyt brukselski G-7 czy genewską sesję WTO (Światowej Organizacji Handlu) poświęconą problematyce telekomunikacyjnej.
Na szczycie brukselskim grupa G-7 przyjęła za cel wspólnych działań - śladem amerykańskiego programu infostrad koncepcję krajowych i międzynarodowej infrastruktury informatycznej, opartą na następujących zasadach:
· powszechny dostęp do podstawowego zakresu narzędzi i usług komunikacyjnych, informatycznych i informacyjnych;
· otwartość sieci, czyli bezdyskryminacyjny dostęp do sieci wszystkich operatorów i usługodawców w dziedzinie łączności, informacji i masowej komunikacji;
· możliwość wzajemnego łączenia się i przekazywania danych;
· kompatybilność i możliwość współpracy sprzętu i systemów komunikacyjnych oraz informatycznych, umożliwiające przekaz informacji między ludźmi niezależnie od tego, gdzie się znajdują i jakimi dysponują środkami łączności;
· konkurencja i udział kapitału prywatnego w rozwoju infrastruktury na zasdach rynkowych przy ograniczeniu interwencjonizmu państwowego. Interesujące jest przeanalizowanie przyjętych przez szczyt G-7 (Bruksela, 26 luty 1995) tematów projektów związanych z komunikacją multimedialną w aspekcie potrzeb społeczeństwa informacyjnego. Są to:
· Przejście do społeczeństwa informacyjnego (projekt koordynowany przez UE)
· Współpraca między sieciami szerokopasmowymi
· Edukacja i kształtowanie zbliżeń między kulturami
· Biblioteka elektroniczna
· Muzea i galerie
· Gospodarowanie środowiskiem i zasobami naturalnymi
· Globalny system ostrzegawczy (kryzysy, katastrofy, zagrożenia)
· Teleinformatyka dla zdrowia
· Systemy rządowej informacji komputerowej
· System infrastruktury informatycznej dla małych i średnich przedsiębiorstw
· System informacji morskiej. Jak widać, tematyka ta odzwierciedla rysujące się w poszczególnych dziedzinach potrzeby i oczekiwania, a fakt przyjęcia ich jako wspólne przez najbardziej gospodarczo rozwinięte kraje wskazuje na rangę jaką do problemu perspektywy społeczeństwa informacyjnego one przywiązują.
We wspomnianym wyżej Raporcie Bangemanna sprecyzowano wstępne założenia polityki państw w dziedzinie tworzenia społeczeństwa informacyjnego, poświęcając wiele uwagi takim zagadnieniom, jak uwarunkowania prawne, rozwój usług i infrastruktury informatycznej, ochrona praw autorskich, a także rodzące się na tym tle problemy społeczne, gospodarcze, oświatowe i kulturowe. W gruncie rzeczy wyznacza on perspektywy i kierunki działania Europy, i jako taki wymaga starannej uwagi.
Proponuje się w nim by głównymi obszarami zastosowań zaawansowanych narzędzi teleinformacyjnych w najbliższym okresie były:
· systemy zdalnej pracy - eliminujące konieczność przemieszczania się pracowników z miejsca zamieszkania do miejsca pracy. W pierwszym rzędzie dotyczy to pracowników umysłowych a w perspektywie, wraz z postępami robotyki, personelu nadzoru procesów produkcyjnych i innych, gdzie nie jest wymagana w sposób konieczny obecność fizyczna, niezależnie od systemu i środowiska pracy;
· systemy odległościowego kształcenia - umożliwiające dostarczanie materiałów i środków szkoleniowych i ćwiczeniowych, zdalnego udziału w zajęciach dydaktycznych, dopasowywane stosownie do potrzeb organizatora szkolenia: szkoły, przedsiębiorstwa, administracji czy uniwersytetu;
· sieci instytucji badawczych i uniwersyteckich - interaktywne, szerokopasmowe, multimedialne usługi umożliwiające dostęp do bibliotek oraz wymianę wiedzy i danych a także prowadzenia współpracy z efektywnością nieosiągalną przy tradycyjnych środkach;
· systemy usług telematycznych - elektroniczna poczta, transmisja plików, elektroniczna obróbka danych, wideokonferencje - na potrzeby administracji, przedsiębiorców, rynku i służb socjalnych;
· sterowanie i zarządzanie rozgałęzionymi systemami infrastrukturalnymi, w tym:
- sterowanie ruchem drogowym - systemy w skali kontynentalnej dla ułatwiania użytkowania i wspomagania organizacji ruchu transportowego (dostarczanie informacji dla kierowców, zarządzanie systemami transportowymi, płatność za drogi itp);
- kontrola ruchu powietrznego - system kontynentalny z niezawodną łącznością między elementami naziemnymi, samolotami i ośrodkami współpracującymi;
- sieci służby zdrowia - kontynentalna, z połączeniami globalnymi sieć podsieci łączących szpitale, centra socjalne i specjalistów, z odpowiednimi bazami danych, z publicznym dostępem ratunkowym;
- elektroniczne systemy przetargowe - systemy sieciowe umożliwiają zdalną realizację przetargów publicznych - szczególnie istotne z punktu widzania integracji rynków;
- transkontynentalna sieć administracji publicznej - sieć łacząca sieci administracyjne poszczególnych krajów dla efektywnej wymiany informacji z przewidywanym dostępem publicznym;
- sieci infousług metropolitalnych - sieci udostępniania mieszkańcom multimedialnych usług informacyjnych, handlowych, rozrywki itp z poziomów lokalnych, regionalnych, narodowych i międzynarodowych.
Jak widać, Raport Bangemanna w dużej mierze jest zbieżny z kierunkami działań wyznaczonymi przez brukselski szczyt G-7.
W konsekwencji akceptacji zaleceń Raportu Bangemanna, dla instytucjonalizacji działań utworzone zostało w 1996 r. Information Society Forum, którego zadania określono jako budowa europejskiego społeczeństwa informacyjnego. Forum to przyjęło jako zasadę powszechny udział osób, instytucji i admininistracji w procesie kształtowania społeczeństwa informacyjnego zorientowanego na interes obywateli, postanawiając ukierunkować działania na kreowanie "Drugiego Renesansu" ze szczególną orientacją na:
· ustawiczne kształcenie
· samopodtrzymujący się rozwój
· wzmacnianie demokracji i praw indywidualnych
· wyposażenie administracji publicznej w środki usług on-line
· tworzenie nowych miejsc pracy
· przygotowywanie warunków do zdalnej pracy
· rozwijanie rynków teleusług
· integrację edukacji i przedsiębiorczości.
Stosownie do powyższego powołano grupy robocze, które zajmują się następującą problematyką w kontekście społeczeństwa informacyjnego:
Grupa 1 - Problemy wpływu na ekonomikę i zatrudnienie
Grupa 2 - Podstawowe wartości socjalne i demokratyczne społeczności wirtualnej
Grupa 3 - Wpływ na służby publiczne
Grupa 4 - Edukacja, specjalizacja i uczenie się w społeczeństwie informacyjnym
Grupa 5 - Znaczenie kulturowe i przyszłość mediów
Grupa 6 - Samopodtrzymujący się rozwój, technika i infrastruktura.
Innym unijno-europejskim przedsięwzięciem jest program badawczy RACE. Program ten powstał już w 1987 r. jako odpowiedź na rysujące się zagrożenia konkurencyjne Ameryki Północnej i Japonii wobec europejskiego przemysłu telekomunikacyjnego. Program ten został sformułowany jako prowadzący do budowy zintegrowanej komunikacji szerokopasmowej i objął osiem projektów:
1. Rozwój systemu zintegrowanej komunikacji szerokopasmowej
2. Sieci inteligentne oraz zarządzanie zasobami telekomunikacyjnymi
3. Radiokomunikacja ruchoma i systemy łączności osobistej
4. Przesyłanie obrazów i danych
5. Inżynieria usług
6. Bezpieczeństwo informacji
7. Zaawansowane eksperymenty telekomunikacyjne
8. Testowanie infrastruktury i współdziałania.
Realizacja tego programu potwierdziła zasadność i skuteczność jego podjęcia, co zaowocowało decyzją kontynuacji pod nową nazwą "Zaawansowane techniki i usługi komunikacyjne" (ACTS - Advanced Communications Technology and Services).
I znów, nie trudno w tym programie dopatrzeć się zbieżności z amerykańską koncepcją Infrastruktury Informacyjnej, co wszakże nie tyle wynika z naśladownictwa, ile z naturalnego wyboru kierunku działania stymulowanego aktualnym zapotrzebowaniem.
Gdzie zatem zmierza Europa?
Niewątpliwie panuje pewność, że przyszłość należy do społeczeństwa ery informacji. Liczą się tu pierwsi i to oni bedą dyktowali rozwój w tej dziedzinie, ich gospodarki i społeczeństwa będą w pierwszej kolejności czerpać korzyści z dobrodziejstw zaawansowanych technologii informatycznych. Jednakże wymaga to wielu rozstrzygnięć dotyczących podstawowych problemów z obszarów ekonomicznych, kulturowych i organizacyjnych. Wydaje się, że przytoczone wyżej informacje o podejmowanych w ramach UE działaniach wyraźnie kreślą wizję przyszłości. Główne obszary aktywnych działań to ekonomia i kultura.
Obszar problemów ekonomicznych wiąże się w równie istotnym stopniu z osłoną przed dominacją Ameryki i Azji, jak i wewnętrzną problematyką ekonomiczną: rynków zbytu, rynków pracy, uregulowań formalnych, pokonania barier wynikających z nierówności wzrostu, tym trudniejszych, że trzeba uwzględnić już teraz sytuację przyszłych członków Unii. Europa znalazła się wobec zagrożeń generowanych zarówno przez potężnego uczestnika gry, jakim są Stany Zjednoczone, ale również przez Azję Wschodnią. Europa szuka sposobów włączenia się do konkurencji, czyli wpisania się w procesy tworzenia cywilizacji informacyjnej. Europejska propozycja w tej mierze jest nieco różna od amerykańskiej, silniej uwarunkowanej ekonomicznie. Budujemy system informacyjny nie tylko dla ekonomiki, ale również dla rozwoju cywilizacyjnego, na bazie kulturowej, na bazie tradycyjnych wartości europejskich. W związku z tym przez kraje Unii Europejskiej podjęte zostały działania, które są bardzo wyraźnie osadzone na idei: tworzymy społeczeństwo informacyjne wszyscy razem i każdy z osobna, nie jest to przedsięwzięcie przez kogoś organizowane dla kogoś, lecz realizowane wspólnie. Stąd niezwykle silny nacisk na problem edukacji, na problem przystosowania żyjących dziś ludzi do tego by z dobrodziejstw epoki informacyjnej mogli jak najpełniej korzystać. (Tu się nasuwa tu np. taka refleksja, jak się mają taryfy -za dostęp do sieci teleinformatycznej, - do potrzeby upowszechnienia usług teleinformatycznych. Trzeba patrzeć nie tylko na dochodowość przedsięwzięcia, problemy i potrzeby rozbudowy "infrastruktury intelektualnej" nie są mniejsze, niż problemy infrastruktury fizycznej. Stąd słusznie w planach UE kładzie się nacisk na tą pierwszą kwestię.) W kwestii pierwszej - konkurencji globalnej - istnieje wydaje się zgodny pogląd, że nie zamknięcie się, a stworzenie skutecznej konkurencji jest rozwiązaniem rokującym powodzenie. W sferze ekonomii wewnętrznej czeka Europę prawdopodobnie długi ciąg prób i błędów na drodze budowy i utrzymania jednolitego tzw. Wspólnego Wewnętrznego Rynku.
Problematyka kulturowa - to m.in. kwestia uniknięcia negatywnych skutków unifikacji wynikających ze "wspólnego języka informacyjnego" koniecznego dla wzajemnej komunikacji, jednorodności uregulowań społecznych, a wręcz przeciwnie, wykorzystania szansy łatwego propagowania regionalnych dorobków kulturalnych. Ale także kwestia ograniczenia rozpowszechniania czy kreowania negatywnych zjawisk kulturowych. W tym obszarze mieści się też trudny problem pogodzenia praw jednostkowych z wymaganiami ogólnymi, z funkcjonowaniem ogólno-europejskich - czy nawet tylko krajowych - systemów informatycznych.
Różnorodność zadań do rozwiązania i ich skala trudności są olbrzymie. Jednakże efekty jakie można osiągnąć w wyniku przejścia do społeczeństwa informacyjnego wydają się w pełni kompensować podejmowane wysiłki. Tym bardziej, że zmiany już rozpocząły się samorzutnie i jedyne co pozostaje, to próbować nadawać procesom zmian pożądany kierunek.
Ponieważ podobnie jak w innych ekonomicznie rozwiniętych obszarach świata w Unii Europejskiej za główne siły napędowe rozwoju społeczeństwa informatycznego uznaje się mechanizm rynkowy i prywatny kapitał, stąd w państwach UE stymulowane są procesy prywatyzacyjne i liberalizacyjne, z zaleceniem pełnej realizacji od 1 stycznia 1998 roku. Te czynniki będą wyznaczały tempo i kierunki rozwoju, przynajmniej w sferze ekonomicznej.
W sferze kulturowej niezwykle ważnym elementem sytuacji jest przystosowanie społeczne do technicznych, organizacyjnych i kulturowych wyzwań współczesności. Trzeba wiele uwagi poświęcić kształtowaniu świadomości jednostkowej i grupowej, w tym kształceniu do życia w społeczeństwie informacyjnym. Warto tu zauważyć, że np. podatność społeczeństwa amerykańskiego na praktyczną akceptację innowacyjności i jej kreowanie jest nieporównywalnie większa niż europejska, nie mówiąc o głębokości zróżnicowań w tym względzie w samej Europie. Podobne porównanie jest uprawnione w stosunku Azja (w rozumieniu dalekiego Wschodu) - Europa. Ten czynnik jest największym zagrożeniem i głównym kierunkiem działań powininno być przełamanie postaw konserwatywnych i nauczenie się podejmowania ryzyka innowacyjnego. Otwiera się tu niezwykle istotne zadanie dla instytucji edukacji i praktyki działania.
Zakres zadań jest ogromny i ich realizacja będzie działalnością ciągłą. Jednakże w efekcie można oczekiwać wzmocnienia ekonomicznego Europy, przyśpieszenia procesów integracyjnych, wzbogacenia kulturalnego a także podniesienia standardu i bezpieczeństwa życia jej mieszkańców.
* * *
W niniejszym opracowaniu nie ma szczególnych odniesień do sytuacji Polski w zakresie problematyki społeczeństwa informacyjnego. Wydaje się, że sprawa ta wymaga odrębnych, znacznie szczegółowszych analiz. Ze względu na znaczenie i pilność problemu postuluje się powołanie instytucji, która prowadziłaby badania i formułowała wnioski realizacyjne w tym zakresie.

4. DYSKUSJA

Włodzimierz GIERŁOWSKI

Chciałbym się podzielić kilkoma refleksjami. W referatach podkreślano, iż występuje globalizacja informacyjna, uniwersalizacja, perspektywa życia w globalnej wiosce. Uważam, że społeczeństwo informacyjne, które się formuje, nie zaciera i nie pomniejsza czynnika kształtującego nową tożsamość narodową, grupową i regionalną. Świadczy o tym ciekawy wywód niemieckiego uczonego Schweiglera opublikowany w listopadzie 1996 r. na łamach ukazującego się w RFN czasopisma "Polityka międzynarodowa". Stwierdza on, że wzajemna komunikacja buduje czynniki identyfikacyjne, a nie rujnuje. Kluczowym problemem dla nas staje się więc to, jak wnosić naszą tożsamość do światowego społeczeństwa informacyjnego. Uważam, że teraz przypada właśnie owe polskie 5 minut na scenie. Tak to bywa: z oglądania dramatu pozostają nam konkluzje i jakaś szczegółowa kwestia, owe 5 minut, które ma w akcji szczególne znaczenie. Podobnie jest obecnie na europejskiej scenie - tu mam zasadniczą obawę i jedną nadzieję na szansę. Obawiam się, że nacisk czynników globalizacyjnych i uniwersalizacyjnych spowoduje u nas różne wycinkowe zacho-wawcze, prymitywne nacjonalistyczne konserwatyzmy. Szansą jest natomiast nowa mentalność w myśleniu młodego pokolenia, które patrzy już na świat przez nowe pryzmaty i nowe wyzwania. Występuje więc pole napięć w społeczeństwie polskim, wchodzącym do światowego społeczeństwa informacyjnego. Uważam, że produk-tywność intelektualna Polaków winna być szczególnie eksponowana w fazie przejściowej, bo na to nas stać; to relatywnie najmniej kosztuje i to można w odpowiednich warunkach najłatwiej wyeksponować. To nie jest tylko problem ceny i kosztów, ale także taktyki i strategii.
Teraz o dwóch kwestiach natury praktycznej. Zwłaszcza prof. A.Wierzbicki wspomniał o raporcie Bangemanna. Śledziłem tę sprawę i zapoznałem się z tym raportem jeszcze w maszynopisie. Mało było w Polsce reakcji na to ważne opracowanie. Jak niewiele dokumentów UE, ten stosunkowo szeroko otwiera nam furtkę, daje szansę, jest otwarty na Europę Środkowo-Wschodnią.
Wracam do mego wątku - owych 5 minut. Ze strony polskiej powinna rychło - tak politycznie jak i intelektualnie - nastąpić konstruktywna replika na raport Bangemanna: taktowne, stanowcze, merytoryczne zapukanie do drzwi UE - co dalej. Widzę tu i szansę i zobowiązania. Mam konkretny postulat, aby z dzisiejszej konferencji powstał syntetyczny, roboczy papier. Nie musi on koniecznie mieć formułę dokumentu rządowego, to może być opracowanie dzisiejszych referentów, które odpowiednimi drogami zostanie przedłożone właściwym dyrekcjom generalnym UE, panu Bangemannowi osobiście i zostać dość szeroko rozkolportowane jako stanowisko polskich uczonych i intelektualistów wobec istoty raportu Bangemanna. Obserwuję, że obecnie osłabła w Unii Europejskiej aktywność na tym polu.
W polskiej strategii dostosowywania się do wymogów UE brak jakby drugiej strony. Integracja to również proces dawania i brania, wnoszenia i korzystania. Ten wątek nie zostaje właściwie uwzględniony. Składając proponowaną przeze mnie aplikację moglibyśmy korzystnie zaznaczyć nasze zainteresowanie, nasze możliwości i potencjał twórczy, nasze myślenie i dążenia.
Drugą kwestią praktyczną jest nasze czynne i twórcze prezentowanie się u progu XXI wieku.
Widzę możliwość wykorzystania wspomnianego dokumentu roboczego do propagowania polskiego myślenia o wyzwaniach XXI wieku. Powstaje tu również możliwość promocji naszej myśli w programie Światowej Wystawy "EXPO 2000" w Hanowerze. To nie będzie ekspozycja osiągnięć, lecz projektów, modeli i rozwiązań służących wkraczaniu społeczeństw w uwarunkowania, wyzwania i możliwości XXI wieku. Nie pomoże nam przedstawianie naszych tradycji lub ekologicznej, utkanej z wikliny "arki przymierza". Chodzi o to, by ukazać jaki będzie udział Polski w tworzeniu społeczeństwa informacyjnego w Europie, w łączności z innymi narodami i ta projekcja powinna być podstawą do programowania naszego udziału w tej unikalnej Wystawie Światowej. Widzę szansę, aby uformował się interdyscyplinarny zespół specjalistów do informatycznej promocji Polski na "EXPO 2000". Deklaruję swoją pomoc w proponowanych wyżej działaniach.

Borys CZERNIEJEWSKI

Z technicznego punktu widzenia już obecnie można przeprowadzić wybory prezydenckie w Internecie i wskazałyby one, że prezydentem powinien zostać Korwin Mikke, gdyż takie poglądy prezentują osoby obecnie podłączone do Internetu.
Można to interpretować i w ten sposób, że osoby o takich poglądach politycznych i gospodarczych podłączyły się do Internetu. Jest mi trochę smutno, że uczestnictwo w dzisiejszej konferencji nie jest zbyt liczne, że brakuje tutaj decydentów. Nie można więc stworzyć lobby. Nie mam tu na myśli lobby biznesowego, ale lobby - na szczeblu centralnym - ludzi świadomych co do znaczenia społeczeństwa globalnej informacji i tego, co należy zrobić by ono zaistniało.
Uważam, że tę konferencję należy powtórzyć w innym terminie, gdyż teraz nadszedł koniec roku budżetowego. Mamy też obecnie reorganizację Centrum, w związku z czym część urzędników zajmuje się tym co będzie dalej, po 1 stycznia 1997 roku.
Komitet Badań Naukowych zajął się jako pierwsze ministerstwo na poważnie problemem sieci komputerowych, informatyzacji, społeczeństwem globalnej informacji itd. Obecnie przy współpracy z Ministerstwem Łączności chce przygotować dokument, który będzie polskim rozwinięciem raportu Bangemanna. Powstało już kilka dokumentów tego typu. Powstał raport po pierwszym Kongresie Informatyki Polskiej, dla którego inspiracją był raport Bangemanna. Jest on szeroko cytowany, m.in. w wydanym w tym roku raporcie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Uważam, że oba polskie raporty i raport Bangemanna odegrały w Polsce zbyt małą rolę. Stąd pomysł, by stworzyć bardziej szczegółowy dokument, w którym zostałoby określone kilkanaście kierunków działań, ze wskazaniem instytucji odpowiedzialnych za realizację poszczególnych działań legislacyjnych, marketingowych, technicznych itd. Ma być on opracowany przez niezależnych ekspertów, natomiast sugestie co do jego treści zostaną zebrane ze wszystkich resortów. Wybierzemy te tematy, które są najbardziej żywotne, które budzą największe zainteresowanie. Zadanie opracowania tego raportu zostało nałożone na Ministerstwo Łączności i KBN zapisem w "Polityce Rozwoju Telekomunikacji w Polsce" dokumencie przygotowanym przez MŁ zgodnie z rezolucją Sejmu, przyjętym przez Radę Ministrów na posiedzeniu w dniu 28 maja 1996 roku.
Mogę jeszcze wspomnieć, że Rada Koordynacyjna ds. Teleinformatyki przy RM, której mam zaszczyt być członkiem, pracuje obecnie nad stanem i usytuowaniem komórek informatycznych w przyszłych ministerstwach po reorganizacji Centrum.
W obszarze upowszechniania idei społeczeństwa globalnej informacji KBN razem ze stowarzyszeniem Polska Społeczność Internetu ogłosił konkurs na najlepszą stronę WWW promującą Polskę. Co miesiąc wybierane są najlepsze strony a spośród nich zostanie wybrana strona roku na przełomie października i listopada 1997 r. podczas Info Festiwalu w Krakowie. Na stronach WWW KBN można zobaczyć strony pierwszych laureatów konkursu.
Rozmawiałem już z panem doc. S. Upławą z IRiSS na temat upowszechnienia referatów na dzisiejszą konferencję poprzez udostępnienie ich w postaci elektronicznej na WWW. Chętnie udostępnię serwer KBN. Mamy taką rubrykę, gdzie m.in. zamieszczony jest wspomniany raport pokongresowy, czy raport Polskiej Społeczności Internetu.

Józef WERLE

Chciałbym zacząć od anegdotycznej uwagi związanej z tym, że nie zauważyłem w żadnym z referatów próby zarysowania wpływu epoki informacyjnej na kulturę humanistyczną. Uważam, iż jest to istotna kwestia. Miesiąc temu kupiłem CD-ROM, na którym jest ok. 1000 tomów dzieł literatury światowej, począwszy od Hezjoda i Homera, aż do Wellsa i France'a za niecałe 100 zł. Zapłaciłem więc 10 gr za jedną książkę. Można je czytać w trzech różnych powiększeniach. Można także kupić CD-ROM pokazujący arcydzieła z różnych muzeów. Sądzę, że jest to nowy kierunek rozwoju epoki informacyjnej, który dotyczy humanistyki, dotyczy wartości humanistycznych, artystycznych, o którym coś powiedzieć warto.
Z przyjemnością natomiast stwierdzam, że niemal wszyscy referenci mówili o konieczności rozwoju edukacji. Jednak ten ważny problem został potraktowany dość zdawkowo. Tymczasem należało odpowiedzieć na pytania, dlaczego to jest ważne, jaki jest stan edukacji w naszym kraju i co należy robić. Zgadzam się z niektórymi trochę nihilistycznymi poglądami, które się wywodzą z postmodernizmu, że właściwie nie można przepowiadać przyszłości. Nie należy się w każdym razie zakładać, że za 15-20 lat będzie tak, a nie inaczej. Natomiast powinniśmy wyznaczyć pozytywne kierunki działania, np. zwiększenie stopnia skolaryzacji. Kierunki te powinny być przedmiotem dyskusji i być przyjęte przez decydentów.
Niewątpliwie jesteśmy zapóźnieni cywilizacyjnie. Weszliśmy w sferę cywilizacji chrześcijańskiej w stosunku do Włochów o 800 lat później, a w stosunku do Niemców czy Francuzów o 500 lat. Gdy chodzi o nasze wejście do cywilizacji śródziemnomorskiej, to opóźnienie jest jeszcze większe, gdyż nastąpiło ono dopiero w XV wieku. Do kręgu nauk przyrodniczych i matematycznych wkroczyliśmy dopiero w końcu XIX w., jeśli nie liczyć Mikołaja Kopernika. Podobnie jesteśmy zapóźnieni edukacyjnie i w dziedzinie informatyki. Nie jest to jednak powód do kompleksów. Kiedyś przeczytałem, że największymi spóźnialskimi w historii byli Grecy. Oni w stosunku do wielkich cywilizacji Mezopotamii czy Egiptu spóźnili się o ponad 2000 lat, a mimo to jakże wspaniałą stworzyli cywilizację, która stała się fundamentem cywilizacji europejsko-amerykańskiej. Bardzo spóźnieni byli również Japończycy, którzy wkroczyli w sferę cywilizacji chińskiej z opóźnieniem 1,5 - 2 tysięcy lat, a mimo to wyprzedzili Chińczyków i to w ostatnich stu kilkudziesięciu latach.
Uważam, że nie do końca słuszne jest stwierdzenie, iż ten skok technologiczny i cywilizacyjny Japończycy zawdzięczają wyłącznie edukacji. Nie mniejszą rolę odegrał w tym zespół wyznawanych przez nich wartości społeczno-moralnych. Japończycy przejęli je po konfucjaniźmie. Jest to zestaw całkowicie odmienny od tego który wprowadził u nas Renesans, i co zaakceptowała rewolucja przemysłowa i kapitalizm. Są to wartości mniej egoistyczne, mniej nastawione na indywidualny sukces, bogactwo itd., a bardziej na więzi społeczne, odpowiedzialność, sumienność i wiele innych wartości, których nam Polakom brakuje. Powstaje trudne pytanie, czy my bez zmiany naszych systemów wartości potrafimy dogonić uciekający świat. Zachodzi obawa, że obecnie zostanie powtórzona sytuacja z dekady Gierka, polegająca na kupowaniu gotowych licencji, know how, technologii itd. Po kilku, kilkunastu latach technologie się zestarzały i nasza liczna, rzekomo świetnie wykształcona kadra inżynierska, nie potrafiła (tak jak japońska) tych technologii rozwinąć, zastąpić lepszymi, własnymi.
Zamiast inwestowania w rozwój edukacji, pompuje się ogromne środki budżetowe na podtrzymanie upadających przedsiębiorstw. Ujawniona ostatnio dotacja na podtrzymanie jednego tylko zakładu URSUS, to ponad jedna trzecia wszystkich środków przeznaczonych na naukę. Natomiast długi górnictwa, tylko wobec ZUS, to kwota porównywalna z łącznymi wydatkami na oświatę do końca wieku. Czy przy takiej strukturze budżetu możemy mówić o rewolucji edukacyjnej, informacyjnej, o postępie. Nasze kadry nauczycielskie są w znacznej części zbyt słabe, źle przygotowane, zbyt zfeminizowane. Tymczasem często potrzebny jest mężczyzna, by chłopców utrzymać w ryzach.
Lukę edukacyjną trzeba nadrobić, przede wszystkim przez wprowadzenie powszechnego szkolnictwa średniego. Polska w XX w. przechodziła dwie wielkie rewolucje edukacyjne. Po raz pierwszy, po I wojnie światowej, kiedy odziedziczyliśmy ogromny procent elementarnych analfabetów. Według spisu z 1921 r. takich ludzi było 31%. Wprowadziliśmy wtedy czteroletnią obowiązkową szkołę podstawową. Dzięki temu już następny spis po dziesięciu latach wykazał spadek liczby analfabetów o 1/3. Po II wojnie światowej zlikwidowano do końca elementarny analfabetyzm i upowszechniono siedmio-, a następnie ośmioklasową szkołę podstawową, a także rozwinięto szkolnictwo ponadpodstawowe, niestety przezawodowione. Ponoszono również znaczne nakłady na naukę. Już w drugiej połowie lat 60. nastąpiła jednak stagnacja i tracenie walorów wynikających z tej drugiej rewolucji.
Obecnie jesteśmy, mam nadzieję, na początku trzeciej rewolucji edukacyjnej, która powinna polegać na upowszechnieniu średniego szkolnictwa ogólnokształ-cącego, przedzawodowego. Zmiany na rynku pracy w krajach rozwiniętych dokonują się tak szybko, że zbyt wczesne wąskie przygotowanie zawodowe staje się wkrótce nieprzydatne. Natomiast zmiana kwalifikacji jest utrudniona, jeśli człowiek ma tylko wąskie przygotowanie zawodowe. Należy również zwiększyć liczbę studentów. Mamy ich w stosunku do liczby ludności dwa razy mniej niż Argentyna lub Hiszpania. Badania przeprowadzone na zlecenie OECD wykazały, że w Polsce powszechny jest analfabetyzm funkcjonalny. To znaczy, że ludzie znają litery i w zasadzie dukając potrafią czytać. Natomiast nie rozumieją prostych tekstów. Okazało się, że do najwyższego, piątego stopnia trudności dochodziło 32% Szwedów i tylko nieco ponad 3% Polaków. Podobno bardzo kiepsko wypadli również Francuzi, choć nie sądzę czy gorzej od Polaków. Zażądali więc by ich wyniki nie były upowszechniane, co też się stało. Tym niemniej jest to sygnalizacja, że w krajach kapitalistycznych również dzieją się złe rzeczy. Nadmierny liberalizm nie służy szkolnictwu i Francja będzie miała niedługo poważne trudności.
W związku z powyższym trzeba zmienić strukturę szkolnictwa z orientacji zawodowej na bardziej ogólną, trzeba również wyostrzyć kryteria przyjęć na studia wyższe i je ujednolicić. Następną kwestią jest sprawa kształcenia ustawicznego i związane z tym podwyższanie kwalifikacji. Wymaga się tego od lekarzy, lecz trzeba to upowszechnić zwłaszcza wobec nauczycieli. Musi temu towarzyszyć promowanie nowoczesnych form nauczania i tu komputery, informatyka mają ogromne znaczenie. Trzeba dokonać gruntownej rewizji programów nauczania pod kątem ich przydatności, integracji między różnymi przedmiotami.
Cele te mogą być osiągnięte jedynie przez radykalne poprawienie poziomu i kwalifikacji kadr nauczających. Występuje tu tzw. efekt mnożnikowy. W biologii znane jest prawo Liebiga. O wysokości plonów decyduje najsłabszy składnik potrzebny do życia i rozwoju roślin. Gdybym chciał użyć porównania mechanistycznego, to mówiłbym o najsłabszym ogniwie. Najsłabszym ogniwem naszego postępu jest edukacja. To powinni uwzględnić nasi decydenci, kładąc na nią nacisk, a w jej ramach na kształcenie nauczycieli i reformę szkolnictwa.

Mieczysław LUBAŃSKI
Dzisiejsza konferencja poruszyła szereg ważnych zagadnień. Proszę pozwolić, że zwrócę uwagę na pewne sprawy, które wydają mi się warte zasygnalizowania.
Po pierwsze, podpisuję się pod wyrażanymi podczas konferencji licznymi wypowiedziami o potrzebie korzystania z najbardziej nowoczesnych osiągnięć techniki. Wiemy jakie korzyści przyniosło zastosowanie choćby wynalazku maszyny parowej. Podobnych pozytywów można spodziewać się z rozwoju informatyki. Sądzę, że nie można zapominać o ewentualnych niebezpieczeństwach związanych z burzliwym rozwojem techniki. Chodzi o to, aby technika służyła człowiekowi, a nie odwrotnie. Człowiek nie powinien stać się niewolnikiem techniki.
W związku z tym nasuwa się potrzeba "trzeźwości" myślenia. Nie powinniśmy dać się zafascynować samymi nowościami technicznymi. Mam na myśli ilustrację w postaci przykładu z książką pt. "Informatyka - klucz do dobrobytu". Rzeczywistość pouczyła, że to raczej dobrobyt jest kluczem do informatyki. A może zachodzi wzajemne oddziaływanie dobrobytu oraz informatyki?
Po drugie, termin informacja był wiodący w dzisiejszej konferencji. Odczuwam potrzebę dodania przymiotnika do wspomnianego terminu postaci: rzetelna, aktualna, właściwa. Chodzi o to, aby do odbiorcy dochodziła nie tylko informacja prawdziwa, ale informacja jemu potrzebna, bez żadnych manipulacji itd.
Po trzecie, w konferencji padały terminy: społeczeństwo informacyjne, społeczeństwo cywilizacji informacyjnej itp. Chodzi mi o pewną kwestię termino-logiczno-metodologiczną. Jak poprawniej należałoby mówić: społeczeństwo informacyjne, czy też: społeczeństwo ery informatycznej (chodziłoby tu o podkreślenie aspektu technicznego). Oczywiście, technika powoduje pewne zmiany w społeczeństwie, ale wydają mi się one być wtórne do podstawowych właściwości społeczności ludzkiej, takich jak: potrzeba czystego powietrza do oddychania, potrzeba odżywiania, pracy, odpoczynku, mieszkania, odpowiedniego do pory roku ubioru itd. Toteż, co należy rozumieć przez społeczeństwo informacyjne, jaka jest jego definicja? A tę trzeba odrożniać od twierdzenia: społeczeństwo staje się społeczeństwem informacyjnym.
Po czwarte, pragnę wyrazić satysfakcję, czy mocniej - radość, ze zdania, które wypowiedziano w jednym z referatów: "Głównym celem edukacji jest kształtowanie osobowości mogącej zrozumieć i przekształcać świat". Jest to piękne sformułowanie programu działania. Jestem przekonany, że termin "przekształcać świat" jest tu rozumiany jako doskonalenie świata, przyczynianie się do tego, aby był on bardziej ludzki. Powyższe zdanie było jednym ze zdań, które bardziej mnie zafascynowały. Podobnych zdań było więcej.
Powstaje jednak pytanie, co należy czynić, aby urzeczywistniać wysunięty program. Sprawa nie jest tak łatwa jak w technice. Materiał nieożywiony jest nam posłuszny. Z człowiekiem jest inaczej. Proszę pozwolić, że odwołam się do niedawnego doświadczenia w związku ze sprzedażą PŚU. Co działo się w bankach tuż przed 22 listopada? Społeczeństwo było przecież informowane przez cały rok odnośnie terminu sprzedaży udziałów, a jednak nie skorzystało z przypomnień. Czym więc kierują się ludzie w postępowaniu? Czy treścią rzetelnych informacji, czy też pogłoskami?
Toteż, kiedy w kwestii szkolnictwa podkreśla się rolę aspektów technicznych związanych z kształceniem, odczuwam potrzebę dopowiedzenia, przypomnienia o stronie aksjologicznej, etycznej. Sprawa ta wydaje mi się istotnie ważna. Wiele mamy braków, zaniedbań pod tym względem. Prof. L. Kołakowski sygnalizuje konieczność zmiany naszego sposobu myślenia. Nie możemy zapomnieć, że wszystko co czynimy ma służyć autentycznemu dobru człowieka. On jest punktem centralnym wszelkich naszych zabiegów, zwłaszcza typu technicznego.

Jan DĄBROWSKI
Jestem wykładowcą Wyższej Szkoły Społeczno Ekonomicznej, działającej na zasadzie Uniwersytetu Otwartego oraz lektorem języka angielskiego w Studium Zarządzania i Marketingu w CKU w Ostródzie. Pracując w czterdziesto tysięcznym mieście w regionie bardzo wysokiego bezrobocia mogę bezpośrednio obserwować, jak bardzo potrzebny jest szeroki dostęp do wyższego wykształcenia w zacofanych gospodarczo regionach. Często jest to podstawowy czynnik decydujący o wszechstronnym rozwoju danego miasta lub gminy.
Jedną z dróg, aby zwiększyć a nawet podwoić liczbę studentów i tym samym szybko wykształcić specjalistów poszukiwanych na rynku pracy jest wprowadzenie w szerokim zakresie nauczania na odległość.
Uważam, że w Polsce możemy skorzystać z doświadczeń krajów, które tego typu nauczania stosują w szerokim zakresie - jak np. Anglia, Niemcy, Australia, Stany Zjednoczone. W Australi uniwersytety kształcą około 60 proc. ogółu studentów w systemie nauczania na odległość. Studenci kształcący się w tym systemie otrzymują opracowane w szczególny sposób podręczniki oraz korzystają z innych pomocy naukowych. Bardzo szeroko stosowane są w tym systemie komputery oraz sieci informatyczne.
Uniwersytety posiadają ośrodki regionalne, gdzie prowadzi się sesje wyjazdowe, przeprowadza egzaminy oraz umożliwia korzystanie z komputerów zapewniając dostęp do sieci.
Uniwersytety australijskie zintegrowane są w sieci AAR net (Australian Academic Research Network). AAR net posiada własne zasoby danych, a także umożliwia różnym użytkownikom dostęp do Internetu, podobnie jak to czyni NASK w Polsce. Bazy danych wykorzystywane w edukacji najczęściej zawierają katalogi artykułów, książek i opracowań naukowych. Dane te są oczywiście niezbędne. Jednakże zasoby danych mogą być różnorodne w zależności od bardzo zróżnicowanych potrzeb użytkowników.
Wprowadzenie np. do bazy danych w ramach tzw. sieci komputerowej, integrującej gminy w Polsce, pełnych zasobów informacji dotyczących tych gmin może być znakomicie wykorzystane do kształcenia specjalistów dla potrzeb administracji terenowej. Takich przykładów można podać bardzo wiele. Należałoby opracować wartościowe zasoby danych przydatne dla dużej ilości różnorodnych użytkowników zajmujących się kształceniem oraz stworzyć system łatwego i szerokiego dostępu do tych zasobów. Szczególnie przydatne do zrealizowania tego celu mogłoby być wprowadzenie w szerokim zakresie nauczania na odległość.5.

WYSTĄPIENIA KOŃCOWE REFERENTÓW

Lech W. ZACHER
Chciałbym odnieść się do pewnych wypowiedzianych tu kwestii. Rzeczywiście warto by było opracować jakiś syntetyczny referat i wysłać go do UE, nie tyle jako stanowisko, ale jako oznakę zainteresowania. Powinien to zrobić Instytut.
Oto kilka uwag do dzisiejszych wypowiedzi. Z przyjemnością patrzę, jak inżynierowie, fizycy mówią pięknie o historii, jak prof. Wierzbicki, czy o kulturze, jak prof. Werle. Ja, były ekonomista i socjolog, uważam, że to dobrze, że nie jesteśmy zdominowani przez zagadnienia czysto techniczne. To czym się tu zajmujemy, to nie jest informatyka, lecz raczej wielostronne implikacje jej zastosowań.
Lepiej nie używać określenia - państwo opiekuńcze. W państwie, w którym jest nędza, nie może być mowy o nadopiekuńczości. Państwo może być aktywne, by nie było tak ogromnej szarej strefy, rozbojów, by ludzie nie przechodzili do sfery marginesu społecznego. Chodzi po prostu o prakseologię władzy, o dobre funkcjonowanie i stabilność państwa, a nie o ideologiczne etykiety. Chodzi o to, by było to państwo aktywne, które prowadzi określoną i skuteczną politykę. U władzy powinni być zatem ludzie, którzy mają aktywną postawę, chcą coś konkretnego zrobić. Tymczasem trudno wymienić polskich polityków, którzy stawiają sobie jakiś określony cel, tak jak wiceprezydent Stanów Zjednoczonych A. Gore, który chce budować information super - highways, bo jego ojciec - senator budował zwykłe autostrady. Naszych polityków należałoby poprosić, by podali choćby jedną rzecz, którą chcą zrobić. Jeśli nie potrafią podać, to są zwykłymi menadżerami administracji a nie politykami. Oprócz menadżerów potrzeba nam liderów, przywódców nie tylko w ministerstwach, ale też w biznesie. Chodzi więc o to, by państwo, społeczeństwo i rząd były aktywne.
Rewolucja informacyjna wymaga trzech typów lobby: intelektualnego, politycznego i obywatelskiego. Lobby intelektualnego w pełni nie ma. Prof. Wierzbicki o tym mówił, wskazując na fakt, iż chciano np. nadać priorytet w badaniach naukowych energetyce. Tymczasem w każdym okresie istnieją pewne szanse rozwojowe (okazje). Lobby politycznego rewolucja ta w ogóle w Polsce nie ma. Potrzebne jest jeszcze lobby obywatelskie, ale jak mówiono dzisiaj szara strefa, a także mafia nie są zainteresowane w "przejrzystości", którą zapewniają techniki informatyczne.
O przyszłości naszej zadecydują zmiany w świecie, zadecydują strategie innych, zarówno korporacji, jak i państw, które przodują w technice informacyjnej (USA, Japonia, Europa Zachodnia). My również coś możemy zrobić, a mianowicie odpowiedzieć na poczynania tamtych. Możemy stać na boku, ale też możemy się adaptować choćby biernie lub - co lepsze - kreatywnie, możemy znaleźć jakąś niszę, zintegrować się, rozwinąć kooperację. Zależy to w dużej mierze od naszej świadomości i działań. Ważne są regulacje międzynarodowe związane z telekomunikacją itd., integracją europejską itd., gdyż tworzą niezbędną infrastrukturę dla społeczeństwa informacyjnego.
Dostęp do edukacji i informacji, co było tu podkreślane, to oznaka demokracji. Ważne są nie tylko dochody i technika, ale to jak szeroki jest dostęp do informacji, co wiąże się z demokratyzacją. Inaczej może grozić coś, co było nie raz opisywane w literaturze science fiction, że w przyszłości będzie rządzić merytokratyczna elita intelektualno-polityczna lub nawet mafijna a szare masy społeczne będą zapatrzone w monitory, zabawiając się różnymi grami wirtualnymi (czyli bezwolne "ciemne" masy wobec"poinformowanej" elity).
Mówiliśmy tu z panem Wierzbołowskim, że to, co się dzieje w krajach przodujących nie musi być wszędzie obowiązujące w przyszłości. Popatrzmy z perspektywy Chin, które liczą ok. 1,4 mld ludzi. Myślą oni tak: "tam na końcu Eurazji jest trochę białych, trochę bogatych, którzy mówią o demokracji, ale są to przecież jakieś peryferie naszego wielkiego kraju". Postawa białych, bogatych, ekspansywnych Euroamerykanów jest inna. My arogancko mówimy, że mamy historyczno-cywilizacyjną rację i będziemy ją w taki czy inny sposób narzucać światu. Wolę demokrację, ale trzeba akceptować fakt istnienia innego spojrzenia i próbować współżyć, zrozumieć się i współpracować. Nie jest tak, że my niesiemy kaganek oświaty wraz z komputeryzacją. Wszelka misja może wywołać u innych negatywne reakcje. Nie wszędzie w świecie jest demokracja i bogactwo, a nawet przeważa coś przeciwnego.
Jeszcze chciałbym dodać, że niesłusznie tu czasem mówiono o wyścigu. Przemiany cywilizacyjne czy trwanie cywilizacyjne to nie jest wyścig, gdyż cele są przecież raczej nieokreślone, choć mogą być nazywane przez polityków, dziennikarzy czy wizjonerów. Czy jeśli ja żyję, to się ścigam w życiu z kimś innym? To jest takie trwanie, o którym mogę mówić, że jest wyścigiem, ale to już jest ideologia. To jest funkcjonowanie.
Chodzi o to, by pozytywnie stymulować rodzącą się przyszłość. Ważna jest mądra aktywność i patrzenie w przyszłość, by była ona pomyślna, a nie żebyśmy dogonili np. Francję. Żebyśmy szukali w rewolucji informacyjnej dobrych elementów, narzędzi czy pomysłów. To byłoby myślenie rodzaju analizy skutków (impact assessment): co się może zdarzyć i jakie będą tego skutki.
Ostatnia moja uwaga dotyczy tego, że w naszym myśleniu o przyszłości należy akceptować i dążyć do społeczeństwa informacyjnego, które jak mówił dr Wydro występuje już bardzo mocno w Europie Zachodniej (jest już mnóstwo dokumentów i materiałów). Nasi politycy nie mówią, że chcemy "wstąpić do społeczeństwa informacyjnego", lecz że chcemy wstąpić do Unii i do NATO, które przecież stają się społeczeństwami informacyjnymi. Jeśli nie będziemy mieli długofalowego "celu merytorycznego", to możemy się znaleźć na peryferii. Wstąpienie do powyższych organizacji to cele techniczne, cele innego typu niż cel "strukturalno-cywilizacyjny" jakim jest społeczeństwo informacyjne.
Na koniec chcę się odnieść do stwierdzenia J.Habernasa, iż postmoderniści dostrzegli, iż obecna rzeczywistość staje się nieprzejrzysta. Możemy temu przeciwdziałać, starać się o przynajmniej częściową przejrzystość - budując demokratyczne społeczeństwo bogate w informacje.

Kornel B. WYDRO

Czuję jedynie potrzebę postawienia kropki nad "i" do tego co powiedział pan prof. Werle, w kwestii edukacji, nauki. Kiedyś zawód był wielopokoleniowy. Obecnie w zaawansowanych krajach zmienia się zawód ok. 5-6 razy w ciągu życia. My mamy problem "Ursusa", Stoczni Gdańskiej czy specyficznego polskiego rolnictwa. Te problemy biorą się stąd, że ludzie tam zatrudnieni nie są przygotowani do wykonywania innego zawodu. Wobec tego, jeśli nie podejmiemy trudu kształcenia przyszłych pokoleń, to będziemy odpowiedzialni za ich nieprzystosowanie do nowego świata. Świat będzie bowiem zmierzał do społeczeństwa informacyjnego. Musimy próbować kształtować przyszłość, by uniknąć zagrożeń i wykorzystać szanse, choć nasze możliwości są tu ograniczone.
Perspektywa tworzenia sieci informatycznych powoduje też pewną możliwość zagrożenia intelektualnym lenistwem. Kiedyś używaliśmy suwaka logarytmicznego, a wcześniej liczydła, a teraz już zapomnieliśmy jak wygląda kalkulator; a czeka nas to, że będziemy głosem wydawać polecenia urządzeniom, żeby zrobiły to lub tamto. To będzie w jakiś sposób ograniczało intelektualność.
Chcę jeszcze dodać, że choć niektórzy są zafascynowani Internetem, to należy stwierdzić, że panuje w nim bałagan informacyjny. Jeśli znajdują się w nim rzeczy istotne, to są one trudno osiągalne. Ponadto gdyby nawet okazało się, że jest to źródło informacji aktywnych gospodarczo, to proszę zwrócić uwagę, że może to być pułapka, która w pewnym momencie zostanie zatrzaśnięta i zostaniemy poza dostępem do tych informacji.
Wiąże się z tym fakt, iż kupowanie technologii bez ich rzetelnej znajomości stanowi również zagrożenie. Powinniśmy więc być aktywnymi uczestnikami procesu tworzenia, w innym przypadku będziemy na straconej pozycji.
To, dlaczego my postępujemy inaczej mogłoby być tematem odrębnej dyskusji. Można się tu odwołać do postawy Japończyków, zmierzających świadomie do rozwoju z zachowaniem wspólnego bezpieczeństwa, a myśmy w tej epoce przekształceń zagubili instynkt samozachowawczy. Wiele działań, które są podejmowane można ocenić bardzo krytycznie. Kupujemy np. wiele rozwiązań, które jesteśmy w stanie opracować sami, tylko musimy w taką możliwość uwierzyć.

Andrzej P. WIERZBICKI

Chciałbym się odnieść do wypowiedzi pana dr. Dąbrowskiego. Otóż, o ile wiem, instytucje edukacyjne wykorzystujące sieci komputerowe dla celów edukacji zdalnej wykorzystują głównie mechanizm stron WWW (np. wykłady w postaci stron WWW), a nie bazy danych. To jest jedynie kwestia techniki, którą się stosuje.
Zgadzam się natomiast z prof. Zacherem, że państwo opiekuńcze ma złe konotacje i że trzeba dla nowej formy funkcji opiekuńczej państwa wymyślić nową nazwę, przy czym państwo aktywne czy proaktywne może mieć lepsze konotacje.
Mam tylko jedną uwagę do wypowiedzi prof. Werle. To, że nie rozpisałem się na temat niezbędnych celów reformy edukacji w swym referacie, wynika z tego, że - jak Pan profesor wie - pisałem o tym już wiele, a temat jaki podjąłem na dzisiejszej konferencji był zupełnie odmienny. Załatwiłem więc ten problem przy pomocy kilku haseł. Cieszę się, że jedno z nich tak spodobało się panu prof. Lubańskiemu. Odwołam się tu do Białej Księgi "Nauka i Technologia wobec Integracji Europejskiej", która jest dostępna na stronach WWW. Zawiera ona - poza sprawami nauki i technologii - zarys niezbędnych działań w obszarze edukacji. Jest też pewna propozycja dotycząca tych kwestii ze strony MEN i powinniśmy też nad nią dyskutować.
Zgadzam się natomiast całkowicie z tym, że uwaga przywiązywana przez polityków do tej sprawy, jest niedostateczna. Politycy nie dostrzegli znaczenia tej sprawy nie tylko w sensie programowym, czy progmatycznym, ale nawet etycznym. Myślę, że nasza konferencja może przyczynić do tego, by zwiększyć wagę tej kwestii, jeśli właściwie wykorzystamy jej skutki, do zmiany pewnych poglądów.
W związku z powyższym popieram ideę opracowania materiału podsumowującego konferencję, choć nie uważam za konieczne, aby domagać się od KBN następnego grantu. Uważam, że podsumowanie tej konferencji można zrobić stosunkowo szybko. Natomiast oczywiście możemy przekazać wyniki dyr. Czerniejewskiemu, by je ogłosił przez serwer KBN na stronach WWW.
Może jeszcze powiem, dlaczego według mnie w Polsce nie pojawiła się odpowiedź na raport Bangemana. Uważam, że zbyt wiele organizacji chciało mieć wyłączność na taką odpowiedź. Była to taka ukryta rywalizacja. Dyr. Czerniejewski powoływał się na Rządową Radę ds. Informatyzacji. Według mnie, ta Rada nie opracuje odpowiedniej odpowiedzi. Należałoby poszukać jakiegoś ciała szerszego i społecznego, by zrobić porządny raport. Boję się, że to się znowu skończy bardzo urzędowym załatwieniem sprawy. To jednak nie zwalnia nas z obowiązku, by wykorzystując bardzo bogatą dyskusję, za którą serdecznie dziękujemy, pomyśleć o dobrym materiale podsumowującym.

Józef WIERZBOŁOWSKI

Serdecznie chciałbym podziękować swoim współautorom, gdyż dzięki ich referatom praca, którą mam wykonać w Instytucie uzyskała poważne ukierunkowanie, uwypuklone zostały także istotne aspekty, które powinny być uwzględnione w pracy Instytutu nad wizją rozwoju Polski. Dziękuję też dyskutantom, którzy jeszcze to uzupełnili. Chciałbym też odnieść się do kilku wybranych elementów.
Pierwsza moja uwaga jest następująca. Dyr. Gołacki stwierdził, że w wyniku działalności UNCTAD i jego systemów informacyjnych, oszczędność w kosztach transakcyjnych w handlu światowym ma wynieść 400 mld USD rocznie. Mam wrażenie, że całe sedno dzisiejszej konferencji sprowadza się do tego, kto zawłaszczy te miliardy i dlaczego. Czy te miliardy zostaną zawłaszczone przez korporacje transnarodowe, czy mówiąc szerzej ośrodki dominacji światowej i będą służyły zwiększeniu rozpiętości? Czy też posłużą zmniejszeniu rozpiętości między ośrodkami dominacji światowej, a tymi, którzy nie mają pieniędzy dla swego pierwszego "take off". W tym kryje się sedno problemów, przepraszam za wielkie słowo - ludzkości. Osobiście wyrażam obawę, że podobnie jak wiele razy w historii, również i obecnie owe 400 mld posłuży jedynie do zwiększenia dysproporcji między poszczególnymi społeczeństwami, między ośrodkami dominacji i uzależnienia.
Dlaczego to podkreślam? Gdyż z powyższego względu tak ważne jest to, by zabrać się na pociąg, który zbliża się do ośrodka dominacji. To jest chyba to przesłanie, które w wizjach rozwoju Polski powinno być bardzo ostro zarysowane, by pokazać, że jest konieczne niezależnie od tego, czy uda się zrealizować idealistyczne założenia, czy też - nazwijmy je brutalnie - realne założenia odnośnie do rozwoju świata. Problemem jest jak doszlusować przynajmniej na obrzeża świata dominacji, a nie zostać w tej części, która jest skazana na uzależnienie. Nie jest jeszcze rozstrzygnięte, czy jesteśmy skazani na patrzenie z dołu, jak powiedział prof. Zacher, czy też będziemy mogli w przyszłości spojrzeć na rozwój z góry. Jest to problem z punktu widzenia budowy długofalowej wizji niezwykle istotny.
W związku z tym, mam jeszcze do poruszenia jedną kwestię - nieokreśloność pojęcia gospodarka światowa. Celowo używałem pojęcia gospodarka światowa, gdyż trzeba się tu profesjonalnie ograniczyć do pewnych problemów. Jednak, gdy teraz się mówi o gospodarce światowej, to się wykracza poza ekonomię. Inaczej mówiąc, wchodząc w nurt myślenia prezentowany przez Boldinga, Heilbronnera itd., nie można rozpatrywać ekonomii na wzór Smitha i Marksa, bez odniesień do tego, że czynniki etyczne, religijne, społeczne stanowią fragment tej ekonomii. Jestem wdzięczny panu prof. Lubańskiemu za zaakcentowanie, że rozwój jest dla człowieka, a nie tylko poprzez człowieka.
Następna rzecz, którą wyniosłem z tej konferencji to rozróżnienie, które na roboczo określiłem następująco: szanse istniejące potencjalnie, a szanse potencjalne. Między tymi stwierdzeniami jest duża różnica. Szanse istniejące potencjalnie, to np. szanse stojące przed Ghaną, by wykorzystać informatykę do dogonienia USA.
Natomiast szanse potencjalne to szanse rzeczywiście realne. Musimy umieć odróżnić to, co jest możliwe od tego co jest realne tylko formalnie. Przypuszczam, iż to jest element, który w naszych dyskusjach na temat rozwoju Polski dość często umyka uwadze, zwłaszcza w dyskusjach z dużym udziałem zwolenników teorii neoliberalnej, którzy bezpośrednio przenoszą doświadczenia USA na polskie warunki.
Trzeci element, na który chciałbym zwrócić uwagę to problem przypadkowości. Zgadzam się, że u podstaw fenomenu "tygrysów azjatyckich" leży przypadek. Można powiedzieć, że gdyby wojna koreańska nie wybuchła u wybrzeży Azji Wschodniej, lecz w innym miejscu, prawdopodobnie gdzie indziej byłyby usytuowane niezatapialne lotniskowce i związany z tym strumień dolarów i technologii płynąłby gdzie indziej. Ja się z tym zgadzam i w związku z tym nieprzypadkowo przywołałem w referacie model społeczeństwa adaptacyjnego, tak jak go można zarysować na podstawie podejścia Gell-Manna. Natomiast, gdy już ten przypadek ma miejsce to w dalszym biegu wydarzeń można odnaleźć prawidłowości. To, że Korea Południowa stała się tym, czym jest obecnie, wynika z tego, iż potrafiła ten przypadek wykorzystać. W związku z tym uważam, że bardzo twórcze byłoby postawienie pytania: gdzie jest nasz przypadek? Gdzie jest w rozwoju Polski ten drobny punkt, o którym mówił prof. Wierzbicki, stwierdzając, że drobne zmiany mogą przynosić ogromne konsekwencje? To właśnie powinno stanowić punkt wyjścia dla budowy wizji rozwoju Polski. Mam wrażenie, że to jest element, nad którym mało się zastanawiano w naszej dyskusji na temat integracji z Europą. Zgadzam się przy tym z prof. Zacherem, że zbytnio się epatowaliśmy tym, że wejdziemy do Europy, do Unii Europejskiej, do NATO, a nie, że mamy zintegrować się ze społeczeństwami, których organizacjami są Unia i NATO.
Po czwarte bardzo jestem wdzięczny za sformułowanie, że produkcja wiedzy jest ważniejsza, niż produkcja i konsumpcja masowa. Niewątpliwie tak jest, ale podstawowym wyzwaniem intelektualnym jest problem, co zrobić by oprzeć się inwazji kultury masowej, która upowszechnia mit produkcji masowej i mit konsumpcji masowej. My jednak, jak stwierdziłem za Nyem, mamy do czynienia ze zjawiskiem "miękiej siły"; znajdujemy się pod przemożnym wpływem ośrodka dominacji światowej. To co ekonomiści amerykańscy podają jako źródło ich siły, w naszym przypadku nie jest źródłem siły, lecz przeciwnie elementem uzależnienia. Widząc spójność interesów z innymi krajami powinniśmy brać pod uwagę to, jak oddziałują na nas te elementy, które stanowią o ich sile. Jeśli chcemy doprowadzić do sytuacji takiej, że produkcja wiedzy będzie ważniejsza, niż konsumpcja masowa, powinniśmy mieć świadomość jak przeciwdziałać pewnym presjom wywieranym przez ośrodki dominujące.
Po piąte, chciałbym przypomnieć pytanie, które kiedyś zamieścił w swoich artykułach prof. Schaff. Bardzo trafnie zapytał on, czy my stoimy przed wyzwaniem bezrobocia, czy przed wyzwaniem wolnego czasu. W cywilizacji przemysłowej człowiek realizował się przez pracę. Jeżeli, jak mówił dr. Wydro, zmieni się definicja pracy, jeżeli zmniejszy się zasób pracy, to powstaje problem aksjologiczny i etyczny, jak człowiek współczesny ma się realizować, żeby nie wpaść w pijaństwo, narkotyki itp., żeby, jak mówił prof. Lubański, być człowiekiem etycznym. Jest to wyzwanie, nie w stosunku do ekonomistów, a w stosunku do socjologów i etyków. Nie spotkałem w prasie powszechnie czytanej, by ktoś zwrócił uwagę na to, jakie wyzwania natury etycznej wiążą się z integracją z Europą Zachodnią, właśnie dlatego, iż jest to integracja ze społeczeństwem informacyjnym.
Chciałbym podjąć kwestię poruszaną przez profesorów Zachera i Wierzbickiego. Z jednej strony zwiększa się konieczność aktywnej roli państwa, a z drugiej strony państwa zyskują dodatkowych współpartnerów grających o interesy ich własnych obywateli. Wobec tego ten wymiar etyczny jest podwójnie trudny do zrealizowania, gdyż to nie tylko państwo swoją aktywną rolą może czemuś sprzyjać. Przeciwnie, inni aktorzy mogą ukierunkowywać działalność człowieka zupełnie inaczej. Chodzi więc o właściwe zaprogramowanie aktywnej roli państwa, które musi z jednej strony dopuścić innych aktorów, a z drugiej strony bronić się przed niewłaściwym wpływem tych aktorów na swoim terenie i w stosunku do swoich obywateli. Jest to wyzwanie, które stoi przed politykami.
Na koniec chciałbym stwierdzić, że wszystko, o czym mówiliśmy, wiąże się z istotnym problemem - z myśleniem o przyszłości. Podejrzewam, że nie ma pełnej świadomości, jak skutki obecnych decyzji będą się odbijać w przyszłości. Tymczasem podejmowane decyzje i ideologia leżąca u podstaw tych decyzji, przesądzają nie tylko o tym, co jest dzisiaj i będzie jutro, ale i o tym co będzie za 5, 10, 15 lat.6.

ZAMKNIĘCIE KONFERENCJI

Tadeusz GOŁACKI

Chciałbym przede wszystkim podziękować panom prelegentom za ich wystąpienia i za próby podsumowania dyskusji. Sądzę, że organizatorzy otrzymali bogaty materiał do przemyślenia. Liczę na to, że wyniki dzisiejszej konferencji wykorzystane zostaną przez sukcesorów naszej instytucji.
Zrobimy zapis z dzisiejszej konferencji i zwrócimy się do dyskutantów z prośbą o szybką autoryzację tekstów. Jeszcze raz dziękuję państwu za przybycie i za aktywny udział w dyskusji. Myślę, że to nie będzie ostatnia konferencja na temat wyzwań ery informacyjnej. Następne będą organizowane już przez inne instytucje, ale zapewne przez tych samych ekspertów.

SPIS TREŚCI

1. WPROWADZENIE 5
2. OTWARCIE KONFERENCJI (Tadeusz GOŁACKI) 8
3. REFERATY 11

Józef WIERZBOŁOWSKI

INFORMACJA I TECHNOLOGIE INFORMACYJNE JAKO ELEMENT PRZEKSZTAŁCEŃ STRUKTURALNYCH I SYSTEMOWYCH W GOSPODARCE ŚWIATOWEJ (OGÓLNE PODEJŚCIE DO TEMATU) 11

Lech W. ZACHER

INFORMACJA JAKO CZYNNIK ROZWARSTWIENIA GOSPODARKI ŚWIATOWEJ 38

Andrzej P. WIERZBICKI

WPŁYW INFORMACJI JAKO ZASOBU NA STOSUNKI SPOŁECZNE I GOSPODARCZE W KRAJACH ROZWINIĘTYCH 56

Kornel B. WYDRO

PERSPEKTYWY ROZWOJU UNII EUROPEJSKIEJ WOBEC WYZWAŃ SPOŁECZEŃSTWA INFORMACYJNEGO 75

4. DYSKUSJA 99

Włodzimierz GIERŁOWSKI 99

Borys CZERNIEJEWSKI 101

Józef WERLE 102

Mieczysław LUBAŃSKI 106

Jan DĄBROWSKI 107

5. WYSTĄPIENIA KOŃCOWE REFERENTÓW 109

Lech W. ZACHER 109

Kornel B.WYDRO 112

Andrzej P. WIERZBICKI 113

Józef WIERZBOŁOWSKI 114

6. ZAMKNIĘCIE KONFERENCJI

(Tadeusz GOŁACKI) 118